Złe gorszego początki

Złe gorszego początki

Japońskim akcentem na 41. Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora był monodram Rui Ishihary Łagodna na motywach opowiadania Fiodora Dostojewskiego. Dla organizatorów WROSTJI współpraca polsko-japońska okazała się trudna już na poziomie tworzenia programów festiwalu, w których pod hasłem „scenariusz” zamiast nazwiska polskiego scenarzysty Dariusza Kunowskiego znalazła się japońska wersja tytułu spektaklu – Jasaszii Onna. Natomiast dla widzów obcowanie z japońską sztuką również mogło okazać się sporym wyzwaniem, któremu wielu nie podołało. Jakkolwiek chciałoby się bronić zapału polskiego reżysera do interpretowania Dostojewskiego z pomocą japońskiego aktora, to niestety wnioski nasuwające się po obejrzeniu spektaklu są jednoznacznie negatywne.

Z pozoru dość banalna historia – bo teatralne deski znosiły już o wiele gorsze tragedie: mąż opłakuje przedwczesną, a co więcej – samobójczą śmierć ukochanej żony. Oczywiste wydaje się więc, że na plan pierwszy wysuną się emocje wdowca, jego rozpacz, wspomnienia, samotność. Jednak nic takiego nie dzieje się w spektaklu Kunowskiego, ponieważ wszystkie emocje rozpływają się w milczeniu. Monodram rozpoczyna ciągnąca się w nieskończoność scena ciszy – mąż stoi w rogu, a lalka autorstwa Katarzyny Proniewskiej-Mazurek leży w charakterze zmarłej żony na samym środku sceny. Aktor przechadza się kilkukrotnie z lewej do prawej i z prawej do lewej, lecz poza tym nie podejmuje żadnego działania. W tle słychać tykanie zegara lub kapanie wody z niedokręconego kranu – dźwięk jest dość niejednoznaczny. Z tej sceny dowiadujemy się tylko tyle, że publiczność nie jest w stanie wytrzymać kilku minut bez moszczenia się w fotelach, chrząkania, wymieniania uwag i bez westchnień zniecierpliwienia. W tej ciszy, która przez nadużycie przestaje być w końcu przejmująca, a staje się wyłącznie irytująca, nie rodzą się żadne inne emocje. Wydaje się, że może to być słaby początek dobrego spektaklu, lecz niestety uchybienia pojawiają się niezwykle konsekwentnie aż do końca monodramu.

Gra aktorska ogranicza się do patrzenia w górę z zadartą głową i wypatrywania bliżej nieokreślonego przedmiotu bądź zjawiska. Czy jest to duch jego zmarłej żony? Działania twórców spektaklu nie skłaniają do żadnych rozważań i nie produkują ani wątpliwości, ani zachwytów, ani nawet szczególnej niechęci do prezentowanego projektu. Wydaje się, że aktor zapomniał do swojego występu włączyć odrobiny emocji i poprzestaje na wykonywaniu wyuczonej sekwencji ruchów. Kilkukrotne operowanie zaskoczeniem, polegające na nagłym stąpnięciu lub zrzuceniu z siebie lalki, to jednak zbyt mało, aby przyciągnąć uwagę i wywołać w widzach emocje, szczególnie gdy jest to jedyne wyraziste działanie aktora. Pozostałe minuty upływają na, kontemplacji sufitu lub też – w skrajnych przypadkach – aktywności artysty: lalka zostaje tarmoszona po scenie. Ani pod względem opowieści (bo o tym, że przedstawienie oparte jest na powieści Dostojewskiego, nie świadczy żaden element), ani pod względem doznań estetycznych, płynących z oglądania sztuki wizualnej, nie można tego spektaklu uznać za choć trochę udany.

Przedstawienie okazało się porażką. Potwierdziła się bowiem pewna oczywistość – monodram zasadza się na sile i potencjale aktorskim artysty, który znajduje się na scenie. Bez tego podstawowego czynnika, czyli bez umiejętności skupienia wyłącznie na sobie uwagi widzów, aktor nie może przedstawić dobrego monodramu i taki los spotkał Rui Ishiharę.

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław

Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora, 20–23 października 2012

Łagodna

na motywach opowiadania F. Dostojewskiego

scenariusz i reżyseria: Dariusz Kunowski

muzyka: Olena Leonenko

projekt i wykonanie lalki: Katarzyna Proniewska-Mazurek

występuje: Rui Ishihara (Japonia)

premiera: 21 czerwca 2011