Zemsta obłąkanych

Zemsta obłąkanych

No właśnie. Zemsta obłąkanych to nie przelewki. Za brutalne okaleczenie córki Titusa Andronicusa Rzymianie karmią królową Gotów jej własnymi dziećmi. Jest poważnie, bo wyjątkowo poważnieje nam w nowym sezonie Jan Klata. A może to tylko zasługa współpracy z drezdeńskim Staatsschauspiel?

Zabawnie oczywiście jest tylko momentami, do tego żarty są dość ciężkie. Jest jak zwykle u Klaty dyskotekowa muzyka, ale w otoczeniu scenografii Justyny Łagowskiej nagle staje się dość mroczna; sama scenografia jest ponura, uboga i zupełnie „nieklatowa”. Na scenie roi się od czarnych skrzynek, symbolicznych pamiątek po dwudziestu jeden synach Titusa Andronicusa. Nie widać w tym spektaklu lekkiej ręki Klaty, a spektakl jest raczej niepokojący niż zabawny i bardziej melancholijny niż odprężający. Reżyser nie pożałował sobie jednak odniesień do popkultury, kiczu i telewizyjnej papki, które po początkowej fazie zniesmaczenia zdążyłam już pokochać.

Nieporozumienia między Rzymianami (mówiącymi po niemiecku, bo w ich role wcielają się artyści z Drezna) a Gotami (tych zagrali polscy aktorzy) nie kończą się wyłącznie na sporach politycznych lub kulturowych, ale także językowych (tu polecam naprawdę zabawną scenę rodem z kalamburów, w której rzymski posłaniec próbuje językiem ciała wytłumaczyć Gotom, jakie wieści przynosi w liście). Pomysł przeniesienia historii na płaszczyznę polsko-niemiecką sprawia, że atmosfera gęstnieje, a widownia oczekuje aż wielka bańka napięcia w końcu pęknie. I pęka – Goci-Polacy wypominają Rzymianom-Niemcom napaść z 1939 roku. Niech będzie, że subtelnie. Zaczyna się od białych T-shirtów z nadrukami germańskich samolotów i bombardowanych warszawskich budynków. Do tego delikatne faux pas Rzymianina Marcusa (Torsten Ranf), któremu wyrywa się ukradkiem „Heil Hitler!”. Do kotła europejskich potyczek wpada także murzyńskie niemowlę, dziecię Aarona i Tamory, które przestaje płakać dopiero, gdy z ust Rzymianina-Niemca słyszy My, pierwsza brygada. O, ironio.

Sposób myślenia o drugiej wojnie światowej i relacji Polska-Niemcy, który reżyser przemyca jest raczej stereotypowy i mało zaskakujący, ale mam wrażenie, że siła i sens spektaklu rosną wraz z czasem jego trwania. Początek jest ciężki i dość męczący, egzaminuje cierpliwość zarówno widzów, jak i aktorów. Kto ten test przejdzie pomyślnie, przekona się, że warto było zaczekać.

Spośród niemieckich aktorów wybija się przede wszystkim grający tytułową rolę Wolfgang Michalek. Świetnie wypada w dialogu z Ewą Skibińską (Tamora) – jako obłąkany mężczyzna bez dłoni, który próbuje dojść prawdy, kto okaleczył jego córkę. Domyśla się, że to dwaj synowie królowej Gotów obcięli pięknej Lavinii ręce i język. Cała trójka próbuje przechytrzyć Titusa, co kończy się fiaskiem, dochodzi do zemsty – kanibalistycznej uczty, na którą Chiron i Demetriusz (Marcin Pempuś i Michał Majnicz) wjeżdżają jako dwa ogromne, różowe ciastka. Pomysł jest faktycznie błyskotliwy, dlatego szkoda, że tych komicznych, „klatowych” perełek jest w Titusie… jak na lekarstwo. Świetna jest Skibińska jako pełna seksapilu władcza królowa Gotów (przez Rzymian okrzyknięta po prostu polską kurwą), ale to jej młodsza koleżanka Paulina Chapko (w roli Lavinii) kradnie premierę. Jest świeża, porywająca i do tego urzekająco piękna. Spełnia się zarówno w roli dumnej, zakochanej dziewczyny, jak i odchodzącej od zmysłów niemej ofiary. Zaczyna nowy sezon swoją najlepszą jak dotąd rolą. Grzechem byłoby nie wspomnieć o postaci czarnoskórego Aarona (Wojciech Ziemiański), nadwornego trefnisia z ciętym językiem.

Ciekawie uchwycono obłąkanie bohaterów, ich żądzę zemsty i determinację. Chociaż wydaje się, że historia zakończy się zwycięstwem, przynajmniej moralnym, Gotów, to jest inaczej. Zlekceważenie rzymskich przeciwników, którzy mimo postradania zmysłów okazali się przebiegli, doprowadziło do klęski zuchwałych popleczników Tamory.

Fabułę Titusa jednak trudno uchwycić i znaleźć jej mocne fragmenty. Kilka niepotrzebnych scen, przeplecionych zabawnymi, ale merytorycznie pustymi dialogami. Początek jest nużący, a całość nieco chaotyczna. To nie jest największy sukces Klaty, ale wciąż w jakiś sposób ciekawe przedsięwzięcie. Mam wrażenie, że Klata wyskakuje z roli nadwornego stańczyka teatru i uderza jeden poziom wyżej. Nieczęsto przecież chwyta się Szekspira, do tego w kooperacji z drezdeńskim teatrem. Może następnym razem ten kierunek okaże się zbawienny?

Karolina Obszyńska, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” 30/2012

Teatr Polski

Titus Andronicus

przedstawienie oparte na dramacie Williama Shakespeare’a Titus Andronicus w przekładach na język polski Macieja Słomczyńskiego i język niemiecki Wolfa von Baudissina oraz na fragmentach utworu Heinera Müllera Anatomia Tytusa Fall of Rome Komentarz do Szekspira (Anatomie Titus Fall of Rome Ein Shakespearekommentar) w przekładzie na język polski Moniki Muskały

reżyseria, opracowanie tekstu i opracowanie muzyczne – Jan Klata

dramaturdzy – Ole Georg Graf i Piotr Rudzki

scenografia i reżyseria światła – Justyna Łagowska

kostiumy – Justyna Łagowska i Mateusz Stępniak

choreografia – Maćko Prusak

obsada:

zespół Teatru Polskiego we Wrocławiu: Paulina Chapko, Ewa Skibińska, Michał Majnicz, Marcin Pempuś, Wojciech Ziemiański

zespół Staatsschauspiel Dresden: Sascha Göpel, Stefko Hanushevsky, Robert Höller, Matthias Luckey, Wolfgang Michalek, Torsten Ranft

koprodukcja z Staatsschauspiel Dresden

premiera wrocławska – 15 września 2012

premiera drezdeńska – 28 września 2012