Zapomnieć przeszłość (Francuzi)

Zapomnieć przeszłość (Francuzi)

Krzysztof Warlikowski przewiduje kres Europy i zachodniego świata – tę opinię o Francuzach, inspirowanych cyklem powieściowym Prousta W poszukiwaniu straconego czasu, słyszeli chyba wszyscy miłośnicy teatru. Doszukiwano się również podobieństw do Wycinki Krystiana Lupy jako ironicznego portretu artystów i klasy wyższej, którzy w swojej egzaltacji gubią kontakt z rzeczywistością. Jednak ten spektakl nie służy diagnozie społeczno-politycznej, nie jest też obrazem wolności i zniewolenia wobec czasu, sztuki i samych siebie. To studium rozpaczy naszej cywilizacji.

Kiedy odbywał się sąd boski nad Sodomą i Gomorą, ci, którzy przyznali się do win, rozpierzchli się po Europie, próbując ukryć swój grzech. Inni – którzy dostrzegli ich obłudę – pozostali samotnikami. Bartosz Gelner jako proustowski narrator (i porte parole reżysera) ze strzępków historii impresyjnie kreśli taki obraz społeczeństwa. Jego głos odkleja się od ciała. W wielkiej, pustej przestrzeni widać tylko plecy, długie włosy, szerokie gesty dłoni i nogę założoną na nogę. Arystokratyczna wymowa podkreśla artystowską pewność siebie, przekonanie o wyjątkowości, indywidualności i wyobcowaniu wskutek jej celebracji. Ciało aktora jest zamknięte, wycofane – dopierokiedy pojawia się Rachela (Agata Buzek), która próbuje go uwieść – otwiera się. Jednak gdy wkracza on do salonu Oriany de Guermantes (Magda Cielecka), okazuje się nieśmiałym młodzieńcem, niecierpliwie poszukującym uwagi pani domu.

Podobnie inne postaci igrają ze swoją introwertyczną/ekstrawertyczną osobowością. Alfred Dreyfus (Zygmunt Malanowicz), francuski oficer żydowskiego pochodzenia, oskarżony o zdradę państwa, odczytuje kolejne oskarżenia, niemal mamrocząc, zawstydzony. Nie walczy o usprawiedliwienie czy uniewinnienie, prawie nieobecny, schowany w obszernym wojskowym płaszczu, jak owad, w gigantycznej przestrzeni scenicznej. Oriana wspomina swoją miłość do Swanna i przemilcza urazę do obecnego przy niej męża. Odetta de Crécy (Maja Ostaszewska) pod swoją wyzwoloną, namiętną naturą ukrywa ciągłe niespełnienie, niezaspokojenie i samotność. Pod przykrywką blichtru, swobody seksualnej, bogactwa, kulturalnego obycia, wrażliwości na sztukę, braku poprawności politycznej kryje się niepewność tożsamości. Co to znaczy, że jesteśmy Francuzami, że możemy uprawiać seks z kim chcemy i jak chcemy, że nie musimy chować się z naszymi perwersjami, kontrowersyjnymi opiniami, z naszymi uprzedzeniami, zepsuciem i całym sodomickim dziedzictwem? Pod przykrywką wolności kryją się ograniczające tę wolność pozy. Namiętność Fedry, którą fatalna miłość do pasierba doprowadziła do upadku, zostaje ujęta w ramy operowej sceny. Homoseksualizm pozostał już tylko figurą buntu i sprzeciwu, tak jak pozamałżeńskie stosunki (studium zazdrości dzięki znakomitej Mai Ostaszewskiej i Mariuszowi Bonaszewskiemu). Samotnicy i wykluczeni wciąż szukają w tych figurach ostoi. Na próżno.

Warlikowskiemu można zarzucić nadmierną estetyzację tego beznadziejnego, upadającego świata arystokracji. Minimalistyczne wnętrze, pełne szyku i elegancji kostiumy – zachwycają. Projekcje wideo: czarno-białe, archiwalne filmy całujących się par, rozkwitających kwiatów i koników morskich budują nostalgię do przeszłości, która przeminęła albo nie była nawet naszym udziałem. Ale jednocześnie tylko sztuka pozostaje, tylko wobec niej możemy budować wspólnoty. Tak dzieje się, gdy na scenę wkracza wiolonczelista, by zagrać Utwór na wiolonczelę i taśmę (autorstwa Pawła Mykietyna, w spektaklu przypisany Charlesowi Morelowi – Piotr Polak). W czasie koncertu zostaje wyświetlona projekcja: przedzieramy się z kamerą przez las i docieramy na łąkę, gdzie rozkwitają kwiaty, które jednak zszarzeją, zwiędną i znikną.

„Stracony czas” powraca do nas w postaci duchów z przeszłości (wywoływanych w pierwszej scenie seansu spirytystycznego). To one oprowadzają nas po starzejącym się świecie, gdzie wszystko jest już czasem minionym. Nawet ironiczny performans Sydonii de Verdurin (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik) w przebraniu małpy z Odysei kosmicznej odsyła do prehistorii. Ale nikt z przeszłością się nie mierzy, chociaż tylko ona tak naprawdę boli.

Kwestia konstruowania tożsamości narodowej i próba wpisania problematyki w kontekst polityczny pojawia się w trzeciej części spektaklu. Maciej Stuhr w żołnierskim mundurze, w monologu na podstawie Ultimatum Fernando Pessoa, roztacza wizję narodów jako zbiorowych fantazmatów, które fundują wojnę i zniszczenie. O ile sama diagnoza jest trafna, to wobec całego krajobrazu ról i form przyjmowanych przez postaci wydaje mi się zawężająca. Jednak wypowiedziana wprost do publiczności, atakująco, z latarką skierowaną w oczy, podważa nasz status ofiar historycznego dekadentyzmu, obwiniając nas o bezrefleksyjną zgodę na zastane podziały. I jeśli ta przytłaczająca rozpacz Francuzów ma czemuś służyć – to właśnie tej refleksji.

 

Julia Lizurek, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 155/2015

 

Nowy Teatr w Warszawie

Marcel Proust, Krzysztof Warlikowski

Francuzi

reżyseria: Krzysztof Warlikowski

dramaturgia: Piotr Gruszczyński, Adam Radecki

scenografia i kostiumy: Małgorzata Szczęśniak

muzyka: Jan Duszyński, z wykorzystaniem Utworu na wiolonczelę i taśmę Pawła Mykietyna

reżyseria światła: Felice Ross

choreografia: Claude Bardouil

wideo: Denis Guéguin

animacje: Kamil Polak

charakteryzacja: Monika Kaleta, Joanna Chudyk

wiolonczela: Michał Pepol / Marcin Zdunik

obsada: Mariusz Bonaszewski, Agata Buzek, Magdalena Cielecka, Ewa Dałkowska, Bartosz Gelner, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Wojciech Kalarus, Marek Kalita, Zygmunt Malanowicz, Maria Łozińska, Maja Ostaszewska, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek, Maciej Stuhr

premiera: 21 sierpnia 2015

fot. Tal-Bitton

Julia Lizurek, rocznik 1990. Studentka performatyki przedstawień, reżyserka-amatorka. Poszukiwaczka poezji w teatrze i życiu codziennym.