Zacznijmy od początku (Ojciec matka tunel strachu)

Zacznijmy od początku (Ojciec matka tunel strachu)

Domowe palmy sterczą głupkowato w rogach kawalerki, przypominając natrętnie o tropikalnych wyspach, na które nigdy nie polecą. I chociażby sto razy zaczynali od początku, i chociażby w kserowaniu osiągnęli master class, nie dla nich egzotyczne wojaże ani pięciogwiazdkowe swawole. On chciał być reżyserem, ona filozofką, ale życie – oczywiście – wiedziało lepiej, jaką przyszłość im zgotować. Kserokopiarka, pieluchy i, co w ogóle najgorsze, syn, który pragnie zostać poetą. I nie pohula sobie prekariacka dusza, nie ważne, czy piekło jest, czy akurat go nie ma.

Udają bardzo kochającą się rodzinę. Uśmiechają się do siebie, opowiadają sobie, z bananimi uśmiechami, jak minął kolejny, wcale nie frustrujący i ani trochę upiorny, dzień. Mały Otto się porzygał, ale to nic – pięknie przecież rzygał, z miłości do mamy i do taty. Do pogadanek o tym, że jednak nie jest wesoło mają światłowstręt. Czasem komuś wymsknie się grymas. Wciąż jak przez mgłę pamiętają czasy sprzed rodzicielstwa albo – jak kto woli – marskości, w których byli zdolni do przeżywania innych niż odgrywane uniesień. Ich największą zmorą zdaje się poczucie, że tak już zostanie. I co z tego, że tatuś z pana od ksera przeistacza się w pana od PR, a mamusia jednak skrobie ten nieszczęsny, porzucony na rzecz maluszka, doktorat. Nie wiedzą, jak to się stało, że świat się tak paskudnie skurczył, że miłość tak jakby umarła.

Ojciec matka tunel strachu w reżyserii Wojtka Klemma to opowieść, by tak rzec typowa. Ot, najzwyczajniejsza w świecie rodzina potworów. Potworami nie czyni ich jednak ani skłonność do przemocy, ani skamienienie serc. Są straszydłami, bo budują swój potworkowaty świata na zgliszczach tego, co można by nazwać życiem idealnym. Karmią się iluzjami, że wszystko da się jeszcze poskładać, ale i tak coraz słabiej wierzą w reaktywację raju utraconego. Nie są źli, są raczej zwyczajni, a w tej zwyczajności właśnie paskudni i irytujący, boleśnie zagubieni. A przy tym wszystkim wyglądają jak z obrazka – atrakcyjni, młodzi, rozgrywają swój dramat pomiędzy trzema modnymi pufami z Ikea.

Klemm, za Martinem Heckmannsem (autorem dramatu), mnoży poziomy teatralności. Nie dość, że obnaża schematyczność opowieści (spektakl został skomponowany z ciągu następujących po sobie scenek rodzajowych – wycinków z domowego piekła), urządza – absolutnie zdumiewający – teatr w teatrze (rodzice ogrywają przed synkiem, w rytmie absurdalno-groteskowym, jego przyszłe możliwe życie, nie zapominając o wpojeniu mu fundamentalnych prawd objawionych), to jeszcze „podkręca” umowność, wchodząc w, dość wywrotowy, romans z realnością. Teatralną rodzinę odgrywa bowiem rodzina rzeczywista, z tym, że Jan Peszek jest tutaj synem Błażeja Peszka i Katarzyny Krzanowskiej (prywatnie małżeństwa). Chroni się reżyser przez zarzutami o miałkość, dobrowolnie wchodząc w rolę schemaciarza-dowcipnisia.

Teatralność do apogeum doprowadza naoczna obecność muzyka. Dominik Strycharski, w pluszowym stroju wawelskiego smoka, tworzy osobne, choć sprytnie wplecione w całość, widowisko. To muzykant podobny upierdliwemu dzieciakowi, któremu dni upływają na nadprodukcji hałasów. Na kakofoniczną symfonię upiornych dźwięków składa się pisk i grzechotanie paskudnych zabawko-piszaczałek. Muzyka podkreśla nie tylko opresyjny charakter rodziny jako instytucji, ale także cykliczność rodzinnych porażek i jęków, która tak często okazuje się nie do zniesienia. Spektakl Klemma, chociaż w wydźwięku zdaje się ocierać o grząskie terytorium oczywistości, w formie i sprawdzalności okazuje się dość wyjątkowy – nie mniej fascynujący niż przytłaczający. Piekło, piekło i nie przestało – można rzec, parafrazując Marcina Świetlickiego.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 140/2015

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Martin Heckmanns

Ojciec matka tunel strachu

reżyseria: Wojtek Klemm

tłumaczenie: Iwona Nowacka

scenografia: Wojtek Klemm

muzyka: Dominik Strycharski

kostiumy: Julia Kornacka

obsada: Katarzyna Krzanowska, Błażej Peszek, Jan Peszek

premiera: 22 maja 2015

fot. Magda Hueckel

Alicja Müller, rocznik 1991, studentka filologii polskiej, z „Teatraliami” związana od 2010 roku. Miłośniczka absurdu i dadaistów.