Wyścig szczurów (Czyż nie dobija się koni?)

Wyścig szczurów (Czyż nie dobija się koni?)

Wojciech Kościelniak jest fachowcem w swej dziedzinie. Na poletku reżyserskim zdołał zebrać plon nagród  m.in. za Chłopów wystawianych w Teatrze Muzycznym w Gdyni czy Mistrza i Małgorzatę na scenie wrocławskiego Capitolu. Najnowszy spektakl oparty na motywach powieści Horace’a Maccoy’a startujący na deskach gdańskiego Wybrzeża również odbija się echem sukcesu. Czyż nie dobija się koni? to prawdziwa terapia wstrząsowa, sztuka zaangażowana społecznie, mocna, jątrząca problematykę pogoni za pieniądzem, frustracji biedą, braku życiowych perspektyw. Kościelniak pokazuje, że napisana w dobie Wielkiego Kryzysu lat 30. ubiegłego wieku powieść ani trochę nie traci ze swej aktualności, wręcz przeciwnie – w czasach globalizacji zyskuje wymiar paraboli obrazującej zjawisko komercjalizacji rozpowszechnione na skalę światową.

Odpychająca brzydotą i prowincjonalnym wystrojem tancbuda, a w niej kołyszące się w marastycznych podrygach sylwetki tancerzy. Nad ich głowami wesoło płynie w przestworzach sterowny balon w kształcie ryby – wszechobecne oko rekinów finansjery, doglądające swe zdobycze, które połknęły haczyk marzeń o zdobyciu pieniężnej gratyfikacji. Stawką tego morderczego maratonu tanecznego jest tysiąc dolarów dla zwycięskiej pary. Żeby nie było tak łatwo, ku uciesze gawiedzi, trzeba zawody nieco urozmaicić, napędzić spiralę oglądalności, fundując uczestnikom atrakcje, w stylu katorżniczego biegu, z którego ostatni na mecie zostają wyeliminowani z gry.

W sztuce Kościelniaka nie ma pozytywnych bohaterów. Wyraźny jest natomiast podział na tych, którzy tańczą, jak im zagrają i tych, którzy napędzają tryby tej katarynki. Wykorzystywanych i wykorzystujących. Wśród tych pierwszych każdy jest naznaczony jakimś stygmatem: jedni niepowodzeń, złudnych dążeń, drudzy traumatycznych wspomnień, trzeci źle obraną ścieżką życiową, będącą pasmem kolein, z których niekiedy trudno się wydostać i wyjść na prostą. Żeby przeżyć trzeba się sprzedać, dać upokorzyć, podeptać, w konsekwencji zniszczyć własne „ja”. Wizję takiego stanu rzeczy reżyser osiąga za pośrednictwem scen brutalnych, odrażających, tych symbolicznych, jak i dosłownych. Moment, w którym konferansjer wyciera swe pachy i krocze sukienką jednej z uczestniczek wciąż pozostawia widza w sferze domniemywań co do intencji postaci, lecz kiedy widzimy go gwałcącego ową dziewczynę, obraz razi po oczach całym swym okrucieństwem i bezdusznością.

Czyż nie dobija się koni? to spektakl spod znaku dobrego aktorstwa i przemyślanych rozwiązań scenograficznych. Dwójka protagonistów Robert i Gloria (Piotr Witkowski i Katarzyna Dałek) to duet przedziwny. Ona – realistka do bólu, wyszczekana i wulgarna, z bagażem doświadczeń, on – marzyciel, któremu wspomnienie lśniącego w słońcu oceanu osładza podły żywot. Oboje snują wizje o karierze w Hollywood i sławie wielkich gwiazd. Mieszanka charakterów, osobowości, między którymi zawiązuje się pewne uczucie, które z góry nie ma szans na pozytywne zakończenie. Piotr Witkowski (Robert) po raz kolejny udowadnia, że potrafi unieść ciężar roli pierwszoplanowej. W przeciwieństwie do Katarzyny Dałek (Gloria) – niezwykle ekspresywnej, silnie zaznaczającej swą obecność na scenie, lecz prowadzącej swą postać linearnie, Witkowski zaskakuje charakterologicznym kontrapunktem. W upokarzającej jego męskie ego scenie ze „strzelającą z majtek” Rosemary, zwłaszcza zaś w  końcowym reminescencyjnym monologu przywołującym dziecinne wspomnienia śmierci ukochanego konia dobitego przez dziadka, z twarzy Roberta opada fasada maski ubogiego marzyciela. Oglądamy człowieka wyjącego wewnętrznie z bólu, odartego ze złudzeń, grzebiącego idee w egzystencjalnym błotku.

W opozycji do pierwszego aktu, który skupia się na samym maratonie, druga odsłona spektaklu koncentruje się na historiach jego bohaterów. Wiele z nich zaledwie napomkniętych zostaje pokazanych za pośrednictwem gestu, sugestywnej mimiki, uderzających w symboliczny ton scenek rodzajowych. Kiedy widzimy skonaną tańcem ciężarną kobietę dźwigającą na plecach męża ćmiącego papierosa (Justyna Bartoszewicz i Marcin Miodek), nie potrzeba słów, by odgadnąć ich relacje małżeńskie. Wiele z tych lakonicznych epizodów to małe arcydzieła, jak choćby krótki, ale jakże pojemny interpretacyjnie monolog sędziego Rollo w genialnej aranżacji Jarosława Tyrańskiego, stylizowany na improwizacyjną pogadankę z publicznością występ Grzegorza Gzyla w roli wodzireja – konferansjera Rocky’ego czy arsenał min, którymi przez cały czas trwania spektaklu „wygłupia” się rewelacyjny w tej niepozornej roli Jere’ego Piotr Chys.

W Czyż nie dobija się koni? nieprzeceniony wkład w budowanie nastroju spektaklu ma dyktująca tempo sztuki muzyka Piotra Dziubka, oddające klimat epoki stroje bohaterów autorstwa Bożeny Ślagi, wycyzelowany ruch sceniczny Jarosława Stańka czy zjawiskowa, wspomniana już, scenografia Damiana Styrny. Opuszczany z góry ruchomy rząd zlewów, przy których myją się kobiety, zakurzony podest z instrumentami sugerującymi obecność orkiestry, świetlny łuk z przepalonymi żarówkami – wszystko dotknięte zębem czasu, a jednocześnie niemiłosiernie tandetne i pozbawione estetyki. Każdy element scenografii idzie w sukurs koncepcji reżyserskiej i podkreśla klimat taniej rozrywki, bezguścia, pospolitości trwającego tanecznego show.

Sztuka Kościelniaka jest jak studnia bez dna. Mnogość postaci, sytuacji, charakterów stwarza przedpole do psychologicznej wiwsekcji, poszukiwań motywacji dla ich działań. Artystycznie, ideowo dzieło to broni się na każdej płaszczyźnie, sam zaś morderczy maraton taneczny niepokojąco przynosi skojarzenia z ubranym w nieco inny kostium czasowy wyścigiem szczurów, który obserwujemy, czy w którym uczestniczymy na co dzień.

 

Anna Kołodziejska, Teatralia Trójmiasto

Magazyn Internetowy "Teatralia", numer  170/2016

 

Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Czyż nie dobija się koni?

Horace Maccoy

przekład: Zofia Zinserling
adaptacja i reżyseria: Wojciech Kościelniak
scenografia: Damian Styrna
animacje: Eliasz Styrna
kostiumy: Bożena Ślaga
muzyka: Piotr Dziubek
ruch sceniczny: Jarosław Staniek

obsada: Katarzyna Dałek (Gloria), Piotr Witkowski (Robert), Grzegorz Gzyl (Rocky), Jarosław Tyrański (Rollo), Krzysztof Matuszewski (Socks), Maria Mielnikow-Krawczyk (Pani Layden), Joanna Kreft-Baka (Pani Higby), Marcin Miodek (James), Justyna Bartoszewicz (Ruby), Marta Herman (Jackie), Jerzy Gorzko (Mack), Piotr Łukawski (Kid), Jacek Labijak (Pedro), Magdalena Boć (Lillian), Katarzyna Kaźmierczak (Rosemary), Piotr Chys (Jere), Małgorzata Oracz (Pielęgniarka), Mirosław Krawczyk (Głos) oraz Chrystian Talik (Basil), Maciej Glaza (Mario), Malwina Grzybowska (Geneva), Ralph Kamiński (Freddy), Natalia Łągiewczyk (Manski), Hanna Wawrzyniak (Mattie), Joanna Żóraw (Bess).

premiera: 2 kwietnia 2016

fot. mat. teatru

Anna Kołodziejska - Rocznik 1983. Bez literatury, muzyki i kina nie wyobraża sobie egzystencji. Trosk skutecznie pozbywa się podczas górskich eskapad. Teatr jest dla niej po trosze wszystkim: zapomnieniem, wyrocznią, tajemnicą, poznaniem... życiem, bo jego istota z niego wyrasta.