Wsi niespokojna, wesele nieszczęśliwe (Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk)

Wsi niespokojna, wesele nieszczęśliwe (Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk)

Spektakl Agaty Dudy-Gracz skłania widza do przemyśleń, próbuje wnikliwie prześledzić różne typy zachowań ludzkich w sytuacjach krytycznych, niekiedy nawet irracjonalnych. Scenariusz powstał na podstawie zdarzeń, które opisuje w swojej książce Nie oświadczam się Wiesław Łuka. Pisarz porusza interesujący temat – zbrodnię w małej miejscowości, w której zginęło troje ludzi. Ucierpiało młode małżeństwo, a powodem była kradzież na ich weselu. Sprawy nie wyjaśniono, ale miejscowa ludność wydała zbiorowy osąd. Duda-Gracz nie przenosi akcji reportażu 1:1, w jej spektaklu nowożeńcy są ofiarami takimi samymi, jak pozostali bohaterowie. Wieś Kamyk boryka się jeszcze z trudnym w Polsce problemem transformacji ustrojowej, co nie sprzyja także kontaktom międzyludzkim. Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o weselu we wsi Kamyk to opowieść o „krwawym weselu” Zuni (Karolina Głąb) i Siutka (Łukasz Chrzuszcz), które nie zakończyło się w takiej przyjaznej atmosferze, w jakiej się zaczęło.

Od progu drzwi Teatru Nowego słychać weselną muzykę, panowie z szatni z zawadiackim uśmiechem podają gościom numerki, a przy tym życzą dobrej zabawy. Pomimo dużej integracji aktorów grających w przedstawieniu a widzami przybyłymi na spektakl rozpoznanie tego, kto zasiądzie na widowni, nie jest trudne. Bohaterowie wyróżniają się przede wszystkim strojami. Kolorowe sukienki, modne w latach 90. buty na kózce, nieco za duże garnitury, a także ogólna kiczowatość kostiumów tylko potwierdzają w przekonaniu, że to, co za chwilę zobaczymy, też będzie nieco prześmiewcze. Aktorzy już od wejścia witają przybyłych na spektakl widzów – jest to wyraźny sygnał, że również jesteśmy zaproszeni do uczestnictwa w weselu. Jak to zwykle na wiejskich zabawach bywa, tuż przed długo oczekiwaną imprezą panuje wszechobecny chaos, rozgardiasz i zamieszanie. Rodzice młodej pary, czyli pani Pecia (Bożena Borowska-Kropielnicka) oraz Pan Idzik (Ildefons Stachowiak) z Panią Lidzią (Małgorzata Łodej-Stachowiak), krzątają się, dogadują ostatnie poprawki i z serdecznymi uśmiechami nawiązują rozmowy z przybyłymi gośćmi. Pani Pecia nieśmiało, ale z dumą przedstawia nowo poznanej parze swoją córkę – Zunię, która jest najważniejsza na tej uroczystości. Pozostali bohaterowie także nie kryją się w cieniu – nawiązują rozmowy, opowiadają historie z wiejskich wesel, przygotowując tym samym do opowiadań, które usłyszymy już ze sceny. Po takim przygotowaniu widzowie spokojnie zajmują miejsca, nie bojąc się, że następne godziny, które spędzą w teatralnych fotelach, będą nie tylko ciekawe, ale także barwne i fascynujące.

Spektakl składa się z dwóch części. Pierwsza wprowadza nas w lata 90. Poznajemy Rycia (Radosław Elis), który jest synem pani Peci i bratem Zuni. Postać Rycia, zwanego Zjebem, jest nie tyle kontrowersyjna, o ile niejasna. Sam bohater prezentuje się widowni jako koszmar senny, bez celu przemieszcza się po scenie, robiąc niepotrzebne zamieszanie. Dla miejscowej społeczności to zwykły łajdak, który według nich zasługuje na haniebną śmierć. Jedynymi osobami, którym zależy na pomście morderców, są matka i siostra. Sam moment morderstwa zostaje przedstawiony przez miejscową czarownice – Widzącą (Anna Mierzwa), która jest wszystkim znana jako Czarcia Pizda. Czy to wysłanniczka szatana w ciele niewidomej kobiety, czy miejscowa szamanka? Po części każda z nich. To właśnie dzięki jej widzeniom dowiadujemy się, jak zginął Ryciu. Agata Duda–Gracz nie oszczędza nam brutalnych obrazów towarzyszących śmierci młodego mężczyzny. Scen, które są nie tylko bardzo efektowne, ale także niezwykle poruszające nie brakuje również w drugiej części. Różni się ona od pierwszej przede wszystkim dynamiką. Przydługie monologi opisują dramaty życiowe bohaterów, ich rozterki i problemy są dylematami wielu, a uniwersalizm sprawia, że utożsamiamy się z postaciami, chociaż podświadomie uważamy, że jesteśmy w lepszej sytuacji. Pokazując ludzi z marginesu, którzy sami dokonali wyborów doprowadzających do sytuacji bez wyjścia, reżyserka nie idzie na skróty w prezentacji zdemoralizowanych społeczności. Dokonuje analizy drogi, która doprowadziła do tragedii. Każda z historii jest inna, jednak finał – taki sam u wszystkich, z wyjątkiem pana Idzika. To właśnie ojciec pana młodego relacjonuje wydarzenia z przyjęcia, które, zważywszy na liczbę ofiar, zostało nazwane „krwawym weselem”. Monologi teścia Zuni są pewnego rodzaju zeznaniami. Nie dowiadujemy się jednak, kto jest docelowym odbiorcą tych opowieści – czy jest to sąd u Boga, czy też sąd karny.

Spektakl jest utrzymany w konwencji wesela, ale jego twórcy wielokrotnie przekraczają tę ramę. Retrospekcje przywoływane przez Widzącą są niczym mary senne lub najgorsze koszmary. Opowieści przypominane przez niewidomą kobietę nawiązują do największych nieszczęść tej społeczności, sięgają do ciemnej natury ludzkiej, wywlekając z niej to, co bolesne. Czarcia pizda jest postrachem całej wsi, w której powszechne są wierzenia w przesądy i widzenia. Przeplatanie wątków z trwającego wesela oraz retrospekcje wydarzeń tworzą spójną całość. Reżyserka skrupulatnie przedstawia trzy płaszczyzny czasu – teraźniejszość (wesele), przeszłość (wspomnienia przywoływane przez Widzącą) oraz przyszłość (moment sądu). Na tym weselu liczy się to, co „tu i teraz”, ważna jest zabawa: oby dobra, bo trzeba uczcić zaślubiny młodej pary. Klimat weselny tworzy muzyka, która utrzymana jest w klimacie wiejskiej potańcówki. Niepozorna sala weselna na potrzeby widzeń Czarciej Pizdy zmienia się w zaświaty, które z całą pewnością nie są miejscem zabawy. Białe długie zasłony osuwające się na scenę współgrają z przesuwanymi stołami, tworząc idealne miejsce do snucia niebezpiecznych wizji Widzącej. I chociaż spektakl tworzą wszyscy, i trudno jednoznacznie stwierdzić, kto gra pierwsze skrzypce, to jednak  Widząca jest główną bohaterka wieczoru. Jej autentyczność, emocjonalność i wysoki kunszt aktorski tylko utwierdzają widza w tym, że nieprzypadkowo to właśnie Anna Mierzwa jest w ostatnim czasie najczęściej obsadzaną aktorką w przedstawieniach Teatru Nowego. Na wyróżnienie zasługuje także Dorota Abbe, której postać pani Cysarzowej wyjątkowo irytuje widzów przez niezwykle przesadzone podkreślanie końcówek wyrazów, styl poruszania się oraz ubiór. Jednak chyba o ten poziom poirytowania chodzi reżyserce: zamiast kreowania niewinnej pani z wyższych sfer chce ona stworzyć bohaterkę będącą miejscowym autorytetem, co prawda tylko trochę inteligentniejszym od miejscowej ludności.

Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o weselu we wsi Kamyk po czterech godzinach męczy, wykańcza psychicznie i fizycznie, ale do samego końca trzyma w napięciu. Przejmuje i irytuje, ale pozostawia niedosyt. Historia nie może potoczyć się inaczej, a wesele nie musi przynosić tylu ofiar. Widzowie jako goście i świadkowie wydarzeń pozostają tylko obserwatorami. Może to zwykły kac, który na drugi dzień zanika, pozostawiając tylko niesmak, a może wyrzut sumienia, którego bohaterowie nie odczuli w odpowiednim czasie.

 

Aleksandra Białek, Teatralia Poznań

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 199/2017

 

Teatr Nowy im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu

Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk

reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz

muzyka: Jakub Ostaszewski

ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski

reżyseria świateł: Katarzyna Łuszczyk

obsada: Dorota Abbe, Bożena Borowska-Kropielnicka, Gabriela Frycz, Karolina Głąb, Małgorzata Łodej-Stachowiak, Edyta Łukaszewska, Anna Mierzwa, Julia Rybakowska, Maria Rybarczyk, Marta Szumieł, Łukasz Chrzuszcz, Łukasz Schmidt, Radosław Elis, Michał Kocurek, Mateusz Ławrynowicz, Szymon Mysłakowski, Szymon Mysłakowski, Andrzej Niemyt, Bartosz Nowicki, Ildefons Stachowiak, Mariusz Zaniewski

premiera: 25 marca 2017

fot. ma. teatru

Aleksandra Białek – rocznik 1995, studentka poznańskiej teatrologii, z „Teatraliami” związana od 2016 roku.