Wojna nie ma w sobie nic z piosenki (Cynkowi chłopcy)

Sposobów opowiadania o konfliktach jest wiele. Swietłana Aleksijewicz wybrała formę reportażu, by przybliżyć czytelnikom wydarzenia wojny w Afganistanie, a właściwie powrotów z niej. Debiutujący w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu Jakub Skrzywanek wystawiając Cynkowych chłopców, zdecydował się na odważny krok i stworzył groteskowy spektakl, dla którego punktem wyjścia jest Festiwal Piosenki Żołnierskiej.

Sporo w wałbrzyskiej inscenizacji zostało wyśpiewane. Nie jest to pomysł tak dalece oderwany od wizji Aleksijewicz, jak mogłoby się pozornie wydawać, bo ubiegłoroczna noblistka w Cynkowych chłopcach sama wspomina: „Żołnierze, którzy wrócili, przychodzili do szkół z gitarami, żeby śpiewać o tym, o czym trzeba było krzyczeć”. Estetyka Festiwalu Piosenki Żołnierskiej odsłania grozę wojny przy pomocy dość groteskowych i umownie zabawowych form ekspresji. Sam tekst Aleksijewicz nie zachęca do scenicznych reinterpretacji – mimo że jest bogaty pod względem literackim, to jednak reportażowy sposób przywoływania poszczególnych historii zmusza twórców podejmujących się teatralnej adaptacji do sporego wysiłku, by taką narrację odpowiednio zdynamizować.

Spektakl rozpoczyna sekwencja salutów która wraz z muzyką staje się coraz bardziej rytmiczna, przeradzając się ostatecznie w taniec. W tej scenie symbolicznie zawiera się właściwie cały zamysł twórczy – patos niesiony przez temat wojny zostaje zdeterminowany przez muzykę. Martyrologiczne teksty, częściowo zaczerpnięte z Aleksijewicz, częściowo do niej dopisane, ulegają przemieszaniu z hitami wojskowych festiwali. Piosenki też nie są pozostawione same sobie, bo poddano je rytmicznej obróbce. Warto podkreślić, że aranżacje Kamila Tuszyńskiego są bardzo udane, a wałbrzyscy aktorzy absolutnie nie mają powodów do wstydu w związku ze swymi wokalnymi występami. Festiwal Piosenki Żołnierskiej obnaża też główny przedmiot krytyki, którą w kierunku militarnego entuzjazmu wystosowuje Aleksijewicz, a za nią Skrzywanek. Wyostrzona zostaje umowna granica między bohaterem a mordercą. Nieskrywana fascynacja bronią, żołnierska chwała, ordery i odznaczenia brutalnie zestawione są z traumami będącymi udziałem ludzi powracających z Afganistanu. Żołnierskie przyśpiewki przeplatane z dramatycznymi opowieściami z frontu mają z jednej strony dość irracjonalny charakter, z drugiej uwydatniają fałszywość wyśpiewywanych tekstów.

Poszczególne historie opowiadane ze sceny mają swoiście reportażowy charakter – ich bohaterowie nie muszą być umiejscowieni w spójnej fabule, by snuć swoją wojenną narrację. Dzięki temu mogą mówić tylko to, co istotne – nie kłopocząc się wprowadzaniem widza w to, kim są. To z ich wypowiedzi wyciągamy dalsze wnioski dotyczące tego, jaką rolę odegrali podczas wojny – czy jest to matka poległego lub powracającego żołnierza, pracownica cywilna, pielęgniarka czy wyższy stopniem wojskowy. Taki sposób wprowadzania na scenę poszczególnych bohaterów koresponduje ze sposobem opowiadania Aleksijewicz i dowodzi, że pomimo dość swobodnej interpretacji jej dzieła główna idea reportażu została zachowana.

Zachowano także refleksyjny wydźwięk Cynkowych chłopców, którego mimo wszystko nie zakłóciły farsowe wstawki, co rusz rozładowujące zbudowane uprzednio napięcie. Choć żołnierskie piosenki wiodą w spektaklu prym, dopiero zaśpiewana pod koniec kompozycja Mother Pink Floyd wywiera naprawdę zauważalny wpływ na to, co dzieje się na scenie. Twórcy zmuszają widzów do tego, by rozsądnie interpretować płynące obficie ze sceny bodźce i nie dać się zmylić temu, co pozornie wydaje się w spektaklu dominować – wesołej melodii czy udanemu dowcipowi. Powagi i przemyśleń na temat wojennego entuzjazmu w wałbrzyskim przedstawieniu nie brakuje, choć skryte zostały za wieloma ozdobnikami, które kuszą swoją atrakcyjnością i lekkością przekazu.

W niespełna półtoragodzinnym przedstawieniu zawarto tak wiele pomysłowych scen, że główną wadą Cynkowych chłopców staje się ich nadmiar. Pomieściły się tam zarówno cynkowe trumny z ciałami poległych żołnierzy, jak również plemienne tańce z bogiem słońca. Zdarzają się momenty, w których aktorzy nie pędzą z tekstem i choreografią, ale są one na tyle rzadkie, że zamiast urozmaicać dynamikę spektaklu wprowadzają jeszcze większą chaotyczność i dysproporcję. Dość ciasna ze względu na scenograficzne ograniczenia przestrzeń czasem przypomina cyrkową arenę, na której jedna sztuczka goni drugą, a widzowie nie mają zbyt wiele czasu na to, by nacieszyć się udanym występem, bo już muszą skupiać się na kolejnym. Przez ten przesyt wrażeń spektakl daje się zapamiętywać bardziej hasłowo, jako zbiór pojedynczych, stłoczonych epizodów, a nie jako spójny obraz.

 

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 179/2016

 

Teatr Dramatyczny im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

Cynkowi Chłopcy

Swietłana Aleksijewicz

reżyseria: Jakub Skrzywanek

adaptacja: Klaudia Hartung-Wójciak, Amadeusz Nosal

dramaturgia i wideo: Amadeusz Nosal

scenografia i światła: Marcin Chlanda

kostiumy: Karolina Mazur

ruch sceniczny i choreografia: Maćko Prusak

muzyka: Kamil Tuszyński

przygotowanie wokalne: Ewa Gądek

inspicjent: Anna Solarek

obsada: Karolina Krawiec, Rozalia Mierzicka, Irena Sierakowska, Irena Wójcik, Michał Kosela, Piotr Mokrzycki, Dariusz Skowroński, Czesław Skwarek

premiera: 22 stycznia 2016

 

Katarzyna Mikołajewska – rocznik 89. Absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością krytyka artystyczna. W „Teatraliach” od 2010 roku. Recenzuje spektakle także dla „artPapieru”, „Czasu Kultury” i redaguje dział Teatr w „2Miesięczniku. Piśmie ludzi przełomowych”. Kiedy nie przesiaduje we wrocławskich teatrach lubi uprawiać turystykę teatralną, choć żałuje, że wciąż nie ma na to zbyt mało czasu.