Wieczny chłopiec w antysystemowej walce ze światem (Piotruś Pan)

Wieczny chłopiec w antysystemowej walce ze światem (Piotruś Pan)

Piotruś Pan to historia wzruszająca, ale także pełna humoru i autentyzmu dziecięcych osobowości. Opowiada o różnych dziecięcych lękach, w tym także  o obawie przed dorosłością.

Przygody Piotrusia Pana autorstwa szwedzkiego pisarza i dramaturga Jamesa M. Barriego  były realizowane na mnóstwo sposobów. Począwszy od sztuk teatralnych (Barrie rozwinął dramat sceniczny o Piotrusiu do formy powieści), przez książki, po filmy i animowane seriale telewizyjne. Chyba nie ma osoby, która nie wiedziałaby, jak ma na imię chłopiec, który nie chciał dorosnąć.

Przedstawienie w reżyserii Anny Nowickiej nie przedstawia jedynie beztroskiej afirmacji dzieciństwa. Dzięki selektywności wątków, przejrzystości fabularnej i wyraźnemu zamysłowi, spektakl kładzie nacisk na rozwinięcie problemu, z jakim borykał się Piotruś, chłopiec, który de facto chciał zatrzymać czas , bo obawiał się odpowiedzialności.

Spektakl Piotruś Pan to docenienie wyobraźni nie tylko przez opowiadaną historię, ale także przez sugestywną, imponującą scenografię i rekwizyty. Pochyła scena wyścielona trawą, na której aktorzy turlają się jak z górki, zamienia się w okręt piracki, a dzięki huśtawkom dzieci z krainy wyobraźni mogą latać nad publicznością wzbudzając jej podziw. Olbrzymi pluszowy miś-Godzilla, raczej przerażający albo wielkie jajko – to tylko część bajkowego zamysłu.

W niezbadane przestworza wyobraźni ucieka się dla frajdy, ale także z poczucia odrzucenia, niedoceniania, niezrozumienia lub samotności. Nibylandia bezkrytycznie przyjmie wszystko, co wyobrażą sobie jej mieszkańcy. Nawet potwora-wątróbkę, którego najlepiej zaatakować od strony smażonej cebulki.

Świat przedstawiony w spektaklu jest w optyce dziecięcej, biało-czarnej, gdzie istnieje tylko dobro lub zło. Bez zbędnych dylematów. Początkowa scena rozgrywana w domu państwa Darling aż razi bielą i chłodem niczym z zamrażalnika. Wydaje się, że wraz z dorosłością człowiek zatraca w sobie entuzjazm i fantazję dziecka. Zamiast tego zaczyna realizować ogólnie przyjęte normy i surową dyscyplinę z powagą właściwą  nazbyt drętwym dorosłym. Tymczasem okazuje się, że dobrzy, bo w końcu kochający, lecz nudni rodzice Wendy, nie utracili całkowicie zapału do przygody. Elementem łączącym rodziców odzianych od stóp do głów w biel, z okrutnymi, ale rozrywkowymi piratami są maniery, czyli zasady, których wypada przestrzegać w świecie dorosłych. Wszak wiadomo, że nawet „piekło wybrukowane jest dobrymi manierami”. Kwestia moralna jest drugorzędna.

Pomysł, by ci sami aktorzy zagrali zarówno rodziców, jak i ekscytujących piratów podkreśla życiową trudność podziału na dobro i zło, przez co oddaje specyfikę świata dorosłych. Z drugiej strony odzwierciedla także pracę młodego umysłu, który chętnie modyfikuje rzeczywistość, przypisuje najbliższym zaskakujące role. Czasem  pożycza wizerunek konkretnie istniejących osób, by dokleić go do nieprawdopodobnej postaci. Albo wyobraża sobie piratów jako motocyklistów lub przedstawicieli subkultury metalowców w skórzanych strojach z trupimi czaszkami na plecach zamiast na banderze.

Widoczny jest także wyraźny podział na świat dorosłych i dzieci. Jednak wraz z rozwojem akcji spektaklu granice zanikają. Okazuje  się, że dorosły potrafi zrozumieć dziecko – sam nim kiedyś był – i powiedzieć z dumą, jak ojciec Wendy o swojej córce: „Świetnie lata. Moja krew”. A dzieci, dorastając, potrafią zrozumieć dorosłych.

Kostiumy są utrzymane w stylistyce mrocznej, rockowej. Podkreślają raczej fakt, że nawet w wyobraźni, albo przede wszystkim tam, ścigają nas lęki i nadzieje, które nie zawsze są optymistyczne. Tak więc dzieciaki z bandy Piotrusia Pana wyglądają jak zbuntowani punkrockowcy, zaś dobra wróżka Dzwoneczek przypomina topielicę lub  uczestniczkę festiwalu Castle Party na zamku w Bolkowie, co sugeruje zachowanie pewnego dystansu i podejrzliwości wobec jej intencji. Główny bohater w zielono-żółtym kostiumie także wydaje się  pozbawiony życia. Wygląda wręcz rybio – może na cześć legendarnego brata Barriego, którego  śmierć zainspirowała autora do napisania dramatu. Natomiast głęboki dekolt Wendy każde się zastanawiać, przynajmniej na początku, czy to na pewno jeszcze prolog opowieści, czy już może bardzo odległy epilog.

W klimacie punkrockowego koncertu utrzymane są także protest songi spektaklu oraz taniec aktorów przypominający pogo. Podczas bitwy Piotrusiowej bandy z piratami „pogowanie” zastanawia, czy jest to metafora, czy już nie. Całe szczęście, protest songi  nie epatują punkową retoryką, zwracającą się bezpośrednio do słuchacza. Są raczej formą antycznego chóru, który wyjaśnia, jaka jest główna idea przedstawienia. W jednej z piosenek uparcie powtarzają się słowa: „nie chcę chodzić w nie swoich kapciach”, co znaczyć może tylko jedno – niechęć do zatracenia siebie w normach społecznych, do zagubienia w sobie chłopca o tak bogatej wyobraźni, że jest ona w stanie stworzyć krainę zwaną Nibylandią.

Język, jakim posługują się chłopcy w grupie Piotrusia Pana, razi wulgarnością i przeraża autentyzmem – strach pomyśleć, jakich słów używają dzieci, gdy są same w towarzystwie rówieśników. Jednak z drugiej strony język ten jest pełen kapitalnych humorystycznych sformułowań, które znakomicie oddają rozumowanie dziecięcych umysłów.

Sabina Lewicka, Teatralia Rzeszów
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 146/2015

Festiwal Teatrów Ożywionej Formy MASKARADA, Rzeszów 9-15 maja 2015

Teatr Maska w Rzeszowie
Piotruś Pan
autor: Michał Buszewicz
na podstawie powieści: Jamesa Matthew Barriego
reżyseria: Anna Nowicka
scenografia: Pavel Hubicka
muzyka: Piotr Klimek

teksty piosenek: Olek Różanek
ruch sceniczny: Tomasz Graczyk

ścieżka muzyczna w wykonaniu zespołu „Chorzy”
obsada: Marta Bury, Jadwiga Domka, Ewa Mrówczyńska, Kamil Dobrowolski, Natalia Zduń, Kamila Korolko, Tomasz Kuliberda, Piotr Pańczak, Robert Luszowski, Bogusław Michałek.
premiera: 9 maja 2015

fot. materiały Teatru Maska