Widok cudzego cierpienia (Shoot Jeez My Gosh)

Widok cudzego cierpienia (Shoot Jeez My Gosh)

Ciało mistyfikujące, a jednocześnie demaskujące obraz rzeczywistości, zakłóconej przez syndrom wojny, staje się zarazem ciałem poranionym i ciałem-monumentem. Powielone klisze, wulgarnie, aż do mdłości zobojętnione obrazy zderzone zostają z materialnością i nachalną bliskością żywego ciała, które nie jest odgrodzone od nas barierą szklanego ekranu. Tuż przed nami rozgrywa się spektakl władzy i upodlenia.

Yuko Kaseki, japońska artystka, w tanecznym spektaklu Butō Shoot Jeez My Gosh z jednej strony stawia nas w sytuacji zupełnie nowej, z drugiej zaś zderza z tym, w czym nurzamy się na co dzień. Otóż skonfrontowani zostajemy z całą kolekcją, istnym show gestów przynależnych władzy. Artystka pielęgnuje je z perwersyjną czułością, ale tylko po to, aby rzucić nam nimi w twarz. Tak, żeby aż chlasnęło. Po tym pochodzie ideologicznego bełkotu stajemy przed cierpieniem, okrucieństwem, agonią, wypluwanymi przez konwulsyjnie drżące ciało szarpane bólem w przestrzeni niewielkiej sceny. Staje się ono wreszcie karykaturą samego siebie, przerażającym kadłubkiem uderzającym głucho o podłogę. To zderzenie propagandy nienawiści i jej konsekwencji jest przecież czymś, co doskonale wiemy. Mimo to nasze spojrzenie pod naporem medialnych obrazów staje się transparentne. Kaseki sprawia, że zaczynamy na nowo widzieć, a nie tylko patrzeć. Powoduje, że wytrąceni zostajemy ze schematycznego postrzegania obrazu zapośredniczonego przez media, wtłoczonego pomiędzy wiadomości sportowe i meteorologiczne czy w wymiarze internetowym plasującego się gdzieś w pobliżu przepisu na schabowego lub wieczornego pornosa. Całość wzmocniona jest dźwiękiem autentycznych odgłosów bitew znalezionych – a gdzieżby indziej – w Internecie.

Spektakl zainspirowany został powieścią amerykańskiego pisarza Henry’ego Dargera, stając się tym samym jego translacją na język ciała. Materialność, bliskość tego tłumaczenia władzy i cierpienia, nadzoru i upodlenia stawia nas w pozycji zarówno podglądaczy, jak i ofiar. Wojerystycznym spojrzeniem penetrujemy to, co dzieje się na scenie, czerpiemy satysfakcję z naszej bezpiecznej komfortowej pozycji wobec tego, co obnażone. Nasza żałosna mieszczańskość zostaje jednak odarta z równie żałosnego peniuaru złudzeń, kiedy artystka zaczyna celować do nas z ramion ułożonych w kształt karabinu maszynowego. A światło powoli rozjaśnia widownię. Jesteśmy w tym razem. Wszyscy.

Kaseki stawia widzów w sytuacji bez wyjścia. To, co zmiękczone przez ekran telewizora i przerwę na reklamy, tutaj angażuje nas bezpośrednio. Najmocniejszym, najbardziej chyba sprawiającym, że żołądek skręca się w supeł, jest moment, w którym artystka, słaniając się na nogach, z wyciągniętymi ramionami biega po scenie. Skojarzenie z dziewczynką poparzoną napalmem ze słynnej fotografii Nicka Uta, dokumentującej wojnę w Wietnamie, jest ewidentne. A problem medialności okrucieństwa wojny został wyeksponowany do granic możliwości poprzez nieustanny dźwięk aparatu fotografa, który siedział tuż za mną. Dokumentował spektakl.

 

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 148/2015

Yuko Kaseki

Shoot Jeez My Gosh

fot. Dadaware

 

Katarzyna Oczkowska – redaktor naczelna Teatraliów i doktorantka w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się polską sztuką współczesną.