Wasza biała hostia (Murzyni)

Wasza biała hostia (Murzyni)

Murzyni to spektakl wyreżyserowany przez białego reżysera dla białego widza – zostajemy o tym na wstępie poinformowani. Dochodzi tu do zderzenia z motywem teatru w teatrze, a to zaledwie początek całego repertuaru zapośredniczeń, klisz związanych ze „zmurzynieniem”, którym tak skutecznie umazała swoich bohaterów Iga Gańczarczyk.

Punktem wyjścia dla spektaklu bydgoskiego teatru (podejmującego zresztą w ostatnim czasie problem inności od strony fantazmatu Afryki czy Murzyna – patrz: świetna  Afryka Bartka Frąckowiaka) są, po pierwsze, Murzyni Jeana Geneta, który jest raczej mało znany ze swoich politycznych dzieł. Po drugie, adaptację Gańczarczyk można rozpatrywać w kontekście projektu Tomka Kozaka Zmurzynienie. Artysta w trzech found footage’owych wideo kreśli obraz postkolonialnego świata zapośredniczonego przez zachodnioeuropejskie spojrzenie. Odwołuje się do literatury Ernsta Jüngera i Tadeusza Borowskiego, którzy „murzyńskość” widzą w stosunku do Niemców oraz czarnoskórych żołnierzy armii amerykańskiej. Kozak bez moralizatorskiego zadęcia podejmuje krytyczną pracę nad anachronicznymi mechanizmami wytwarzającymi fantazmaty, gdzie jednym z nich jest właśnie obraz „Murzyna”. Podobną taktykę przyjmuje Iga Gańczarczyk, która doprowadza do szczytu groteskowości refleksję nad dwoma bękartami europejskiego postępu – kolonialnym imperializmem i postkolonialnym humanizmem. Ta relacja wyznacza choreografię opresyjności białego człowieka, argumentowanej zawsze w ten sam sposób – „To my niesiemy wam światło. Nawet wasz bóg jest nasz”.

Tytułowi Murzyni grani są przez same kobiety, co problematyzuje również zagadnienia cielesności, emancypacji czy klasowości związane z feminizmem trzeciej fali oraz powstającym w jego obrębie chociażby czarnym feminizmem. W spektaklu występują zresztą dwie autentycznie czarnoskóre kobiety. Reżyserka, wypowiadając się z pozycji białej reprezentantki klasy średniej, odważnie dotyka granicy (być może nawet ją przekracza), bo czyni ukłon w stronę hipokryzji, doskonale zdając sobie sprawę z własnych w nią uwikłań. Wykonuje wyraźny gest, wykorzystując do krytycznej refleksji sam przedmiot krytyki. Murzynom towarzyszy trójka białych (również role żeńskie). Zarówno jedni, jak i drudzy ubrani są w identyczne, dobrze skrojone szare garnitury i identyczne pary szarych półbutów. Jedyną różnicą jest to, że Murzyni mają czarne peruki afro, a biali – białe, bo, jak się okazuje, ci drudzy to po prostu przebrani czarni. To właśnie dla nich, a raczej dla tego, co reprezentują, odgrywany jest spektakl, to ich spojrzenie konstytuuje role, w jakie wchodzą Murzyni. Dzieje się to za pomocą niesamowicie zagęszczonego, czasem wręcz przytłaczającego tekstu. Nagromadzenie znaczeń, spiętrzenie metafor, słowa, które momentami to po prostu „słowa, słowa, słowa”, niepotrzebnie zakłócają i odwracają uwagę od istoty przedstawienia.

Obraz Murzyna podporządkowuje Gańczarczyk najbardziej wulgarnym, obscenicznym stereotypom, gdzie owa obscena zupełnie swobodnie zostaje dopuszczona do głosu. W duchu kampowej otoczki eksponują oni swoją seksualność. Albo raczej – odgrywają rolę erotycznie rozbuchanych dzikusów i robią to z artyzmem. Manifestacyjnie ukazując swoje zmurzynienie, pragną jednocześnie łaski dostąpienia do tego lepszego sortu ludzi (pragnienie to dotyka dziś niejednego). Owo jouissance bycia białym reprezentuje reminiscencja zbrodni popełnionej przez jednego z Murzynów – zamordowanie białej kobiety, które przybrało formę niespełnionej dewiacji (staje się to argumentem do toczącego się pomiędzy rasami sporu). Wspomnienie wybornego trupa powraca na scenę jako dziewczę w ogromnej, gumowej i nadmuchanej jak balon sukni, przypominającej gigantyczną bezę albo wańkę-wstańkę. Tyle tylko, że może pojawić się pytanie: czy pragnienie bycia białym jest pragnieniem czarnych, czy po raz kolejny zapośredniczoną projekcją białych?

Jednak pragnienie, jakie by ono nie było, nigdy nie zostanie zaspokojone, bo – jak słusznie zauważa Michel Foucault – niemożliwe jest wejście w porządek dyskursu, nie spełniając przy tym pewnych wymagań lub jeśli od początku nie jest się do tego uprawnionym. Nazwisko filozofa pada zresztą na scenie, kiedy biali gorączkowo zastanawiają się, w jaki sposób mają przekonać czarnych do swoich racji – „Rzuć czymś z Foucaulta!”. Bo w istocie transakcja oscyluje pomiędzy panem a sługą, katem a ofiarą. Jakiekolwiek deliberacje nie mają sensu, jakiekolwiek dochodzenie do porozumienia to po prostu kolejny element nigga-show. Konsensus połączenia czarnej i białej hostii („przecież może być dwustronna!”) jest smutno-śmieszną satyrą na fundament demokracji. „Wasz biały bóg z białą hostią patrzy na biały śnieg. Nawet wasz orzeł jest biały”.

Kreśląc nadal wyraźną (albo wyraźną szczególnie teraz) opozycję pomiędzy lepszym i gorszym, „czarnym” a „białym”, ludźmi i podludźmi, Gańczarczyk nie skupia się tylko na obszarze sceny. Zdając sobie sprawę ze swoich uwikłań, zaprasza również widzów, aby spróbowali zderzyć się z własnymi. Teatr w teatrze, spektakl odgrywany specjalnie dla nas – białych – nie pozostawia szczególnie dużego pola manewru. Tak jak Murzyni grają swoje role, tak i my musimy wejść w narzuconą kreację. Ale czy właściwie przeszkadza nam to, że nasza wyobraźnia jest miejscem kolonizacji fantazmatów? Reżyserka zadaje to pytanie poprzez ustawienie widowni po przeciwległych stronach sceny: oglądając Murzynów, widzimy pozostałych białych po drugiej stronie. Czarnoskórzy bohaterowie momentami stają się transparentni, bo patrzymy po prostu na siebie nawzajem.

 

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 155/2015

 

Teatr Polski w Bydgoszczy

Jean Genet

Murzyni

reżyseria i adaptacja: Iga Gańczarczyk

scenografia: Lataladesign

muzyka: Dominik Strycharski

kostiumy: Natalia Mleczak

choreografia: Dominika Knapik

obsada: Beata Bandurska (Archibald), Fatima Daffe (Bobo), Marta Malikowska (Wioska), Elodi Ndoloka Mbezi (Felicja), Martyna Peszko (Cnota), Anita Sokołowska (Śnieżka), Sonia Roszczuk (Sędzia), Małgorzata Trofimiuk (Gubernator), Małgorzata Witkowska (Biała Królowa)

fot. Magda Hueckel

 

Katarzyna Oczkowska – redaktor naczelna Teatraliów i doktorantka w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się polską sztuką współczesną.