Tu panuje Wieczny kwiecień

Tu panuje Wieczny kwiecień

Czym charakteryzuje się nowa polska dramaturgia? W jakiej rzeczywistości żyjemy? Nad tymi zagadnieniami postanowił zastanowić się Teatr Polski w Poznaniu. Zorganizowany przez nich konkurs dramatopisarski – Metafory rzeczywistości – już samą nazwą sugeruje postawienie znaku równości pomiędzy tymi dwoma pytaniami. Jaką dostaliśmy odpowiedź? Panuje Wieczny kwiecień.

To już piąta edycja konkursu zorganizowanego przez Teatr Polski w Poznaniu. Wydarzenie wyróżnia się spośród innych tym, że finałowe teksty nie tylko są czytane przez wyselekcjonowane jury, lecz także przechodzą próbę scenicznego przedstawienia. Dramaturg współpracuje reżyserem i z grupą aktorów, wspólnie dostosowują oni tekst do realiów sceny teatralnej. Wystawienie spektaklu ma miejsce przed jury oraz dziennikarzami. Należy tu dodać, że zarówno jedni, jak i drudzy mają możliwość przyznania nagrody. Poznański konkurs jest więc nie tyle dramatopisarski, o ile dramaturgiczny. Stawia tekstowi wymóg atrakcyjności wychodzącej poza ramy czytelnicze.

W tym roku najlepszym dramatem okazał się Wieczny kwiecień Jarosława Jakubowskiego. Jego stylizacja przypomina pop estetykę spektakli Jana Klaty, a przede wszystkim nawiązuje do sztuki Kazimierz i Karolina z Teatru Polskiego we Wrocławiu. Skojarzenie to nasuwa się dość szybko – oba teksty podejmują problematykę „polaczkowości” i post smoleńskiej traumy. Ponad to w spektaklach pojawia się  ten sam symbol: krzyż zbudowany z puszek po piwie (u Klaty na scenie, u Jakubowskiego w didaskaliach). Stawiają oni jednak akcenty w różnych miejscach – dramaturg skupia się na wymiarze katolickim, reżyser zaś na ekonomicznym.

Pozostając nadal na poziomie analizy tekstu, temat smoleńskiej katastrofy w dramacie Jakubowskiego jest wtórny. Wieczny kwiecień stracił na aktualności. Oczywiście wątek ten będzie powracać każdego kwietnia. Jednak na co dzień pod krzyżem będzie zbierać się garstka reprezentanci konkretnej grupy, a nie tłum gapiów i przedstawiciele mediów. Symbole nadal są rozpoznawalne, a konteksty zrozumiałe, jednak Jakubowski wydaje się być spóźniony o co najmniej rok.

Podobną sytuację można było zaobserwować w trakcie tegorocznego festiwalu Bliscy Nieznajomi, w ramach którego został wystawiony spektakl Kazimierz i Karolina. Spotkał się on z mniej entuzjastycznym odbiorem i wiele stracił na świeżości właśnie z perspektywy post smoleńskiej. Na szczęście Jakubowski znalazł formę obrony przed jednostronnym, dezaktualizującym się odbiorem teksu. Pokazał publiczności inne „kwietnie”: śmierć Jana Pawła II i Kurta Cobaina, Czarnobyl i PRL (ciekawie przedstawiony w formie akcji Kwiecień Miesiącem Pamięci Narodowej).

Agnieszka Korytkowska-Mazur, reżyser-opiekun dramatu Jakubowskiego, wspomnianą „nie polaczkowość” post smoleńską, która została przerysowana i mechanicznie przedstawiona na scenie, postanowiła ustanowić jednym z dwóch filarów opowieści. Drugim stał się główny bohater – Areczek. Już niemłody, pewnie około czterdziestoletni, mężczyzna, jest na pielgrzymce. Razem z Cobainem znajduje się pod krzyżem. Zagubiony i zlękniony pyta, krąży i szuka odpowiedzi. Jego historia rozgrywa się w obrębie polskiej rzeczywistości współczesnej i historycznej, ale tylko na jej tle – nie w jej ramach, bo w nich Areczek nie może się odnaleźć.

Właśnie pytanie o różne możliwości istnienia jest głównym tematem dla reżyser Wiecznego kwietnia. Dzięki takiej wizji Korytkowskiej-Mazur tekst broni się na scenie. Można mu wiele zarzucić, ale trzeba jednak pamiętać, że przedstawiane było czytanie dramatu, a nie skończony spektakl. Wieczny kwiecień zyskał aprobatę publiczności, która także wyróżniła go nagrodą.

Do finału zakwalifikowały się jeszcze dwa inne dramaty. Pierwszy z nich – Zażynki Anny Wakulik – to także tekst wpisany we współczesne realia i podejmujący ważne społeczne tematy. Rozpisany na trzy osoby utwór do pewnego momentu trzyma w napięciu. Jednak konstrukcja zbudowana na mnogości bohaterów szybko przestaje się sprawdzać. Mimo bardzo dobrej gry aktorskiej i serialowo-brazylijskiej konwencji całości (przykładem tu może być świecąca choinkowym światłem aureola Matki Boskiej nad modlącą się dziewczyną) akcja zaczyna się dłużyć, monologi tracą dynamikę i przestają śmieszyć. Jest to jednak tekst sprawnie napisany i przemyślany, szkoda więc, że zabraknie jego realizacji w Teatrze Polskim w Poznaniu[1]. Dramat został doceniony przez dziennikarzy, którzy przyznali mu swoją nagrodę.

Ostatnim z finałowych dramatów była Kopia paryskiego metra w kawałkach Marty Sokołowskiej. Tekst wyróżniał się na tle pozostałych literackością. Przez to został najsłabiej rozegrany na scenie, pomimo ogromnego wysiłku aktorów i reżysera-opiekuna Bartosza Zaczykiewicza. Filozoficzna, antyglobalistyczna opowieść ułożona z pourywanych fragmentów to trudny do realizacji materiał. Nie można się więc dziwić, że próby scenicznej dramat nie przeszedł.

Powtórzymy początkowe pytanie, jaki jest polski dramat? Sądząc po tych, które znalazły się w finale poznańskiego konkursu,  zdecydowanie zanurzony w narodowej rzeczywistości, wciąż osadzony w historycznym kontekście, mówiący o Polsce i Polakach. Szkoda, że do Poznania tak późno, bo dopiero z Wiecznym kwietniem, dociera na scenę ta tematyka. Klata, Strzępka, Demirski już od jakiegoś czasu mówią w ten sposób o Polakach i ich kraju.

[1] Sprostowanie od Redakcji: dramat Zażynki Anny Wakulik będzie miał swoją prapremierę w Teatrze Polskim w Poznaniu (scena Malarnia) 30 listopada 2012 w reż. Katarzyny Kalwat.

Olga Drygas, Teatralia Poznań

V edycja konkursu Metafory rzeczywistościTeatr Polski w Poznaniu 8-9 września 2012

Zażynki, Anna Wakulik, opieka reżyserska: Katarzyna Kalwat

Kopia paryskiego metra w kawałkach, Marta Sokołowska, opieka reżyserska: Bartosz Zaczykiewicz

Wieczny kwiecień, Jarosław Jakubowski, opieka reżyserska: Agnieszka Korytkowska-Mazur