Tu nie Ameryka! (Wyjeżdżamy)

Tu nie Ameryka! (Wyjeżdżamy)

Krzysztofowi Warlikowskiemu w ciągu wielu lat artystycznej pracy udało się zbudować rozpoznawalną na całym świecie markę swojego teatru. Pod koniec ubiegłego i w pierwszej dekadzie obecnego wieku artysta nie stronił od podejmowania tabuizowanych tematów oraz wprowadzania na scenę innowacji w sposobie portretowania nienormatywnej cielesności. Rozsadzał od środka skostniałą estetykę teatralną, a jego zainteresowania znacznie wykraczały poza (mocno wówczas modną na polskich scenach) tematykę narodowowyzwoleńczą. Obecnie jednak trudno wyzbyć się wrażenia, że reżyser z „ojcobójcy” przeistoczył się w klasyka, a przy tym stracił ówczesną siłę oddziaływania na widzki i widzów. Nie inaczej jest w przypadku jego najnowszej produkcji – Wyjeżdżamy.

Reżyser powraca do twórczości Hanocha Levina po trzynastu latach od wystawienia kanonicznego Kruma. Razem z dramaturgiem Piotrem Gruszczyńskim biorą na warsztat sztukę Pakujemy manatki. Tragikomedia na 8 pogrzebów, ale rozszerzają ją o fragmenty pochodzące z Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcina Wichy, z Nigdy tu już nie powrócę Tadeusza Kantora czy z Życia osobistego Henryka Grynberga. Nawiązania są jednak bardzo subtelne, a oś dramaturgiczną całego spektaklu wyznacza tekst izraelskiego pisarza. Motywem przewodnim jest tutaj przeprowadzka, wyjazd z miejsca, które odbiera możliwości rozwoju, odnalezienia szczęścia, spełnienia czy spokoju. Dla bohaterek i bohaterów wyśnioną utopią są Stany Zjednoczone, Włochy, Szwajcaria – każdy kraj poza Izraelem.

Rytm przedstawienia od samego początku wyznaczają kolejne zgony. Jako pierwszy wskutek fizjologicznych dolegliwości umiera Szabtaj Szuster (Zygmunt Malanowicz), a po nim następne postacie, aż finalnie na ekranie umieszczonym nad sceną wyświetlona zostaje ostatnia klepsydra obwieszczająca odejście Amerykanki Angeli (Magdalena Cielecka). Poza śmiercią w znaczeniu dosłownym, fizycznym, w Wyjeżdżamy mamy do czynienia także z przemijaniem rozumianym bardziej metaforycznie, jako poczucie zmarnowanego życia czy niewykorzystanego potencjału. Widać to zwłaszcza w scenach z Cyporą, Motke i Elkananem. Cypora (Maja Ostaszewska) poślubiła Motkego (Marek Kalita), ale wolałaby być żoną Elkanana (Jacek Poniedziałek). Pod koniec trwania akcji scenicznej jest rozczarowaną matką dwójki dzieci, a z rozpaczą próbuje sobie radzić poprzez cynizm oraz obśmiewanie męża. Elkanan marzył o wyjeździe do Szwajcarii, lecz pieniądze wydał na prostytutki, i choć prawie spakował już walizki, to finalnie ojczyzny nigdy nie opuścił. Ostatnie chwile swojego życia spędził więc na wiwisekcji własnych osiągnięć, jak również na zastanawianiu się nad tym, dlaczego właściwie nie ożenił się z Cyporą. Ta trójkątna relacja to oczywiste odwołanie do Kruma, a ściślej do zbudowanego na podobnych zależnościach związku między Krumem, Trudą a Taktykiem (odgrywanymi zresztą przez tych samych aktorów i aktorkę).

Te międzyludzkie dramaty rozgrywają się w ogromnej, nieco pustawej powierzchni scenicznej zaprojektowanej przez Małgorzatę Szczęśniak. Monumentalna scenografia składająca się z wiernych imitacji pomieszczeń domowych, przesuwanych kontenerów i  neonowych lamp (których ostre, pulsujące i kolorowe światło przełamuje realistyczną konwencję) jest znakiem rozpoznawczym artystki. Z tego powodu może budzić skojarzenia z jej wcześniejszymi projektami wykonanymi do Końca czy (A)polloni, ale wydaje się także bardzo świadomym cytatem wizualnym z Kruma. Kostiumy (również Szczęśniak) oraz reżyseria świateł (Felice Ross) przyczyniają się do stworzenia obrazu scenicznego, który – mówiąc banalnie – olśniewa.

Tego rodzaju strategia wysublimowanych kadrów może być bardzo niebezpieczna,  zwłaszcza gdy uwodzicielski czar obrazów przyćmiewa dyskusyjne kwestie. Bohaterki w Wyjeżdżamy są jakby na drugim planie, definiować je można nie jako autonomiczne podmiotki, lecz jedynie przez pryzmat ich relacji z partnerami. Kobiety co rusz przyjmują ekstatyczne pozy przywodzące na myśl antyczne rzeźby, wiją się wokół krzeseł, zamieniają swoje ciała w produkty przeznaczone do męskiego użytku. Patriarchalną hierarchię dostrzec można w związku Loli (Dorota Kolak) z Alberto Pinkusem (Andrzej Chyra), podstarzałym erotomanem, który seksem z coraz to nowymi partnerkami podbudowuje swoją niską samoocenę. Lolę wziął sobie wtedy, kiedy miał na to ochotę, ale ponosić odpowiedzialność za jej emocje i uczucia nie miał już wcale zamiaru. Scena randki w kinie Niny (Jaśmina Polak) z nieśmiałym, jąkającym się Zigim (Piotr Polak) także wydaje się problematyczna, i to nie tylko ze względu na fakt, że parę odgrywają tu aktorzy będący rodzeństwem. Mężczyzna przez dłuższą chwilę obłapia jej nagie piersi, a później obydwoje rozchodzą się w zażenowaniu. Nic poważnego z tego nie wynika, lecz mimo to Nina wykorzystuje swoją urodę i seksapil jako narzędzia w niepisanej wojnie przeciwko niedoszłemu chłopakowi – „patrz, co straciłeś”, zdaje się komunikować swoim ciałem. Zniszczona zachodnią kulturą Angela dba jedynie o własny wygląd, dobry profil w kadrze i utrzymywanie nieustannego kontaktu ze śledzącymi ją followersami w mediach społecznościowych. Obszar jej zainteresowań to głównie seks, kokaina oraz Instagram. Lokalna Prostytutka (Agata Buzek) mogłaby być w tym wyliczeniu pominięta, bo taka rola zazwyczaj wiąże się z ukazywaniem kobiety jako przedmiotu, niemniej wątpliwości co do takiego sportretowania bohaterki może budzić nadmierna seksualność każdego jej gestu i wypowiadanego przez nią słowa, jak również niebezpieczna stylizacja na dziecięcą kokietkę czy moment odgrywania pozycji z Kamasutry.

Konkludując, poza mizoginicznym przedstawieniem damskich postaci Wyjeżdżamy to spektakl zwyczajnie monotonny, a momentami nawet nudny. Wypowiadane przez aktorki oraz aktorów monologi budują dystans między sceną a widownią, zaś ich wewnętrzne dylematy nie są na tyle interesujące, by skupić uwagę odbiorczyń i odbiorców na ponad trzy godziny. Trudno też wyzbyć się wrażenia, że wszystkie strategie reżyserskie, scenograficzne, aktorskie czy muzyczne są jedynie powtórzeniem z poprzednich inscenizacji. Formuła wielkich widowisk powoli się wyczerpuje, ustępując miejsca post-teatralnym praktykom, w związku z czym  stosowany przez Warlikowskiego realizm, psychologia postaci czy perwersyjnie długi czas trwania akcji scenicznej wypadają tutaj po prostu anachronicznie.

 

Wiktoria Tabak, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 268/2018

 

Nowy Teatr w Warszawie

Wyjeżdżamy

Hanoch Levin

Na podstawie Pakujemy manatki

 

reżyseria: Krzysztof Warlikowski
tłumaczenie: Jacek Poniedziałek
opracowanie tekstu: Krzysztof Warlikowski, Piotr Gruszczyński
scenografia, kostiumy: Małgorzata Szczęśniak
muzyka: Paweł Mykietyn
reżyseria światła: Felice Ross
ruch: Claude Bardouil
animacja i wideo: Kamil Polak
dramaturgia: Piotr Gruszczyński
współpraca dramaturgiczna: Adam Radecki
charakteryzacja i fryzury: Monika Kaleta
obsada: Agata Buzek, Magdalena Cielecka, Ewa Dałkowska, Małgorzata Hajewska–Krzysztofik, Jadwiga Jankowska-Cieślak, Dorota Kolak, Monika Niemczyk, Maja Ostaszewska, Jaśmina Polak, Magdalena Popławska, Andrzej Chyra, Bartosz Gelner, Maciej Gąsiu Gośniowski, Wojciech Kalarus, Marek Kalita, Rafał Maćkowiak / Maciej Stuhr, Zygmunt Malanowicz, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek
premiera: 14 czerwca 2018

 

Wiktoria Tabak – studentka wiedzy o teatrze i zarządzania międzynarodowego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jedna z czterech redaktorek naczelnych „Teatraliów”.