Tragizm w kostiumie clowna (Komedia obozowa)

Komedia obozowa wystawiona w Warszawie w ramach 33 Warszawskich Spotkań Teatralnych łamie klasyczne decorum na wszystkie możliwe sposoby. Jak dziś snuć opowieść o więźniach obozów koncentracyjnych, żeby nie przekroczyć granic stosowności?

Połączenie przestrzeni obozu koncentracyjnego i kabaretu ma prawo wywołać poczucie stylistycznego zgrzytu (tytuł spektaklu też wydaje się oksymoroniczny). Spustoszenia wojen światowych to w końcu historia nie tak dawna, niepoddająca się prostej racjonalizacji. Trudno o dystans i bezemocjonalny rozrachunek, zwłaszcza jeśli przywołuje się sytuację Żydów, niezmiennie sporną i kłopotliwą. Tekst Roya Kifta nawiązuje wprawdzie do autentycznych wydarzeń, ale konwencja dowcipu może się wydać trudna do zaakceptowania. I słusznie, bo nie należy jej rozpatrywać w kategoriach zero-jedynkowych.

Komedia obozowa Łukasza Czuja to historia kabaretu Karuzela uformowanego w obozie dla Żydów w czeskim Terezinie. Osią spektaklu są losy Kurta Gerrona, niemieckiego aktora i reżysera, ulubieńca Bertolda Brechta, partnera Marlene Dietrich w Błękitnym aniele z 1930 roku. Umiejętności Gerrona szybko zostały w obozie wykorzystane – zmuszono go do prowadzenia kabaretu i nakręcenia dokumentu, który miał ukazywać najjaśniejsze (a zatem zupełnie fikcyjne) strony życia Żydów. Współtowarzysze nie mogli mu tego wybaczyć. Oskarżenia o zdradę okazały się wyrokiem – wywieziony do Auschwitz, zginął w komorze gazowej (tragiczna ironia losu – dzień po jego śmierci komory gazowe zostały zamknięte).

Spektakl jest tymi wydarzeniami inspirowany. Rzecz rozgrywa się na trzech płaszczyznach – pierwsza, najbliższa publiczności, jest sferą akcji; na planie drugim dochodzi do zamiany ról (to teatr lub raczej kino w teatrze), tam też wydaje się toczyć codzienne życie obozu. Trzeci plan należy do zespołu muzycznego i jest nie mniej istotny. Muzyka (doskonale zaaranżowana przed Łukasza Matuszyka) wyraża to, co nie zostało powiedziane wprost, w słowie; jest nośnikiem tragizmu, pozornie nieobecnego w dialogach. Dobór repertuaru nie był zresztą przypadkowy – to utwory, które rzeczywiście skomponowano w obozie. Komedia obozowa to momentami musical, ale pozbawiony lekkości tej formy, obciążony tematycznie.

Karuzela i dokument Gerrona (w tej roli Rafał Cieluch) nie spełniają swoich funkcji – to pierwsze nie śmieszy („– Jaki jest najlepszy widz? – Auschwitz”), drugie nie oddaje obozowej rzeczywistości (w scenariuszu znalazły się i sceny ze skokiem do wody – a tej więźniowie dawno nie widzieli – i nigdy nierozegranego meczu). Gerron, wiedziony chęcią wydostania się z niewoli, posłusznie wypełnia rozkazy. Jego działania są jednak daremne – dał się zwieść, był tylko narzędziem uśpienia opinii publicznej i czujności Zachodu. To wydaje się oczywiste od początku – bohaterowie są jednowymiarowi, przerysowani, ich maniera i sztywność budzą niepokój; chór mimów odlicza zmarłych więźniów, nie milknie; Gerrona dręczą sny, być może cierpi na syndrom stresu pourazowego. I w końcu postać impresaria (znakomita Joanna Gonschorek) – groteskowego, zrezygnowanego, upojonego alkoholem clowna – zdradza tezy spektaklu w sposób ostateczny. Clown, w jednym rzędzie z błaznem i sowizdrzałem, to często nie komediant, ale dydaktyk.

Komediowa forma gatunkowa nie odciąża tragizmu, wręcz przeciwnie – potęguje go właśnie poprzez dysonans, który wywołuje. Działalność kabaretowa to nie tylko próba przetrwania, lecz także zafałszowania rzeczywistości, samooszustwa. Potwierdza to też scenografia.

Krzesła i ławki, jako główna przestrzeń akcji, nasuwają skojarzenia z Umarłą klasą Kantora; reżyser ten wspominał: „Krzesło w hierarchii przedmiotów leży gdzieś bardzo nisko. Jest pomiatane. Jego parantele są wstydliwie przemilczane, jest ostatnią rzeczą, która by mogła podjąć jakieś bardziej odpowiedzialne funkcje”. „Stan siedzenia” to nie tyle oznaka bierności, ile bezradności.

Jest w tej opowieści pewien uniwersalizm. To historia o tym, jak ułuda wolności i puste obietnice podniecają pragnienia, a potem rodzą frustracje. O tym, w jaki sposób desperacja prowadzi do destrukcji, jak intencja przegrywa z działaniem, a dowcip z tragizmem. O potrzebie i niemożności przezwyciężenia dziejowego determinizmu.

Komedia obozowa to rzecz ze wszech miar ryzykowna – uderza w czuły punkt historii, przybiera nieoczywistą formę. Przedstawienie nie wywołuje może kontrowersji, ale – przynajmniej w pierwszym odruchu – zakłopotanie. To tylko jedna z powojennych narracji, może zresztą nieprzesadnie eksploatowana – w końcu łatwiej mitologizować niż szukać alternatywnego języka. Nie dziwi przy tym nieufność publiczności, która pozostawała bierna i oporna na dowcipy. To zresztą prawdopodobnie reakcja oczekiwana. Beznadziejność sytuacji – każdej, która jest lub wydaje się nie mieć wyjścia – rozbudza potrzeby nie do zaspokojenia. I śmiech wynika czasem z bezradności, i komedia bywa gorzka.

Aleksandra Żelazińska, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 58/2013

33 Warszawskie Spotkania Teatralne (18.04.–1.05.2013)

Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy

Komedia obozowa

Roy Kift

przekład: Soren Gauger

reżyseria: Łukasz Czuj

scenografia: Michał Urban

kostiumy: Elżbieta Rokita

choreografia: Paulina Andrzejewska

muzyka i aranżacje piosenek: Łukasz Matuszyk

przekład piosenek: Adam Wiedemann

asystentka reżysera: Zuza Motorniuk

przygotowanie wokalne: Jarosław Lewków i Vera Lewków

obsada: Joanna Gonschorek (impresario / Pavel Hanka), Rafał Cieluch (Kurt Gerron), Paweł Wolak (Michel Grunbaum), Katarzyna Dworak (Kiti / Frau Schwarz), Ewa Galusińska (Helga Blume / Rahm), Anita Poddębniak, (Ilse Blume / Haindl), Zuzanna Motorniuk (Gizzy), Małgorzata Urbańska (Anny), Robert Gulaczyk (Marti), Mateusz Krzyk (Dan), Paweł Palcat (Lippmann), Bogdan Grzeszczak (Epstein), Magda Skiba (Ta Pani I), Gabriela Fabian (Ta Pani II), Magda Biegańska (Ta Pani III / Olga); zespół muzyczny: Łukasz Matuszyk (akordeon), Dariusz Bafeltowski (gitara), Robert Kamalski (klarnet), Piotr Sypień (bas), Przemysław Pacan (perkusja)

premiera: 30 grudnia 2012