As time goes by

As time goes by

Czym jest mąż bez żony? Gruzem, rumowiskiem wspomnień. A jego dom? Dom staje się onirycznym, pełnym wyimaginowanych kochanek burdelem. Rzeczywistość? Jest tym wszystkim, co uroi sobie mózg opuszczonego, gapiącego się na puste łóżko człowieka. Chcesz kobietę? Wymyśl sobie kobietę. Seksu? Przecież w lodówce trzymasz piegowatego banana, który – z odpowiedniej perspektywy, przy właściwych światłach – przypomni ci o nogach, o jakich nie śniło się nawet Bogartowi. Pragniesz nagiej, drapieżnej kotki? Zgaś światło, zajrzyj pod łóżko – już się czołga, już stąpa, już na tobie leży. Za bardzo się nie uniesiesz, ale pofantazjować, owszem, możesz. Najlepiej o sobie jako kochanku z najbrudniejszych z ludzkich snów…

Zagraj to jeszcze raz…Sam to zamknięty w konwencji teatru życia wewnętrznego monodram o porzuconym, próbującym na nowo określić się i zdefiniować mężczyźnie (Allanie), który Lech Walicki (autor, reżyser, scenograf i wykonawca) skleił z motywów komedii Allena o tym samym tytule. Scenografia została zmontowana z przedmiotów-metafor męskiej samotności: z wielkiego łóżka, telewizora, flaszki bourbona. To wszystko tworzy,  nieporadnie nawiedzony przez lalki i gadające sprzęty, dom uczuciowego biedaka. Światem przedstawionym rządzą dwie abstrakcyjne, głęboko zakorzenione we wnętrzu bohatera, reżyserki – cisza i samotność. To one obdarowują głosem telewizor i pozwalają mówić szmacianym lalkom, zmieniają nie do końca oswojoną przestrzeń kawalerki w przytulny światek intymnych uciech lub uroczą scenkę romantycznej jazz session.

Akcja monodramu jest próbą przełożenia na język teatru udramatyzowanego strumienia świadomości. Ilustracji rojeń i rozterek bohatera służą interakcje z maskami, manekinami oraz zwykłymi przedmiotami, które do życia powołała wzburzona wyobraźnia, która uruchamia tym samym mechanizmy kreacyjne. Tak z niebytu wyłania się Humphrey Bogart i rzesza kochanek. Lalki pełnią funkcję swoistego przedłużenia ludzkiego ciała – stają się metaforą wewnętrznego świata, który przekracza swoje ramy, dryfuje poza jego granice. Rozpoczyna się proces oczyszczania i odradzania. Świetnie sprawdza się tutaj technika pulsowania, migotania sennych obrazów –  urojonych spotkań, zmyślonych dialogów i zamazujących je pstryknięć rzeczywistości. Elementy niezaadaptowane przez fantazję Allana – dzwonek telefonu, pukanie do drzwi – działają jako siły odczarowujące, zmuszają mężczyznę do konfrontacji z niemożliwym do zagadania czy zapełnienia fikcją, i bezsensem istnienia. Jednocześnie uświadamiają konieczność scalenia rozmytej tożsamości.

Lech Walicki świetnie radzi sobie z ożywianiem przedmiotów, zabawnie i przewrotnie operuje głosem – oddaje niemalże nieuchwytny urok Bogarta – nonszalanckiego brutala, a także, uciekając się do estetyki kabaretowej, zjawiskowo naśladuje ptasi trajkot niezbyt rozsądnych kobiet. Niestety w tej kolorowej maskaradzie gubi się autoironiczny humor Allena. Rolę niezgrabnego amanta, liryczno-neurotycznego filmowca, co marzy nocą o dziwkach, odgrywa jednym – nudnym i zakłopotanym – mamrotaniem. Wydaje się zawstydzony perwersyjnością wygłaszanych kwestii, zupełnie jakby dwuznaczne dowcipy były straszliwie niecnymi występkami. Maniacko trzyma Allena na smyczy i nie pozwala na głośny śmiech tego wielkiego, mądrego satyryka. Walorami lalek Walicki pokrył opowieść mistrza z Ameryki. Skrótami zmienił frazy Allen’a i stworzył przypowieść o tym jak – pośród szmacianych manekinów i w cieniu Bogarta – zagubiony trzydziestolatek odnalazł siebie i przestał się martwić. A pocałunek pozostał pocałunkiem.

Alicja Müller, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” nr 33/2012

Teatr Groteska w Krakowie

Zagraj to jeszcze raz…– Sam

na motywach: Play it again… – Sam! Woody’ego Allena

adaptacja, reżyseria, scenografia: Lech Walicki

światło i dźwięki: Jakub Sochacki

obsada: Lech Walicki

premiera 16 września 2011

Alicja Müller – (ur.1991), studentka filologii polskiej, z Teatraliami związana od 2010 roku, miłośniczka absurdu i dadaistów, mieszka w Krakowie.