Theatrum mundi (Garderobiany)

Theatrum mundi (Garderobiany)

Świat, jak chciał Szekspir, jest sceną, na której człowiek musi nauczyć się grać. Niekiedy jednak ludziom-aktorom zdarza się opuszczać swoje role, wychodzić poza schematy czy zapominać tekstu. Historię o aktorstwie nie tylko na scenie, zacieraniu granic na wielu płaszczyznach, starzeniu się i samotności pośród ludzi przedstawia Adam Sajnuk w spektaklu Garderobiany.

Sir (Jan Englert) – niemłody już aktor – na własne życzenie opuszcza szpital, by po raz 227 zagrać tytułowego bohatera w Królu Learze. Teatr ma dla niego większe znaczenie niż zdrowie, toteż zaczyna przygotowywać się do wyjścia na scenę w akompaniamencie duszącego kaszlu. Towarzyszy mu wierny garderobiany Norman (Janusz Gajos). W małym, obskurnym i niemal pustym pomieszczeniu, w niczym nie przypominającym garderoby, bohaterowie czują się swobodnie – rozmawiają, śmieją się, wzajemnie pouczają. Pośród odpadających ze ścian tapet i rozbitych luster rozgrywa się prawdziwy dramat. Zdaje się on dominować nad tym, który ma zostać przedstawiony za kilka minut na scenie. Tam bowiem Sir obnaża się, ukazując swe lęki i wątpliwości. Mężczyzna przechodzi kryzys twórczy i podsumowuje swoje dotychczasowe życie. Zdaje się sfrustrowany uciekającym nieubłaganie czasem, rozczarowany brakiem wielkich sukcesów, rutyną. Wielokrotnie zadaje pytanie: „Co dzisiaj gramy?”. Zapomina także swej pierwszej kwestii i zaczyna deklamować fragmenty innych dramatów. Z pomocą za każdym razem przybywa Norman, który rozwiewa wątpliwości i uspokaja niemal opętanego Sira. Garderobiany pełni w życiu artysty wiele ról: służącego, powiernika, przyjaciela. Sprawia wrażenie niezwykle pewnego siebie. W ekstrawaganckim stroju i włosach zaplecionych w warkoczyk, popijając od czasu do czasu koniak z piersiówki, jest uosobieniem swobody. Dowcipkuje, czaruje. To on niekiedy pociąga za sznurki, dając na przykład przyzwolenie innym postaciom (w tym żonie Sira) na wejście do garderoby. Sir i Norman to para przypominająca stare małżeństwo, które zna się od podszewki i nie potrafi bez siebie funkcjonować.

Duet Gajos – Englert zdecydowanie wiedzie w spektaklu prym. Nie jest to zresztą nic wielce zaskakującego, gdy na scenie spotyka się dwóch wielkich aktorów w kultowym spektaklu Ronalda Harwooda. Grane przez nich postaci są swymi przeciwieństwami, co pozwala na ukazanie ich oryginalności, bez równoczesnego przysłaniania się. Pozostali aktorzy jedynie „prześlizgują się” przez scenę. Na uwagę zasługuje Goeffrey Thornton (Jacek Mikołajczyk) – smutny błazen, który swą postawą potrafi zarówno rozbawić, jak i wywołać współczucie. Aktorki wcielające się w postaci kobiece: Lady (Beata Ścibakówna), ukrywająca swą miłość do mistrza Madge (Edyta Olszówka) oraz młodziutka Irene (Michalina Łabacz) grają poprawnie, lecz nie mają szansy na wybicie się.

Garderobiany opowiada o trudnościach życia nie tylko artysty, lecz także każdego człowieka. Kryzys, starzenie się, brak spełnienia i samozadowolenia są bowiem uniwersalnymi problemami. Irene walczy jednak wytrwale, próbując uwieść swego idola i wspiąć tym samym po szczeblach kariery, a Pan Thornton nie traci do końca nadziei na dalsze (nawet niewielkie) sukcesy. Ważnym wątkiem spektaklu jest rola pracowników teatru, którzy pozostają niewidoczni dla oczu publiki. Tytułowy garderobiany to przedstawiciel grupy charakteryzatorów, scenografów, dźwiękowców czy chociażby osób potrzebnych do uruchomienia maszyny tworzącej wiatr w Królu Learze. Jego postać dowodzi, że teatr to praca zespołowa. Na końcowy wygląd spektaklu składa się działalność wszelkich reżyserów, scenografów, mistrzów krawiectwa, techników, inspicjentów oraz – oczywiście – publiczności. Działalność złożonej machiny, jaką jest teatr, nie byłaby zatem możliwa, gdyby zabrakło któregokolwiek z jej elementów składowych.

W Garderobianym zacierane są granice między relacjami zawodowymi a prywatnymi, między grą na scenie a prawdziwym życiem. Wrażenie to wzmaga obecność na scenie małżeństwa Englerta i Ścibakówny (co mogło być celowym zabiegiem reżysera). W spektaklu padają z ust Normana słowa: „Warto umrzeć na scenie jeszcze raz”, mające początkowo zachęcić Mistrza do wyjścia zza kulis w roli króla Leara. Po występie jednak Sir umiera naprawdę, nie zdjąwszy nawet stroju. W tym przypadku należałoby uzupełnić słowa garderobianego o przymiotnik „ostatni” i zadać sobie jeszcze raz pytanie o to, gdzie przebiega granica między prawdziwym życiem a teatrem. A może zanikła ona już niemal całkowicie?

Natalia Chuszcz, Teatralia Łódź

Internetowy Magazyn „Teatralia”,  numer 197/2017

XXIII Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

Teatr Narodowy w Warszawie

Ronald Harwood

Garderobiany

reżyseria: Adam Sajnuk

przekład: Michał Ronikier

scenografia: Katarzyna Adamczyk

muzyka: Michał Lamża

asystentka reżysera: Karolina Matuszewska

realizatorzy światła: Bartosz Bil, Adam Jakubowski, Dariusz Wieczorek

realizatorzy dźwięku: Marcin Kotwa, Maciej Rybicki

inspicjent: Krzysztof Kuszczyk

suflerka: Jolanta Szydłowska

obsada: Janusz Gajos (Norman), Jan Englert (Sir), Beata Ścibakówna (Lady), Edyta Olszówka (Madge), Jacek Mikołajczak (Goeffrey Thornton), Karol Pocheć (Oxenby), Michalina Łabacz (Irene)

premiera: 10 grudnia 2016

fot. Tomasz Urbanek

Natalia Chuszcz – w teatrze pociągają ją niekonwencjonalne rozwiązania, mowa ciała i muzyka. Nałogowo czyta książki oraz tańczy.