O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (XVIII)

O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (XVIII)

Rozmowa o dramacie. Barbara Elmanowska. Krótki monolog z kotem w tle.

Monolog tragikomiczny.

Odeszła tak po prostu, zanim na dobre przyszła
Barbara Elmanowska

AM.: Po dłuższej przerwie możemy zaprezentować kolejny polski lesbijski dramat. Było ich dotychczas kilka, niemal wszystkie niepublikowane. I nie inaczej jest w tym przypadku. Warto zatem wspomnieć jak tekst wpadł nam w ręce.
MR.: Po prostu autorka – Barbara Elmanowska przysłała nam go mailem.
AM.: Po prostu – tak bym nie powiedziała. Zdobywanie lesbijskich tekstów to zadanie dla wytrwałych. Czasem udaje nam się namówić autorki, by podzieliły się swoją teatralną twórczością. Robią to, ale nie dostajemy zgody na analizę w naszym cyklu.
MR.: Tym razem się udało. I dziś rozmawiamy o Krótkim monologu z kotem w tle. To monolog tragikomiczny, pierwszy monolog, który omawiamy. Dotychczas dramaty były małoobsadowe, ale żaden nie był skrojony na jedną osobę. Kto więc utrzymuje naszą uwagę przez całą sztukę?
AM.: Bohaterka bez imienia. Nie poznajemy też imienia jej ukochanej. Będziemy pisały: Bohaterka i Ukochana dużymi literami. Potraktujemy je – trochę samowolnie – jako imiona postaci dramatu.
MR.: Brak imienia może być znaczący. W przypadku Ukochanej może to być sposób na ukrycie tożsamości bohaterki.
AM.: W przypadku głównej bohaterki jest inaczej. Tu raczej chodzi o zamazywanie płci. Didaskalia bowiem zaznaczają, że postać jest kobietą, autorka podkreśla kobiecość Bohaterki. Ale jednocześnie postać wdziewa tzw. męski strój – czarne spodnie, biała koszula, krawat – który identyfikuje ją z mężczyzną. To oznacza „bycie mężczyzną”, które nazywa koniecznością, zabawą, grą, żartem. Zawsze jednak swego rodzaju konwencją”. Te konwencję realizuje przez używanie męskich końcówek gramatycznych.
MR.: Bohaterka traktuje męskość jak kostium symboliczny. Stan chwilowy. Usiłuje zachować granicę między swoją kobiecością biologiczną a skonwencjonalizowaną męskością. Jakby bała się, że kobiecość może zniknąć ostatecznie. Podkreśla ją komentarzem w didaskaliach: „Musi być widać, że świadomie i być może jedynie kontekstualnie wchodzi w rolę męską, co ani trochę nie przeszkadza jej w byciu pewną swej kobiecości kobietą”.

AM.: Możemy się zastanowić czy to trzymanie granic płci to wynik lęku, czy myślenia transgenderowego, czy queerowanie, czy może maska teatralna. Bo trzeba zaznaczyć, że znajdujemy się na scenie. To zdaje się jedyna omawiana przez nas sztuka umieszczona w teatrze. Otwiera to dodatkowy poziom rozpatrywania historii i umożliwia performowanie nie tylko płci.
MR.: Skoro teatr to i scenografia per se. Minimalistyczna i bardzo tradycyjna – stolik i dwa krzesła po jednej stronie. Po drugiej „krzesła w trzech rzędach, sugerujące publiczność, lecz odwrócone tyłem do stolika”. Elementem scenografii jest też wyimaginowana publiczność.
AM.: No i mamy wszystkie elementy teatru, który stworzyła autorka Bohaterce, by ta mogła przeanalizować swoje miłosne doświadczenie. Do tej analizy wykorzystuje jeszcze maszynę do pisania i sporo kartek papieru. Będziemy bowiem świadkami/świadkiniami procesu twórczego – zapisywania emocji miłosnych i refleksji nie-tylko-miłosnych. Bohaterka być może jest wcieleniem autorki tego tekstu, który czytamy. Monodram może być więc autotematyczny. Ale tu pewności nie mam, wiem jednak, że Bohaterka dokonuje wiwisekcji, chciałaby ją zrobić z piórem w ręku, ale nie ma siły pisać, jedyne co może to: „produkować spisy, wykazy tytułów, tematów, streszczeń. Zbieram nasiona, czekając na sezon. Czy nastąpi, to nie wiem, ale zbierać trzeba”.
MR.:
Bohaterka żyje w pustce albo w wyimaginowanej rzeczywistości, którą stwarza tylko po to, by urealnić swą spowiedź – rodzaj coming outu. Czuje potrzebę ujawnienia swej intymnej nieheteronormatywnej, nieszczęśliwej historii miłosnej, choćby przy wymyślonym audytorium.
„W istocie zmierzam jednak do rzeczy zgoła odmiennej. W zanudzaniu innych sobą łatwo zgubić kierunek, jeśli taki w ogóle pozwala się obrać. Zresztą zdyscyplinowany nigdy nie byłem. Nie mówiąc o konfesji. Ostatni raz spowiadałem się ze sto lat temu, nie licząc przyjaciółek”.
AM.: I mamy paradoks. Choć to fikcja, dziwnie przypomina realną sytuację lesbijki – artystki w Polsce, która sama coś przeżywa, sama opisuje, sama wystawia, sama ogląda.
MR.: Ale mimo całego tego tragikomicznego kontekstu spowiedź wybrzmiewa. Wszystko krąży wokół niej. Każdy niemal motyw wpleciony w opowieść jest jego emanacją, poczynając od bezsenności. „Bezsenność to… – czas bez snu. I bez tabletek. Często bez alkoholu. Bez terapii. Bezsenność z seksu się nie wlicza. Nic, co dobrowolne, nie jest z „bez”. Bezsilność, bezradność.”
AM.:
Tymi słowami zaczyna się tekst monodramu, którym towarzyszą działania sceniczne pantomimicznie imitujące poranne ablucje przed toaletką. Codzienne czynności stanowią ramy, czy może kręgosłup, dzięki któremu trzyma się konstrukcja sceniczna, ale też chyba sama Bohaterka. To stelaż podtrzymujący, bo w jej historii jest dużo luk, braków.
MR.: Mamy wrażenie jakby bohaterka wyłaniała się z nicości, a scena jest miejscem, gdzie może urodzić się „na swoich zasadach”. Zaczyna performować siebie i swoją przeszłość. Bezradność i bezsilność sprawia, że kreuje nowy świat nieoczywisty i nieprosty. Trochę jak ze snu. A sen to ważny element opowieści, jednak w różny sposób zaburzony.
AM.: To również klasyczny motyw lesbijski, rozpoznawalny w sztuce – w filmie, w sztukach plastycznych. Pojawiał się w także w dramatach przez nas omawianych – na przykład u Ingi Iwasiów, która uczyniła sen medium komunikacyjnym. Bohaterki Pogadywania wokół sprawy orgazmu wielokrotnego traktują sen jako bezpieczną zasłonę dla intymnych wzajemnych wyznań miłosnych. Każda mówi o swej miłości tylko wtedy, gdy druga śpi. Być może miłość jest tak wielka, że rzeczywistość jej nie unosi. Być może niemożliwe jest bezpośrednie wyznanie takiego uczucia.
MR.: W tekście Elmanowskiej sen również potraktowany jest jako kanał komunikacyjny. I na pewno jest sposobem radzenia sobie z lękiem przed bliskością, ale też odcina od świadomego zmierzenia się z orientacją seksualną. O to podejrzewam Ukochaną. Ucieczka w sen może być też sposobem obejścia decyzji o identyfikacji płciowej lub orientacji seksualnej.
AM.: To mocne stwierdzenie. Nie musimy przecież podejmować jednoznacznych decyzji tożsamościowych. Możemy też incydentalnie – jak nasza Bohaterka – wpadać w gry genderowe, albo tkwić „pomiędzy” jak Ukochana, która być może nie podejmuje decyzji, bo nie chce/nie umie jej podjąć lub bawi się po prostu uczuciami bohaterki. Zresztą Ukochana jest tak „szczątkowo” zarysowana, że wszystko, co mówimy o tej postaci to spekulacje.
MR.: Prawda, ale wróćmy do tematu snu. Mam wrażenie, że zaburzenie snu jest symptomatyczne. To jest głębszy problem. Bo w świecie naszej Bohaterki nawet we śnie nie ma spokoju. Sen jest przecież udawany. Obie bohaterki udają, że śpią. Sen – temu trudno już zaprzeczyć – to sposób na nieprzyznanie się do pragnień erotycznych obu postaci, choć chyba bardziej to Ukochana robi uniki. U Ingi Iwasiów dziewczyny zapadały w sen prawdziwy. U Elmanowskiej prawdziwego snu nie ma.
AM.: I być nie może. Skoro bliskość między Bohaterką a jej ukochana jest niemożliwa, udawany sen to okazja, by się dotykać. Obie na to zezwalają. Jak to odczytywać? Jako świadomą grę czy manipulację?
„Czasami, budząc się w nocy, przypominam sobie, jak nie mogłem spać, czując ją przy sobie, obejmując, czując, jak oddycha. To było takie proste. Rzeczy najbardziej proste są zwykle najbardziej przejmujące. I przecież docierało do mnie, że prawdopodobnie nie śpi, ale nie reaguje, bo jest daleko stąd i wcale nie chce, choć z jakichś względów też nie odmawia. Miałem mieszane uczucia. Podejrzewałem nawet, że jej późniejsze zapewnienia o tym, jak miły był mój dotyk i, że bardzo go wówczas potrzebowała, były tylko zapewnieniami mądrej kobiety, która nie chce urazić mojej męskiej dumy”.
AM.:. Sen silnie kojarzony z łóżkiem, w którym Bohaterka spędza wspólną noc z Ukochaną. Od tej pory Bohaterka staje się więźniarką łóżka (wcześniej sypiała na podłodze), które kojarzy się z wyjątkową niepowtarzalną chwilą i które zacieśnia związek Bohaterki z Ukochaną, ale nie koi bólu odrzucenia.
MR.: Zdaje się, że wręcz przeciwnie – w chwilach przerywających sporadyczny sen – Bohaterka czuje ból fizyczny.
„Przyznaję, kiedy już śpię, to budzę się w nocy. Nigdy nie sprawdzam, która godzina, aby nie zajmować sobie myśli rozważaniem, który to narząd zgodnie z zegarem biologicznym właśnie mnie obudził. Czasami odczuwam lekki ból w karku, czyli po prostu mam zmienić pozycję, może lekko na bok, może bez poduszki. Czasem majaczy mi w głowie myśl, że już dosyć tych dziecinnych głupot, że czas wrócić na podłogę”.

AM.: W sposób oczywisty motyw snu ściśle wiąże się w tym tekście z erotyką.
„(…) wiele fragmentów ciała odsłoniło się samoistnie w trakcie snu, więc to chyba nie moja wina. Sunąłem dłonią przez fragment jej pośladków, po linii wyznaczonej przez kręgosłup aż do karku. Tu już musiałem wejść pod sweter. No i ten brzuch, nie wiem dlaczego, zupełnie oszalałem na jego punkcie. Tam znów wsunąłem dłoń pod sweter, docierając do fragmentów piersi, odkrytych przez rozpięty biustonosz. Przysięgam, że to nie ja go rozpiąłem. Potem ucho i te cudowne włosy. Jezu, gdzie były jej usta, gdzie te usta? Ach! Dotykałem też tych dłoni. O dłoniach już chyba mówiłem. Tak, są absolutnie wyjątkowe. A skóra, cała skóra, cudowna w dotyku”.
MR.: Taki substytut realności. Ale to jedyna – jak się wydaje – tego rodzaju sytuacja, która zdarzyła się w relacji Ukochana-Bohaterka.
AM.: Ja w tym dotyku przez sen widzę nadużycie, które współgra z seksistowskimi grami, utrwalającymi heteronormatywny wzorzec relacji miedzy Ukochaną a Bohaterką. Ten tekst, moim zdaniem, zdradza głęboką nieświadomość genderową, świadoma gra płciowa ogranicza się tylko do formalnej przebieranki.
MR.: To mnie nie dziwi, mieści się w mainstreamowym rozumieniu cross-dressingu. Za męskim strojem właściwie nie idzie nic, prócz ograniczonej w czasie przemiany, która pozwala wejść w skórę przeciwnej płci. Bohaterka na czas monodramu wchodzi w męską rolę rozumianą bardzo tradycyjnie. I nie próbuje nic więcej z tym zrobić. Tym samym wzmacnia stereotyp.
AM
.: Ten stereotyp powraca. Na przykład podczas bezsennych nocy, które mają swoje rytuały – słuchanie radia, oglądanie telewizji – bohaterce udaje się zdrzemnąć w czasie programu Martyny Wojciechowskiej, a potem nagle budzi się, gdy na ekranie spacerują nagie dziewczyny z heteroseksualnych filmów pornograficznych. Zderzenie Wojciechowskiej i filmów erotycznych to zwizualizowane lesbijskie pożądanie.
MR.:
To zderzenie jest być może niewinne, być może perwersyjne, ale przede wszystkim wybija z heteronormy. Zwróć jednak uwagę, że to wybicie wynika z kontekstu, nie wiem, czy nie są przypadkowe w tekście Barbary Elamowskiej
AM.: Lesbijskie pragnienie erotyczne drga w Bohaterce cały czas. Tłumione, co czas jakiś daje o sobie znać w takie formie, w jakiej mogą „przebić się”, czasem poza świadomością bohaterki, czasem bohaterka postrzega rzeczy erotycznie, na przykład papierosa, bo kojarzy się z Ukochaną.

Nie mogę się oprzeć, gdy tak otwiera paczkę papierosów i wysuwa mi jednego. A potem zapala zapalniczkę. Jezu! No więc postanowiłem, że rzucam. W tym czasie spotkaliśmy się z moim bratem we Wrocławiu. Siedzieliśmy w knajpie, ona po mojej prawej stronie. Kątem oka widziałem, jak powtarza rytuał, otwieranie opakowania, wyjmowanie papierosa. A gdy usłyszałem dźwięk odpalanej zapalniczki, przeszły mi ciarki po całym kręgosłupie. (…) Poza tym 2-3 razy nasze kolana spotkały się pod stołem, co ostatecznie wyeliminowało mnie z dalszej rozmowy”.
MR.: Jednak nie zapominajmy, że mimo tego zakamuflowanego krążenia wokół erotyzmu, w pewnym sensie opowieść krąży wokół łóżka. Znowu to link do dramatu Iwasiów. Jej bohaterki nie wychodzą z sypialni, to centrum ich świata..

AM.: Podkreślmy, że łóżko to nie tylko znak erotyzmu to też znak intymności, domowości, która charakteryzuje polskie dramaty lesbijskie. Pisała o tym kiedyś Magda Szcześniak w tekście Domowe dramaty lesbijek.
MR.: Ta domowość ujawnia się także za sprawą herbaty. Brzmi to żartobliwie, bo motyw herbaciany wydaje się nieznaczący merytorycznie, jednak pojawia się w większości polskich sztuk o lesbijkach. Nabiera więc znaczenia. Nie sadzę jednak, żeby autorka świadomie nawiązywała do naszych poszukiwań lesbijskich toposów, ale motyw tym bardziej wydaje mi się symptomatyczny, bo że kolejna postać popija herbatę. Choć w tekście Elmanowskiej, wyobrażenie kubka łączy się z lękiem, że nie zapanuje nad najprostszą sytuacją.

Stojąc w ciągu dnia przy grzejniku w pracy, umysł nagle podsuwa mi te nocne majaki, prowokuje następne, jak na przykład te, że pewnie zaraz nie utrzymam kubka z herbatą, jakby dłonie odmawiały mi posłuszeństwa. I widzę w wyobraźni, jak ten kubek roztrzaskuje się na podłodze i zalewa mi spodnie przynajmniej do kolan. Dobrze, że mieszkam niedaleko”.

AM.: Obok klasycznej lesbijskiej herbaty mamy jeszcze w monodramie motyw koci. Kot zwykle przemykał gdzieś miedzy kartkami dramatu lesbijskiego, na przykład straszył w łazience (Łuczak), ale w tekście Elmanowskiej koci topos został rozbudowany, stał się wieloznaczny i wpisany został w tytuł – Krótki monolog z kotem w tle. Przyjrzyjmy mu się bliżej.
MR.: Na poziomie realnym jest po prostu kotem Bohaterki. Na poziomie symbolicznym jest – wcieleniem ukochanej i samej bohaterki. Już opis wyglądu kota sugeruje to podobieństwo. Oboje czarno-biali, z krawatem i skarpetkami.
AM.: Natomiast kocia osobowość w oczach Bohaterki jest lustrem bardzo stereotypowo rozumianej kobiecości.
„Gdy kobieta jest jak kot, niezależna, wymykająca się, z własnym światem wewnętrznym, którego nigdy nie pojmę, podejmująca nieustanną grę, której reguł do końca nigdy nie poznam, czuję się wspaniale, a moja męskość na tym tle staje się wyraźna. To banały, ale powiem. Ja się staję. Czuję wówczas w sobie myśliwego, obserwuję urzeczony, próbuję odgadnąć następny krok.
(…) Nie lubię za te wszystkie cechy, które uwielbiam u kobiet”.

MR.: Dziwne powiązanie kobiety z kotem podbija fakt, że kot jest prezentem, który został Bohaterce podrzucony przez Ukochaną jak kukułcze jajo. To jajo przypomina ciągle nieszczęśliwą miłość. Jego obecność to jątrząca rana. Dlatego dostaje się biednemu stworzeniu za brak serca kobiety. Ale też dzięki niemu Bohaterka może wyrazić swą nienawiść do wciąż odrzucającej ją kobiety.
AM.: Ale też „kocia kobiecość” ożywia w naszej bohaterce naturę myśliwego, która kobietę sprowadza do zwierzyny łownej. I tym samym relacja między kobietami zostaje zaklęta w klasycznym patriarchalnym wzorcu.
MR.: Być może niemożność wyjścia z tego wzorca podtrzymuje mit miłości niemożliwej.
„Odeszła tak po prostu, zanim na dobre przyszła. Z torbą na dworcu mówiła, jak jej przykro, że jednak nie mogę przykładowo… zapuścić brody. No nie mogę. Choć czasem chciałbym”.
AM.: I to „chciałabym” Bohaterki-kochanki trzyma w senno-peformatywno-miłosnym potrzasku sceniczną opowieść i nie pozwala ruszyć z miejsca Bohaterce-pisarce, mimo że procesy – osobisty i twórczy – wzajemnie się stymulują, nie mamy pewności, jaki i czy będzie artystyczny efekt tego zmagania, którego byłyśmy świadkiniami.
MR.: Jednak ostatnie didaskalia sztuki dają nadzieję.
„Siada do biurka, gasi papierosa, zaczyna jednym palcem wystukiwać pojedynczy dźwięk na maszynie do pisania, powoli, rytmicznie. Ponownie motyw muzyczny z Elegii”.
AM.: Nadzieję daje też fakt, że monodram zdobył główną nagrodę w konkursie organizowanym przez projekt Alchemia teatralna, i że „Krótki monolog z kotem w tle” w wykonaniu Joanny Baranowskiej ma premierę 10 lutego 2017 w Świdnickim Ośrodku Kultury w ramach XIV Forum Teatrów Niezależnych Transformacje.

MR.: Może uda nam się kiedyś o tym spektaklu napisać.


Barbara Elmanowska ur. 1981, poetka, doktor nauk humanistycznych. Debiutowała w 2006 roku esejem Zawsze fragment (I miejsce w konkursie Literackie Talenty 2006, Świdnica). Autorka tomików: Tę drogerię mam po drodze (Wrocław 2008 – nagroda w konkursie na debiut poetycki, organizowany przez wrocławski oddział Stowarzyszenia Pisarzy Polskich) – oraz Próby generalne (Mamiko, Nowa Ruda 2014). Jej wiersze były tłumaczone na język czeski. W 2016 roku ukazał się jej Czarny pegaz (MBP Świdnica), pierwszy powojenny przewodnik po grobach artystów pochowanych w Świdnicy.

 

Damski TANDEM Twórczy (Agnieszka Małgowska & Monika Rak), Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn „Teatralia", numer 202/2017

Damski TANDEM Twórczy: Monika Rak & Agnieszka Małgowska. Istnieje od 2009, przygotował cykle: literacki Żywe radio, performatywny Maryjan i Krystina, filmowy Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną: czytanie dramatu Portret lesbijek we wnętrzu; spektakle: Orlando. Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, Czarodziejski Flet, organizuje O’LESS Festiwal, cykl debat Kobieta Nieheteronormatywna, projekt archiwizujący A kultura LGBTQ + nie poczeka

 

Agnieszka Małgowska – absolwentka WOT-u, reżyserka, trenerka teatralna, scenarzystka, nauczycielka literatury.

Monika Rak – absolwentka WOT-u, aktorka, dramatopisarka, realizatorka autorskich filmów dokumentalnych, videoartów, graficzka.

dtandemt.blogspot.com