O teatrze lesbijskim w Polsce (XVII)

O teatrze lesbijskim w Polsce (XVII)

Rozmowa o performansie. Ślubne performanse. Cz. 2. Performans „na niby”. Równi w Europie & Podróż & ślubujecirówność & Jawne Partyzantki

 

„Bawimy się samym słowem utopijność – bo wiele myśli i poglądów, które uważane były kiedyś za utopijne (jak chociażby brak segregacji rasowej czy równouprawnienie płciowe) przestały nimi być (…)”.

Martyna Tokarska i Liliana Piskorska, Podróż

 

Agnieszka Małgowska: Kontynuujemy analizę ślubnego performansu lesbijskiego – tematu popularnego w aktywnościach artystycznych LGBTQ+. Wykorzystując klasyfikację Schechnera, dość prostą w skomplikowanym temacie performansu, poprzedni tekst poświęciłyśmy tzw. ślubom „naprawdę” – takim, które są próbą ominięcia prawa zabraniającego zawierania małżeństw, nawet cywilnych.

Monika Rak: Teraz omówimy performans ślubny „na niby”. Ten rodzaj performansu „jasno rysuje granice między tym, co rzeczywiste, a tym, co udane”. Słowo „jasno” jest pewnego rodzaju nadużyciem, przysłówek „jaśniej” wydaje się odpowiedniejszy. Ale na pewno uczestnicy/uczestniczki wiedzą, że biorą udział w sytuacji umownej.
AM: Ślubny performans „na niby” ma swój początek w dzieciństwie. Jest nim zabawa – przebieranka dziewczynek w białe sukienki. Od sukienki komunijnej po suknię ślubną. Właściwie jesteśmy wychowywane w kulcie performansu ślubnego, jako tego jednego dnia, kiedy mamy stać się księżniczkami. Ten kult wciąga dziewczyny każdej orientacji seksualnej. Bo nie tylko kobiety heteroseksualne marzą o ślubach, weselach, ale tylko one mają prawną możliwość realizacji tego marzenia.
MR: Samo marzenie o ślubie jest tu istotne. Jak mówiłyśmy w poprzedniej rozmowie, to przede wszystkim rytuał, który nas programuje – odtwarzamy go „na niby” podczas zabaw prywatnych, na koloniach, obozach. Odtwarzamy ceremonię, jej elementy „medialne”: na przykład robienie ślubnej fotografii. Właśnie przebieranie się gejów, lesbijek do ślubnej fotografii stanowi permanentny projekt performatywny. Wśród oldschoolowych fotosów zdarzają się portrety ślubne – zwykle kobiet – wystrojonych w białe suknie i surduty. Fotos zwykle jest kliszą zdjęcia heteropary, ta imitacja płci pozwalała choć na chwilę przynależeć do dominującego porządku.

AM: Prosty fotograficzny performans „na niby” także dziś cieszy się popularnością. Bywa, że z czystej zabawy zmienia się w świadomie wykorzystane narzędzie sztuki zaangażowanej społecznie. Takim projektem-performansem jest wystawa Równi w Europie. Tak chcemy, która miała premierę we Wrocławiu podczas Festiwalu Równych Praw w 2010 roku, „objechała” Polskę, w końcu w 2013 roku zaprezentowana została w Sejmie. Fotografka Anna Smarzyńska zrobiła dziesięć czarno-białych zdjęć polskich par jednopłciowych, utrzymanych w konwencji ceremonii ślubnej.
MR: Zatrzymajmy się przy braku barw. W tym projekcie symbolizuje nielegalność związku homoseksualnego w Polsce. Nie można zawrzeć legalnie związku, ale można performatywnie spełnić marzenie o nim. Smarzyńska uszczęśliwiła kilka par, robiąc im „ślubne” zdjęcia. Jak sama mówi: „Jak każdemu fotografowi zdarza mi się fotografować śluby. Jest mi przykro, że w Polsce nie mogę fotografować ceremonii par homoseksualnych”. Fotografka ma więc jasną intencję, zakorzenioną w pragnieniu sporej części społeczności LGBTQ+, w pragnieniu społecznej asymilacji.

AM: Sam pomysł raczej potwierdza model patriarchalny, na zdjęciach (przypominam, że skupiamy się na fotografiach par lesbijskich) dziewczyny ubrane są binarnie – jedna zazwyczaj ma na sobie spodnie, druga – spódnicę lub sukienkę. Fotosy Smarzyńskiej przypominają te z początku XX wieku, są tylko skromniejsze, bardziej zwykłe, „cywilne”. Jednak wśród tego typu stylizacji jest też wersja „odświętna”. Yga Kostrzewa & Anka Zet pozowały jako tradycyjne panny młode – w białych długich sukniach.

MR: To oczywiście zamierzone – tłumaczy to Anka Zet, nieustępliwa performerka i wojowniczka o związki partnerskie, w filmie dokumentalnym Coming out po polsku. Dla niej suknia ślubna to symbol zmiany społecznej, dowód tolerancji, wręcz fetysz. Widzimy jak wzruszona Anka Zawadzka tańczy w sukni – czujemy głęboki związek uczuciowy z

symbolem. Nic dziwnego, że czuła się dotknięta, gdy podczas przygotowań do zdjęć Smarzyńskiej, które odbywały się w plenerze – w Łazienkach Królewskich – musiała ze swoją partnerką przebierać się w krzakach. Jakoś pokątnie, po cichu.

AM: To też bardzo symboliczne. Dziewczyny nie chcą tej „skrytkowej” symboliki, chcą odzyskać moc rekwizytu, jakim jest suknia. Dlatego Yga zgadza się na pomysł partnerki, żeby przed aparatem Smarzyńskiej wystąpić w „bezach”, choć – jak sama przyznaje – tak zwana beza nie jest jej wymarzonym strojem ślubnym.

MR: Moc performatywna sukni została wykorzystana również przez Martynę Tokarską i Lilianę Piskorską w projekcie Podróż. Projekt był działaniem w przestrzeni publicznej, interakcją z ludźmi; procesem, który trwał trzy tygodnie: od 26 sierpnia do 10 września 2013. W tym czasie bohaterki były w ośmiu miastach Polski: Krakowie, Katowicach, Łodzi, Warszawie, Białymstoku, Gdańsku, Poznaniu i Toruniu. Projekt angażował wiele osób – fotografów/fotografki, operatorów/operatorki kamer, czasem były to osoby zawodowo zajmujące się fotografowaniem, czasem osoby nieprofesjonalne. W taki sam sposób powstał także film. I to właśnie jest istotą tego typu działań.

AM: Podróż to jak dotychczas jedyny performans ślubny, który przygląda się tematowi krytycznie i bawi się tematem ślubu. Większość projektów traktuje temat z powagą i wiarą w sam akt jako esencjonalny, przemieniający. Twórczynie Podróży używają figury ślubu bardzo świadomie, odtwarzają – jak same piszą – „ikonografię idealnych zaślubin: blichtr & patos & kwiaty & przepych & „bycie księżniczką ten jeden dzień”. Sam opis dowodzi wyczucia i wielopoziomowości koncepcji autorek performansu. Podróż jest grą z figurą sukni, z samymi sobą, interakcyjnością między samymi bohaterkami, między bohaterkami a twórcami im towarzyszącymi, między performerkami a przypadkowymi widzami – uczestnikami performansu.

MR.: Tokarska i Piskorska „skupiają się” na sukni, ale przypomnijmy, że w performansach ślubnych „na prawdę” strój miał również ogromne znaczenie – w obu przypadkach, które omawiałyśmy. Ale zauważmy, że Ewa Tomaszewicz i Małgorzata Rawińska oraz Greta i Ania zdecydowały się na uniseksualne kostiumy ze spodniami. O sukni myślała tylko Ania, ale zrezygnowała z tego pomysłu, ostatecznie sam ślub okazał się wystarczającą prowokacją.
AM.: Tokarska i Piskorska nie wzięły ślubu „naprawdę”, musiały czymś prowokować. Tym czymś były właśnie długie białe suknie ślubne, które widujemy na wystawach sklepowych. To kluczowy rekwizyt tego performansu, co podkreślają twórczynie: „Bawimy się stereotypem bieli ślubnej & sukienki & najważniejszego dnia w życiu każdej dziewczynki”.

MR.: Zatem bohaterki zakładają suknie i ruszają w miasto. Dzięki nim chcą – jak same mówią – przestać być anonimowe jako para. Dwie dziewczyny tak ubrane, swobodnie jakby od niechcenia przechadzają się po ulicach głównych miast Polski. Spacerując tak odzyskują przestrzeń miejską zdominowaną przez heteropary, które często z całą ekipą specjalistów od fotografii ślubnej, przemierzają parki, mosty, uliczki zwykle zabytkowych części miasta.

AM.: Zauważ, że performerki nie noszą swych sukien ślubnych z „godnością”. Nakładają je na inne ubrania, które „wystają” nonszalancko lub niechlujnie. Wygląda to jak niestarannie nałożony kostium, a tym samym jest jak nieprzylegająca myśl, forma. Tokarska i Piskorska nie trzymają stylu, ale dzięki temu demaskują wzorzec. Nie mają „odpowiednich” fryzur, butów, dodatków, w zamian proponują czarne ciężkie półbuty, czarne koszulki, tatuaże, nieułożone włosy. Na suknie zakładają kurtki, na ramionach noszą worki.

MR.: Ale trzymają pewną „normę”. Są młode, atrakcyjne, szczupłe, czyli idealne do sukni ślubnej, ich relacja homoseksualna okazuje się jedynym powodem, dla którego te suknie są niewłaściwe. To poważny problem, bo ich „niewłaściwy” stosunek estetyczny do rytualnych strojów zawsze będzie można skorygować dzięki specjalistom od ślubów.
AM: Tak, ta estetyczna nonszalancja to wentyl, zabezpieczenie przed całkowitym wchłonięciem przez lukrowany, mainstreamowy rytuał. Ale ich norma sprawia, że performerki bywają traktowane jak modelki, które uczestniczą w sesji fotograficznej. Widzowie skupią się na zewnętrznych oznakach mitu małżeńskiego, widząc normatywne dziewczyny, nie podejrzewają „podstępu”. Dwie ślubne suknie okazują się pułapką dla obserwatorów/obserwatorek, domniemane panny młode nie pragną panów młodych, bo mają się ku sobie. Kiedy performerki ujawniają swe wzajemne romantyczne uczucia, rozwiewają heteroprojekcję mimowolnych uczestników/-czek wydarzenia, wtedy często zmienia się stosunek widzów/widzek do sytuacji.

MR: A jakie miałyby być jawne oznaki relacji homoseksualnej, żeby nie wprowadzać widzów/-ek w błąd? Dziewczyny powinny reprezentować typ butch. Albo imitować hetero parę, czyli jedna z performerek powinna włożyć garnitur, smoking lub frak, a druga pozostać w sukni? Ale gdyby tak było, performerki nie uzyskałyby wywrotowego efektu. A przecież w tym celu Tokarska i Piskorska „wchodzą” w miejsca publiczne, żeby przestać być anonimowymi jako para. Te miejsca powinny być miejscem demokratycznym, neutralnym, tymczasem trafiają w przestrzeń zdominowaną przez heteroseksualizm i katolicyzm – stereotypową polską narodową. Lustrem konserwatywnej mentalności są ludzie, których spotykają, ale też ikoniczne nieruchomości – symbole polskości. Performerki pozwalają sobie na pozowanie przed Stocznią Gdańską, przy Smoku pod Wawelem, całowanie się przed Belwederem.
AM:
Paradoksalnie te zdjęcia na tle narodowych świętości wydają się oczywiste. Ja wolę sceny mniej patetyczne. Lubię moment w videorejestarcji, gdy bohaterki trafiają w parku na parę heteroseksualną podczas ślubnej sesji. Cudowne jest wbiegnięcie na groblę dwóch dziewczyn – rozbawionych, trochę potarganych, w pomiętych sukniach. „Legalna” idealna para młoda jest zdezorientowana, jakby wybita z klimatu i rytmu. Performerki wtargnęły w rytuał legalny, zachwiały go swym wyluzowanym nielegalnym wejściem.
MR: To istota tego performansu. Chwianie status quo.

AM: Tak, w tej chwili performerki naruszają energetycznie porządek homonormatywny. To się po prostu dzieje, w innych sytuacjach pozostaje wierzyć uczestnikom/-czkom incydentalnym/przyłapanym przez performans na słowo, a słowa bywają szczere, ale też tylko deklaratywne, czasem są maskujące i zwyczajnie agresywne. Zdarzają się i takie zdania: „ja bym was, k…, w kominie spalił.”

MR.: Tak, czasem bywa niebezpiecznie, bo w swej podróży performerki odważnie zaczepiają ludzi, zapraszając ich do wspólnego fotografowania. Przygodni spacerowicze stają się gośćmi niemożliwego ślubu albo obserwatorami/-kami. Tokarska i Piskorska spotykają się z różnymi postawami, relacjami, osobami o różnym statusie społecznym. Mamy więc przekrój społeczeństwa i różnorodne reakcje – homofoniczne, zachowawcze, akceptujące. Kilka przykładów doskonale to ilustruje. Dziewczyny zagadują więc księdza, który nie zaskakuje postawą reprezentanta oficjalnych poglądów kościoła, bezdomnego mężczyznę – filozofa perypatetyka o otwartym sercu i umyśle; matkę z dzieckiem, która namawia performerki do macierzyństwa, seksistowskich młodych mężczyzn, wyluzowane nastolatki, innych performerów/-rki.

AM: Ten projekt jest badaniem, dekonstrukcją i „zrytualizowanym zachowaniem przesiąkniętym zabawą”. Ten zabawowy charakter performerki realizują wielopoziomowo. Jak już mówiłyśmy – bawią się elementami rytuału ślubnego, ale też szerokim pojęciem umowności, która nas programuje, a którą nazywają utopią. Zacytujmy: „Bawimy się samym słowem utopijność – bo wiele myśli i poglądów, które uważane były kiedyś za utopijne (jak chociażby brak segregacji rasowej czy równouprawnienie płciowe), przestały nimi być dzięki rozpoczynanemu oddolnie aktywizmowi”.

MR: Na poziomie podstawowym bawią się, jeżdżąc wózkiem po parkingu supermarketu, grając w piłkę na małym boisku, pozując z różowymi plastikowymi pistoletami, gramoląc się na pomniki. Wszystko oczywiście w sukniach ślubnych. To nietypowe tła i zachowania podczas sesji ślubnych.
AM:
Miałabym wątpliwości, czy rzeczywiście. Potrzeba oryginalności sprawia, że pary w kostiumach ślubnych widzimy już wszędzie. W bardzo dziwnych miejscach – na budowach, w trumnach, na szczytach gór…

MR: Zgoda, ale duet Tokarska i Piskorska kpi z tego hipsterskiego snobizmu, za bardzo ich projekt jest niedoskonały, za bardzo bezpośredni, za tani, zbyt wspólnotowy.

AM: Podróż była projektem wymagającym czasu, wysiłku, miał się mocno zaznaczyć w przestrzeni publicznej i w ludzkich umysłach wszystkich uczestników. Służyło temu też pokazywanie dokumentacji projektu w Polsce. Po zakończeniu akcji Tokarska i Piskorska organizowały wystawy fotografii i projekcję filmu, który został wyemitowany w TVP Kultura. Dziś można go zobaczyć w internecie na stronie: https://projektpodroz2013.wordpress.com/

MR: Wokół projektu zrobiło się też sporo szumu, gdy władze Elbląga wywarły presję na dyrektora Centrum Sztuki Galeria EL – Jarosławie Denisiuku, który zamknął wystawę dwa tygodnie przed czasem.

AM: Bez wątpienia to jeden z niewielu stricte lesbijskich projektów, który zaistniał w świadomości szerszej publiczności. Szkoda, że jest to również wynikiem afer.
MR: Performans ślubny Tokarskiej i Piskorskiej był więc długoterminowy, wieloetapowy, wymagał przygotowania. Ale projekty ślubne „instant”, do których zapraszane są osoby „przypadkowe”. Taka była z akcja performatywną ślubujecirówność zorganizowana 23 maja 2015 roku w ramach Warszawskiego Dnia Różnorodności.

AM: W przypadku tego pomysłu realizowana została zasada: „Na drodze performansu przekonuje on samego siebie, próbując przekonać innych”. Akcja była otwarta dla osób obu płci, o różnych orientacjach seksualnych, nie to było bowiem najważniejsze, najistotniejsze było niestereotypowe myślenie.
MR: Jednak w zabawie wzięły udział przede wszystkim osoby homoseksualne, które „mierzą się” z sytuacją prawnie niemożliwą. Wreszcie mają okazję po pierwsze – zawrzeć ślub, po drugie – zawrzeć go na swoich warunkach. Zdjęty na chwilę przez szczególny status performansu zakaz polskiego prawa pozwala ma puszczenie wodzy fantazji. Najpierw te wodze puszczają w słowach przysięgi małżeńskiej. Uczestnicy dostawali nietypowe teksty. W tym typie performansu właśnie przysięga ma znaczenie, tytuł akcji to przecież ślubujęcirówność. Istotą przysięgi jest więc równość.
AM: To oczywiście komentarz do patriarchalnej obietnicy, która mówi o zależności kobiety od mężczyzny. Cudownie, że w związkach jednopłciowych to po pierwsze nielogiczne, po drugie dyskryminujące, etc. Zacytujmy kilka zadań z przysiąg, przygotowanych przez organizatorów:

„Chętnie z Tobą zamieszkam albo nie, otoczę cię miłością, czułością, uwagą oraz
zafascynowaniem, obiecuję nie krzywdzić cię naumyślnie, pomagać ci i wspierać”.

„Wierzę, że jesteśmy sobie pisane i czasem czuję, że znam Cię z poprzednich wcieleń, że jesteś jednym z moich poprzednich wcieleń”.

MR: Organizatorzy przygotowali też stroje, zaznaczmy nie były to tradycyjne stroje ślubne, raczej – jak teksty przysięgi – były wyrazem indywidualnej ekspresji. Każda zmiana stroju automatycznie przenosi nas w inną rzeczywistość, przepełnioną poczuciem wolności i zabawą.
AM: Mistrzem ceremonii był mężczyzna, sam performans odbywał się w wyznaczonym miejscu, w zaznaczonym taśmą kawałku chodnika na Placu Konstytucji. Tym sposobem został odzyskany kawałek publicznej przestrzeni, w której uczestnicy/-czki bawili się dobrze i przekraczali granice normatywnego myślenia. Niektórzy posuwali się dalej, udzielony został bowiem ślub niemonogamiczmy. Marsz weselny zabrzmiał nad głowami trzech mężczyzn.

MR: Podobny poliamoryczny pomysł został urzeczywistniony 30 maja 2011 – ślub trzech kobiet w kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Ten performans przypisywany jest Alece Polis jako wydarzenie pod tytułem O dildowatości moralności. Bywa też opisywany jako akcja Jawnych Partyzantek, której członkiniami prócz Aleki Polis są (bywają) Ewa Majewska, Agnieszka Weseli/Furja – także uczestniczki-bohaterki tego zdarzenia.

AM: Nie wiem, czy najważniejsze jest autorstwo tej inicjatywy, na pewno ważne jest, że performans został zarejestrowany cyfrowo. Utrwalenie zdarzenia było szczególnie istotne, odbyło się ono w kościele, co było dość ryzykownym pomysłem. Performerki, wkraczając na teren świątyni katolickiej z pogańską zabawą, „sprofanowały” kościół, naraziły się na zarzut obrazy uczuć religijnych. W Polsce grozi to sądem. Paru artystów się o tym przekonało, a to samo grozi Ance Zet, o której w tej rozmowie wspominałyśmy, grozi jej to po niedawnej akcji antyaborcyjnej też w kościele, w kościele św. Anny.
MR: Dlatego akcja Jawnych Partyzantek odbyła się szybko i ukradkiem, dlatego potrzebne były osoby zabezpieczające tzw. tyły. Ja występowałam w roli „bodygardki” i świadkini. Z powodu wspomnianych zagrożeń na uroczystość nie zaproszono gości. Widownią dopiero mogły być osoby oglądające rejestrację filmową.

AM: Adrenalina musi być. Bo nazwa – Jawne Partyzantki – zobowiązuje, ponadto akcje tej grupy korespondują z rebelianckimi działaniami Pussy Riot. Jedne działania partyzantek nawiązują do działań Rosjanek aluzyjnie (jak ta ślubna), inne bezpośrednio – jak akcja z kominiarkami nakładanymi na głowy syrenek, stojących przed pałacem kultury podczas Euro 2012. Peformerki narażają się zawsze na konsekwencje prawne, czego nie było w przypadku projektu Podróż. Zwykle udaje się uniknąć kłopotów, ale zagrożenie istnieje. I tak było w przypadku performansu ślubnego. Gdy performerki skończyły akcje, nadjechał radiowóz, wezwany przez wiernego obserwującego „zbezczeszczenie” świątyni. Dlatego akcje tego rodzaju są szybkie, to trochę jak zaburzenie stałej energii, przewietrzenie miejsca.

MR: Ale przypominamy, że to zdarzyło się w kościele przy Placu Zbawiciela. Ten plac z czasem stał się terenem walki o równość, której pretekstem była Tęcza  – instalacja Julity Wójcik. Ale zanim to się stało, w kościele przy Placu Zbawiciela trzy kobiety wzięły ślub, a błogosławiła je czwarta – kapłanka/bogini? Nie było białych sukien, nie było też garniturów. Tylko proste czarne stroje i czerwone chustki.

AM: Ten ślub nie był z pewnością spełnieniem tradycyjnych ślubnych marzeń. Jawne Partyzantki zaproponowały poliamoryczny rytuał między kobietami w niechrześcijańskim obrządku. Odrzuciły więc wszelką polską normę – monogamię, heteroseksualizm i katolicyzm. Jedynym tradycyjnym elementem pozostał ślub. On okazuje się najtrwalszą częścią obowiązującego wzorca społecznego i – zdaje się – wspólnym punktem w komunikacji ze społeczeństwem.

MR: Musi być w końcu coś, co wkurza ogół, co go porusza. Bo performans Jawnych Partyzantek nie ma na celu wpisania się w zawłaszczony rytuał społeczny jak każda z proponowanych akcji zarówno ślubów „naprawdę” jak i ślubów „na niby”. To najbardziej radykalny performans wśród ślubnych akcji performatywnych, raczej nie jest propozycja dla tradycyjnej części społeczności LGBTQ+.

AM: I tu zdaje się docieramy do granicy asymilacyjnej mocy performansu ślubnego.

 

Damski TANDEM Twórczy (Agnieszka Małgowska & Monika Rak), Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 171/2016

 

Damski TANDEM Twórczy: Monika Rak & Agnieszka Małgowska. Istnieje od 2009, przygotował cykle: literacki Żywe radio, performatywny Maryjan i Krystina, filmowy Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną: czytanie dramatu Portret lesbijek we wnętrzu; spektakle: Orlando. Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, Czarodziejski flet, organizuje O’LESS Festiwal, cykl debat Kobieta Nieheteronormatywna, zainicjował projekt A kultura LGBT+ nie poczeka.

 

Agnieszka Małgowska – absolwentka WOT-u, reżyserka, trenerka teatralna, scenarzystka, nauczycielka literatury.
 


Monika Rak – absolwentka WOT-u, aktorka, dramatopisarka, realizatorka autorskich filmów dokumentalnych, videoartów, graficzka.




dtandemt.blogspot.com