O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (XIV)

O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (XIV)

Rozmowa o przedstawieniu i inicjatywie. Tentabulles. Feminist lesbian and other womyn circusproject! Albo Kobiecy cyrk feministyczny.

Agnieszka Małgowska: Tentabulles wreszcie zawitał do Polski. Pokazał swój spektakl w Krakowie – jak to ma w tradycji – z okazji Dnia Kobiet. Jak deklarują twórczynie, to coroczny prezent od kobiet dla kobiet.

Monika Rak: Propozycja jest świadomie i konsekwentnie ograniczona do kobiecego świata. Mówi o tym sama nazwa projektu – w języku angielskim to połączenie dwóch elementów: feministycznego i lesbijskiego – Feminist lesbian and other womyn circusproject. W polskim tłumaczeniu – Kobiecy cyrk feministyczny – przymiotnik „lesbijski” znika. Nie wiem, dlaczego, bo idea cyrku przez to się nie zmienia. Nadal jest radykalna jak na czasy poprawności politycznej. Wątpliwości budzi jasne określenie osób uczestniczących i widzek.

AM.: Na widowni mogą bowiem znaleźć się tylko kobiety biologiczne i osoby trans.   Tę decyzję organizatorki tłumaczą potrzebą poczucia bezpieczeństwa, intymności, chęcią dzielenia się energią z osobami o podobnym doświadczeniu. A podczas przygotowań daje to im komfort pracy, pozwala „odpuścić sobie” tłumaczenie rzeczy podstawowych, skupić się na działaniu. Uczestniczki podkreślają, że nikogo nie chcą wykluczać, potrzebują swojego kawałka czasu i przestrzeni.

MR.: Potrzeba nie jest przelotna, bo już od jedenastu lat dziewczyny/kobiety z Europy spotykają się raz do roku w innym mieście europejskim, by przez tydzień pracować nad spektaklem. Wiek i umiejętności teatralno-cyrkowe nie są najważniejsze – część uczestniczek pierwszy raz bierze udział w takim przedsięwzięciu, inne mają doświadczenie, zdobyte podczas poprzednich edycji, jeszcze inne to profesjonalistki.

AM.: Nad całością czuwają dziewczyny na co dzień związane z teatrem lub cyrkiem, tworzące własne przedstawienia. Kim są? Znamy tylko ich imiona: Maiwenn Anja, Rike, Claire. Tak się przedstawiają w ogłoszeniach. W tej kolektywnej, demokratycznej inicjatywie nie ma nazwisk.

MR.: Czasem nie ma też tytułów przedstawień, które zstępuje nazwa zespołu. Może to sposób na utrwalenie w świadomości społecznej całej inicjatywy, poświęconej „babskiemu” tematowi, który jest wizualizowanyw każdym pojedynczym wydarzeniu.AM.: Rejestracje dwóch spektakli Tentabulles były pokazywane w Polsce, w Krakowie. Pierwszy, bez tytułu, zaprezentowano w 2013 roku, drugi Monopoli – w 2014 roku podczas krakowskiej edycji O’LESS Festiwalu. A w tym roku miałyśmy wreszcie okazję zobaczyć spektakl na żywo w klubie Caryca na krakowskim Kazimierzu.

MR.: Caryca to niezbyt duża przestrzeń. Zastanawiałam się, jak zmieści cyrkowe pokazy, ale jednak się udało. Przestrzeń została pomyślana symultanicznie, ale nie tylko artystki były mobile, do ruchu zachęcone zostały też widzki, umieszczone w środku wydarzeń stanęły wobec konieczności stworzenia wspólnego, aktywnego ciała, poruszanego działaniami aktorek.

AM.: Punktem wyjścia spektaklu jest mieszkanie dwóch młodych kobiet. Poznajemy je, kiedy odpoczywają na czerwonej kanapie w salonie, po jakimś czasie para przenosi się do sypialni z wielkim łóżkiem. Ale nie jest ono typowe, stoi otoczone rusztowaniami, które posłuży do tańca akrobatycznego, substytutu aktu seksualnego, po którym dziewczyny zapadają w sen -̶ źródło opowieści.

MR.: Zanim się zanurzymy w tę opowieść, warto sobie uświadomić, jakim językiem jest ona prowadzona. Bo język jest wieloelementowy. Mamy zatem techniki teatru szeroko rozumianego: od cyrku, klaunad, chinese pole, trapezu, przez akrobatykę, pantomimę, żonglerkę po teatr słowa. Zaznaczmy, że słowo w przedstawieniach Tantabulles jest najmniej ważnym elementem. Zwykle pada kilka zdań, pojedyncze wyrazy, powtarzane w paru językach, którymi mówią uczestniczki. Znaczące i niespotykane jest to, że aktorki nie muszą znać angielskiego, co może być powodem poszukiwań niewerbalnej formy ekspresji. O tym jeszcze powiemy, a teraz wróćmy do spektaklu.

AM.: Opowieść rodzi się zatem ze snu dwóch kobiet, podczas którego spod ich łóżka wypełzają, wychodzą, wyskakują kobiety… klaunki. Wszystkie mają sztuczne czerwone nosy-piłeczki, ale każda postać to inna figura – w różnym wieku, o innym typie urody i z odmiennym temperamentem. Z grupy wyróżniają się dwie postaci. Pierwsza charakteryzuje się wielkim brzuchem i dwoistością genderową. Może być więc rubasznym mężczyzną z brzuchem piwnym lub kobietą w ciąży.

MR.: Cudownie, że w tym spektaklu nie trzeba wybierać płci – mamy dwoje w jednym, których łączy osobowość kontestująca, znudzona, ociężała. To klasyczna maruda, która należy do orszaku samozwańczej królowej – niegroźnej parodii władczyni – nie do końca nie radzącej sobie z podwładnymi.

AM.: To także druga postać charakteryzująca się frenetyczną energią. Dlatego przewodzi grupie i uruchamia żywioł zabawy – nieobliczalny, kpiarski, wprowadzający chaos, który zmienia status rzeczywistości. Klaunki zamieniają łóżko w łódź i płyną do Nowego Wspaniałego Świata. A jest nim paradoksalnie… mieszkanie śpiącej pary lesbijek. Wszystko tu jest dla nich niezwykłe – kanapa, krzesło, lampa, rama od obrazu.

MR.: Do tego stopnia interesujące, że trzeba je… „zajumać”! Bo cóż innego mogą zrobić plebejskie rebeliantki? Tylko lekceważyć normy moralne i tworzyć nowe fantazje wokół wykradzionych rekwizytów.

AM.: Mamy więc kilka teatralnych etiud. Na początek podwójna opowieść o lampie –przedmiocie adoracji. Widzimy jak jedna z klaunek – nieśmiała, wrażliwa – usiłuje poderwać lampę-oblubienicę – subtelnie, z zawstydzeniem, przy wsparciu stojącej obok „mentorki”. W drogę niespodziewanie wchodzi jej butchowata, pewna siebie dziewczyna. Sytuacja się komplikuje. Ale nie poznajemy wyboru lampy, bo zostaje porwana przez całą grupę klaunek i opiewana jak bogini przez chór dziwnych dźwięków, układających się w niewerbalną pieśń.

MR.: W drugiej etiudzie kolejny przedmiot-rama nie jest już pierwszoplanową bohaterką, jedynie towarzyszy zabawie w stylu chinese pole. To akrobatyczny taniec na rurze, wokół której skupia się kobieca fizyczna energia. Próbuje nad tą nieokiełznaną siłą zapanować kolejna samozwańcza władczyni nazwana carycą. Jednak zostaje natychmiast „spacyfikowana”, odesłana ze stosem książek, by zdobyła wiedzę o demokracji. Pozostałe akrobatki wracają do gry i przy okazji demaskują estetykę tańca na rurze, zmieniając jego erotyczną prowokację na szaloną zabawę, którą utrwalają sweet fotami, robionymi za pomocą ramy.

MR.: Trzecia etiuda unosi nas w górę – dosłownie i metaforycznie. To moja ulubiona scena na trapezie. Oglądamy liryczną miłosną impresję wyhuśtaną w przyćmionym zielonkawym świetle. Kilka par, jedna po drugiej, wykonuje płynne ewolucje w powietrzu, które opowiadają o czułości i bliskości dzięki harmonijnemu ruchowi ciał.

AM.: Pora powiedzieć o ciele w Tantabulles. Wielką zaletą tego przedsięwzięcia jest uczynienie ciała centrum działań, punktem wyjścia niemal każdej aktywności. Nie jest ono traktowanie przedmiotowo ani jedynie estetyczno-seksualnie. Tu ciało umożliwia komunikację przez dotyk, głos, emocje. Wyraża różnorodność uczuć przez ruch i fizyczną ekspresję. Tu miłość fizyczna nie jest pokazywana dosłownie, a dzięki umiejętnościom akrobatycznym, tanecznym ciała może zdarzyć się na ziemi i w powietrzu.

MR.: Dlatego scena z trapezem jest poetycka i zakończona zwieszeniem na nim krzesła, wyniesionego z mieszkania udomowionych lesbijek. Dla mnie krzesło na trapezie to znak rozmowy na innym niż dosłowny poziomie.

AM.: Niedosłowność dyskusji potwierdza scena zwierzęca. Trzy dzikie zwierzęta: krokodyl, tygrys, niedźwiedź uosobią trzy religie – islam, buddyzm, chrześcijaństwo. Jest z nimi też zwierzę domowe – krowa, która z czasem wyłamuje się z paczki i robi notatki. Zwierzęta wchodzą ze sobą w konflikt, gdy pojawia się kobieta ubrana modnie i seksownie, co sugeruje, że jest wolna od zwierzęcości, czyli religijnych miazmatów. Podrzuca dzikusom maczugi żonglerskie. Początkowo krokodyl, tygrys, niedźwiedź niechętnieprzyłaczają się do zabawy,, przede wszystkim walczą z agentką, potem wciągają się i z werwą żonglują maczugami jak religijnymi dogmatami. Z czasem agentka wycofuje się po angielsku, a odwieczni śmiertelni przeciwnicy zjednoczyli się przeciw wspólnemu wrogowi. Jakiej idei agentką jest ta wrogini? Ateizmu? Ekumenizmu? Nie potrafię odpowiedzieć. Ale jest skuteczna, odnosi sukces, jak się okazuje, we współpracy z inną tajną agentką – krową. Ich układ ujawnia tak zwana piątka.

MR.: Zwierzęca etiuda to inny przejaw niewerbalnego języka Tantabulles. Krokodyl, tygrys, niedźwiedź nie są postaciami z bajki, które posługują się ludzką mową, mają swój własny, dziwny sposób wyrażania się. W tej animalnej wersji taki język jakoś się tłumaczy, ale w przedstawieniu Monopoli takim samym językiem posługują się też kobiety. Brzmi to jak bełkot i robi wrażenie jakby postacie cofnęły się do czasów homonidalnej pramatki Lucy albo znalazły się w szpitalu dla psychicznie chorych. Tymczasem jesteśmy świadkami pokazu w nieograniczonym języku emocji. Bohaterki wyją, jęczą, krzyczą i tym samym naruszają normy. Najpierw tzw. zdrowia psychicznego – niektóre z bohaterek wpadają w szał, przesadę, histerię, miotają się. Potem przekraczają granice estetyczne – wydłużają swe emocjonalne hiperbolizacje, nadwyrężając cierpliwość widzek i teatralny uzus. Zaczynają nas albo przerażać, albo śmieszyć, albo zniesmaczać. Ale są wolne.

AM.: Bo ten spektakl to sen o wyimaginowanym kobiecym świecie, w którym bohaterki robią, co chcą, w którym twórczynie przemycają idee, także polityczne. W opowieść wkradł się bowiem motyw władzy, który pewnie związany jest miejscem pokazu – z klubem Caryca. Poznajemy królową-klaunkę, carycę i tajną agentkę, które reprezentują różne wcielenia przywództwa – tajnego, jawnego, samozwańczego. Ale władza nigdy nie działa przeciw podwładnym, a jeśli próbuje – zostaje obalona.

MR.: W tym idealnym ekosystemie historia ze zwykłego lesbijskiego mieszkania – wzmocniona przez wehikuł snu i teatr – rozrosła się do rozmiarów całego klubu, wniknęła w publiczność, przez którą idee mogą się rozprzestrzenić. W spektaklu nie ma klamry, historia nie wraca więc do swego początku, ani tego realnego, ani sennego. Kobieca rzeczywistość o niejasnym statusie realno-oniryczno-teatralnym nie cofa się, zostaje w swej niejednorodnej, zdekonstruowanej formie tu i teraz. Przemiana w umownej rzeczywistości nie zostaje zdemaskowana jako iluzja. Widzki i aktorki spotykają się w świecie po transgresji.

AM.: A zostały do tego zaproszone na początku pokazu, kiedy konferansjerka bezpośrednio zwraca się do widzek – lesbijek, osób trans, feministek. Gościnie spektaklu wydobyte z ciemności i anonimowości, określone jako lustrzane odbicie artystek, ruszyły wraz z nimi we wspólną podróż – mission possible – z przekory, w rytm słynnego motywu muzycznego mission impossible

MR.: Ta misja się udaje, ale ma mały zasięg. Inicjatywa jest tak niszowa, że nawet wewnątrz środowiska feministyczno-lgbtowskiego niezbyt znana. A szkoda, bo to naprawdę z wyczuciem i humorem przygotowana teatralna propozycja, w której style i techniki teatralne wykorzystane są do opowiedzenia o kobiecych emocjach, przeżyciach o kobiecym imaginarium, które można choć na chwilę zmaterializować.

AM.: Szkoda też, że taki potencjał nie może lub nie chce okrzepnąć w zawodowstwie. Mimo cykliczności jest incydentalny, nie ma stałej grupy, tworzącej taki rodzaj teatru. Jakże byłoby pięknie, gdyby Tantabulles zamienił się w lesbijski Cirque du Soleil.

MR.: Pięknie, ale zostańmy na ziemi i czekajmy na kolejny spektakl Tentabulles gdzieś w Europie.

Damski TANDEM Twórczy (Agnieszka Małgowska & Monika Rak), Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” 137/2015
Damski TANDEM Twórczy, Monika Rak & Agnieszka Małgowska, istnieje od 2009, przygotował cykle: literacki Żywe radio, performatywny Maryjan i Krystina, filmowy Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną, czytanie dramatu Portret lesbijek we wnętrzu; spektakle: Orlando. Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka; Czarodziejski flet (współpraca reżyserska), organizuje O’LESS Festiwal, współorganizuje cykl spotkań Kobieta nieheteronormatywana.
Agnieszka Małgowska – absolwentka WOT-u, reżyserka, trenerka teatralna, scenarzystka, nauczycielka literatury
Monika Rak – absolwentka WOT-u, aktorka, dramatopisarka, realizatorka autorskich filmów dokumentalnych, videoartów, graficzka
dtandemt.blogspot.com