O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (XV)

O TEATRZE LESBIJSKIM W POLSCE (XV)

Rozmowa o performansie. Śluby. Cz. 1. Performans „na prawdę”. Małgorzata Rawińska & Ewa Tomaszewicz oraz Ania & Greta

Dlatego muszę walczyć dalej, taki mój los. I nie spocznę, aż stanę z Ygą na ślubnym kobiercu!
Anka Zet

Agnieszka Małgowska: Pora na performans lesbijski. A skoro – jak twierdzi Richard Schechner – performans jest przede wszystkim kwestią oka i ucha, moje oko i ucho rejestruje bardzo wiele działań homoseksualnych czy niehetronormatywnych „jako” performansy. A biorąc rzeczy właśnie ”jako” performans, można dostrzec sprawy zwykle ukryte. Sam performans skrywa się „pomiędzy”. Między życiem a teatrem. Między faktami rzeczywistymi a medialnymi, między oryginałem a kopią. Spróbujemy zmierzyć się z tym nieuchwytnym tematem w kilku rozmowach.

Monika Rak: Prawdę powiedziawszy z tematem już się mierzymy, bo gdyby przyjąć najszerszą definicję performera, która mówi, że jest nim osoba występująca przed publicznością i która jest zarówno twórcą jak i materią sztuki, to tym sposobem każda osoba nieheteronormatywna, biorąca udział w artystycznych, paraartystycznych działaniach, wykorzystująca swe ciało i własną historię, jest performerem/performerką. Jej aktywność w przestrzeni publicznej jest zatem aktem performatywnym, czyli większość – jak nie wszystkie – działania społeczności LGBT można potraktować „jako” performans, a nasze rozmowy w ramach cyklu „O teatrze lesbijskim w Polsce” byłyby wówczas – w znacznej części – opisami performansów.

AM.: Jak najbardziej, ale to, co do tej pory analizowałyśmy, to były formy zamknięte, z elementem performatywnym, teraz proponuję, żebyśmy się skupiły na formach, które są otwarte, bywają całkowicie spontaniczne lub częściowo przygotowane, dzieją się w wyraźnej relacji z publicznością, w przestrzeni publicznej – realnej (ulica, domy, kluby) lub wirtualnej.

MR.: Zaczniemy od performansu ślubnego – znaku performatywnego tożsamościowo-asymilacyjnej polityki środowiska LGBT, które domaga się związków partnerskich i małżeństw. Opowiemy – oczywiście – o ślubach lesbijskich, choć performatywnie ślubują sobie również geje – przypomnijmy słynne Moje Wielkie Krakowskie Wesele z 2014 roku.

AM.: Nie trudno zrozumieć, dlaczego ślub jako homoseksualny performans stał się tak popularny i pojawia się w przestrzeni publicznej. W Polsce ślub cywilny/kościelny między osobami tej samej płci jest nielegalny, dla par jednopłciowych dostępne są jednie śluby humanistyczne, udzielane przez celebrantów humanistycznych. Taki ślub dla par heteroseksualnych ma status cywilnoprawny, dla homoseksualnych – nie, choć de facto dla obu par homo i hetero te uroczystości mają charakter performatywny, Mają jednak bardzo mały zasięg, traktowane są jako elitarny, powiedziałabym hipsterski, akt, niezbyt wpływający na świadomość społeczną.

MR.: Dlatego dopiero śluby cywilne/kościelne mogą być przykładem performansu oporu, wykorzystującego rytuał zawłaszczony prawnie przez hereonormatywny świat. Odzyskanie tego rytuału niedostępnego dziś dla społeczności LGBT jest sposobem zmiany rzeczywistości.

AM.: Warto się zastanowić, na czym polega ta symboliczna moc ślubu. Przede wszystkim jest rytuałem, a według Emile’a Durkheima rytuały ucieleśniają ideę. Są myślą-w-działaniu lub myślą-jako-działaniem. Są więc performansami, w których odgrywa się znane wzorce tekstowe i zachowaniowe, co oznacza, że konstytuują one rzeczywistość. Jako rytuał ślub zaliczany jest do tzw.. rytuałów przejścia, oznacza to przejście z jednego etapu życia do innego, z jednej rzeczywistości do drugiej. A przez to jest głęboko zakorzenioną, wdrukowaną potrzebą przekraczania i symbolicznego urzeczywistniania nowych sytuacji, wiemy bowiem, jakie ma ono religijne i społeczne znaczenie.
MR.: … i jak nas włącza ono w życie wspólnotowe. Dlatego osoby ze społeczności LGBT będą dążyć do zalegalizowania tego rytuału, żeby poczuć się pełnoprawnymi obywatelami. Ślub jest więc doskonałym narzędziem polityki asymilacyjnej LGBT, a performans ślubny jest sposobem komunikowania takie potrzeby.

AM.: Już dziś w Polsce można ślubne homoseksualne performansy podzielić – za Richardem Schechnerem – na performansy „na niby” i „na prawdę”. Przyjrzyjmy się na początek performansom „na prawdę”, które zacierają albo sabotują granicę między światem performansu a codzienną rzeczywistością. Określenie „na prawdę” musimy traktować uważnie, już sama forma nieortograficznego zapisu podpowiada nam, że „na prawdę” jest pęknięte. Chociażby dlatego, że pary homoseksualne zawierające ślub realizują swój cel częściowo. Bo albo ich uroczystość jest nieważna z prawnego punktu widzenia, albo jest ważna, ale jest wynikiem swoistego triku. Opowiedzmy teraz o konkretnych wydarzeniach.

MR.: „Na prawdę” performatywne w Polsce były śluby Ewy Tomaszewicz & Małgorzaty Rawińskiej i Ani & Grety. Oba były wydarzeniami medialnymi, budziły ogromne emocje, zostały opisane w prasie, sfilmowane dla telewizji, lajkowane w internecie. Zacznijmy od ślubu w powietrzu – Ewy Tomaszewicz & Małgorzaty Rawińskiej. Uroczystość odbyła się 6 grudnia 2011 na pokładzie samolotu szwedzkich linii lotniczych SAS na trasie Sztokholm – Nowy Jork. Była nagrodą za udział w konkursie „Love is in the Air” skierowanym do par jednopłciowych z całego świata. Ewa i Małgorzata zajęły drugie miejsce, ale organizatorzy i tak je nagrodzili.

AM.: Ten performans był świadomym aktem, obliczonym na konkretny efekt. Małgorzata Rawińska i Ewa Tomaszewicz, aktywistki LGBTQ, twórczynie kabaretu „Barbie Girls” wiedziały, że ich gest jest jedynie gestem symbolicznym. Małgorzata tak odpowiada na pytanie dziennikarki „Gazety Wyborczej” – Magdaleny Dubrowskiej:

Dlaczego wzięłyście udział w konkursie, skoro ten papierek nic w Polsce nie znaczy?
Żeby zaczął coś znaczyć. Żeby zwrócić uwagę społeczeństwa i polityków, że ileś setek tysięcy osób odczuwa potrzebę takiej regulacji prawnej. (…) To jest strasznie fajne, jak stoi przed tobą trzydziestu kilku dziennikarzy i masz szansę na cały świat puścić informację: słuchajcie, w Polsce może nie jest tak strasznie, ale wciąż nie możemy zawierać związków, a bardzo byśmy chcieli.

MR.: Te śluby są nastawione na reakcje publiczności – tej heteroseksualnej, heteronormatywnej. Ale także są aktami wzmacniającymi tę znaczną część środowiska LGBT, która pragnie asymilacji. Podobnie myślały Ania i Greta, bohaterki drugiej uroczystości, o której opowiemy później. One też wiedziały, że ich ślub nie jest tylko prywatnym wydarzeniem. Tak o tym czytamy w „Gazecie Wyborczej”:

Mają nadzieję, że ich gest będzie miał moc oddziaływania. Pragną „zachęcić osoby w podobnej sytuacji do odwagi w wyrażaniu swojego ja”. Odwagi cywilnej chcą też nauczyć swoje przyszłe dzieci. „Wychować je w duchu tolerancji i otwartości, po prostu na dobrych ludzi”.

AM.: Widownia jest wpisana w każdą uroczystość ślubną – są nimi goście, rodzina, przyjaciele, ale w przypadku performatywnych homoślubów jest ona znacznie szersza i do tego nietypowa. Na uroczystości Ewy i Małgorzaty widownią byli – obsługa samolotu, a przede wszystkim dziennikarze. Bo na tym ślubie, w przeciwieństwie do ślubu Ani i Grety, nie było rodzin, świadkiń wybranych z serca. Wymusiło to miejsce, w którym odbyły się zaślubiny – pokład samolotu. To była uroczystość w powietrzu,….

MR.: ….czyli lesbijskie bujanie w obłokach?

AM.: Niezupełnie. Bo powietrze to tzw. miejsce liminalne, bardziej przejście miedzy miejscami niż miejsce samo w sobie, ale o mocy pustki, która jest otwarta na wszystkie rodzaje możliwości. Czyż taka pustka powietrzna poprzez performans nie może stać się każdym miejscem, które wytwarza nowe idee?

MR.: Może i stała się – miejscem ślubu dwóch polskich lesbijek – miejscem performansu, który był wynikiem – co wydaje mi się szczególnie ważne – konkursu, którego „jurorami” mogli być wszyscy – Polacy i Polki. Sam konkurs okazał się więc spontanicznym referendum w sprawie związków partnerskich, rodzajem preperformansu, który – jak niektórzy twierdzą – udowodnił, że społeczeństwo polskie gotowe jest na związki partnerskie.

Dostałyśmy 71 tys. głosów. – mówi Małgorzata Rawińska – Dla porównania para, która wygrała w edycji amerykańskiej otrzymała 4,5 tys. Nasza strona na Facebooku liczy sobie ponad 12 tys. fanów, a strona pary niemieckiej, która wygrała, 600. Przez cały czas otrzymujemy setki wyrazów poparcia. Poza tym z Polski startowało 37 par. Jedna trzecia wszystkich głosów w tym konkursie pochodziła z naszego kraju. Trzecie miejsce zajęli chłopcy z Warszawy i w ogóle my, Polacy, zdominowaliśmy pierwszą dwudziestkę. 

AM.: Homoseksualny performatywny ślub jest mieczem obosiecznym, bo wzmacniając solidarność społeczności LGBT i przyjaciół, wzmacnia też opór heterospołeczności. Jednocześnie jednak wpuszcza” w świat nową opowieść, która niemal natychmiast została wykorzystana w serialu o ogólnopolskim zasięgu – w rodzinnych, wydawałoby się, bardzo konserwatywnych „Barwach szczęścia”. Niestety, w telewizyjnej wersji lesbijki stały się gejami. To już inny problem, tak czy tak, performans zadziałał.

MR.: Życie społeczne jest potwierdzane od wieków heteronormatywnymi powtarzanymi aktami performatywnymi, opowieść ślubno-samolotowa powielana, chciałby przez niezliczone powtórki odcinka serialu, utrwala nowy porządek z homoseksualnym małżeństwem. Jak twierdzi Emile Durkheim powtarzając rytuały, tworzy się i podtrzymuje „solidarność społeczną”.

AM.: Gdyby ta solidarność społeczna doprowadziła do usankcjonowania związków partnerskich, homoseksualny performans ślubny zamieni się w niehomofobicznym świecie w innym performans, już nie „oporowy”, bardziej z zaakcentowaną funkcją zabawy. Małgorzata Rawińska zapowiada bowiem: Moim marzeniem jest wziąć ślub tutaj, w Warszawie. W urzędzie stanu cywilnego na pl. Zamkowym. I dojechać tam tramwajem.

MR.: Na to zatem czekamy, schodząc na ziemię i zapraszając na ślub Ani & Grety, który odbył się 12.09.2010 w Żelazowej Woli. Miejsce nie było wybierane celowo, po prostu jedna z dziewczyn pochodzi z tych okolic….

—————————————————————————————————————————

[MR.: Na to zatem czekamy, schodząc na ziemię i zapraszając na ślub Ani & Grety, który odbył się 12.09.2010 w Żelazowej Woli. Ale o nim opowiemy w następnej rozmowie.]

————————————————————————————————————–

AM.: … ale nieheteronormatywny ślub w miejscu narodzin ikony tradycyjnej polskości – Fryderyka Chopina może być odebrany jako policzek dany polskiej narodowej dumie. Rytuał odtworzony w tym „świętym” miejscu to jednocześnie wpisanie się w heteronormatywny porządek i rozbicie go. Inaczej dokonuje się tu przewrót niż to było w przypadku ślubu Małgorzaty i Ewy.

MR.:. Ania i Greta weszły na rytualną scenę ślubną z kilkoma zasadniczymi modyfikacjami – w nietradycyjnym stroju, z dwiema świadkiniami (dwie kobiety, a nie para mieszana), nieheteroseksualną orientacją i co najważniejsze – z nieoczywistą płcią. Ania bowiem jest w świetle prawa Janem, ale identyfikuje się ze swą kobiecą częścią osobowości. Jednak jedynie jako Jan mogła legalnie poślubić Gretę, ale intencjonalnie zrobiła to jako Ania. Greta ślubując przemyciła imię Ani w przysiędze. Stad tytuł artykułu o wydarzeniu, który ukazał się w Gazecie Wyborczej – „Dwie kobiety wzięły ślub” pióra Marty Konarzewskiej i Piotra Pacewicza.

AM.: K’woli ścisłości to wydarzenie raczej należałoby nazwać lesbijsko-transowym, albo – jak twierdzi Marta Konarzewska – queerowym. „Centrum” tych pojęciowych zmagań wyznaczał/a Jan/Ania. My skupiamy się na relacji między pannami młodymi, a zatem kobiecej osobowości Jana,

MR.:. Jan swą kobiecość manifestuje m.in. przez ubranie. Dlatego wybór ubioru ślubnego okazał się dla niej nie taki prosty:

Początkowo chciałam być radykalna i iść w białej sukni. Ale zrobiło mi się żal rodziców. Ubrałam się tak, aby mogli zobaczyć we mnie tego chłopca, którego wychowywali tyle lat.

W efekcie panny młode wystąpiły w kostiumach ze spodniami, w stylu uniseks, obie miały makijaż – zaznaczmy – dyskretny. Kolor strojów był filetowy jak barwa flag – lesbijskiej i transowej.

AM.: Ciekawe, że Rawińska i Tomaszewicz też wybrały spodnie jako element ślubnym stroju. W ich przypadku to raczej wybór zgodny z ich gustem, obie na co dzień raczej sukienek nie zakładają. Na razie więc na lesślubach nie ma żadnych bezowatych sukni, choć Ania zapowiedziała, że suknię na ślub humanistyczny włoży. Jaka ona będzie – nie wiadomo.

MR.:. Mam poczucie, że te ślubne performansy są przycinane do potrzeb mieszanej publiczności – nie tylko „kostiumologicznie”. Nie ma tu estetycznych ekstrawagancji. Gości/gościnie bowiem nie zaprezentowali swoich osobowości przez strój, choć właśnie tak zwykle pokazują swą odmienność, wymykając się genderowej oczywistości. Wszystko tym razem było „dość” grzeczne. Ale celem tego wydarzenia jest wizualizowanie idei: niech nas zobaczą, jesteśmy tacy sami/same.
W końcu uroczystości towarzyszyła kamera, następnego dnia ukazał się artykuł w „Gazecie wyborczej”, kilka miesięcy potem – film. Medialnie chodziło o to, żeby ocenić ten ślub jako: mniej oczywisty, ale na pewno nie heteroseksualny.

AM.: Jednak główne performerki – panny młode, ich świadkowe oraz urzędnik stanu cywilnego. zburzyli tradycyjny porządek. Szczególna w tym procesie jest sytuacja mistrza ceremonii, reprezentującego homofoniczne państwo. Uśmiechnięty urzędnik udziela nieświadomie ślubu nieheteronormatywnej parze. Performer biorący udział w performansie wbrew prawu. To do niego najbardziej odnoszą się słowa z prasowej relacji: udało im się zagrać na nosie polskiej tradycji i prawu.

MR.: W przeciwieństwie do „powietrznego” ślubu, goście Ani i Grety to rodzina i przyjaciele, czyli w większości działacze, artyści, aktywiści LGBTIQ. Same byłyśmy na tym ślubie. Zostałyśmy włączone w performans zbiorowy, w którym kolorowy freakowy świat wziął jawnie udział w tradycyjnej uroczystości ślubnej. Poza pannami młodymi goście/gościnie również doświadczyli przemiany, mieli tego świadomość, byli poruszeni, ale pozwalali sobie też na żarty o spotkaniu takiej ilości „zboczeńców” w jednym miejscu – można to zobaczyć w filmie „Coming out po polsku”.

AM.: To wszystko jest jeszcze nietrwałe, ale musimy pamiętać, że nawet jeśli moment przejścia nie zmienia sytuacji na stałe, nie jest w pełni liminalny, tylko – jak chciał Victor Turner – limionidalny, czyli zmieniający status quo tymczasowo, to uroczystość w Żelazowej Woli jest precedensem. Daje początek zmianie. I dlatego ślub performatywny w społeczności LGBT jako akt przejścia będzie powtarzany aż do skutku. Dopóki małżeństwa homoseksualne nie zostaną uznane w Polsce.

MR.: Opisane śluby „na prawdę” były wynikiem szczególnych sytuacji, które umożliwiły zawarcie tych małżeństw – na oczach całej Polski. To tylko dwa takie „jawne” lesbijskie śluby, które po pierwsze informują, że jest taka potrzeba w społeczeństwie, po drugie pośrednio donoszą, że w Polsce mieszkają małżeństwa lesbijskie, które zawarły związek poza granicami kraju, ale ich prawa uzyskane w wyniku leganie zwartego małżeństwa poza granicami Polski, w samej Polsce nadal nie mają znaczenia.

AM.: Niecierpliwie czekamy na zmianę, a w kolejnym tekście opowiemy o ślubnych performansach „na niby”.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.