Tańczyć, czyli kochać (OCD Love)

Tańczyć, czyli kochać (OCD Love)

Tegoroczną edycję Międzynarodowego Festiwalu Tańca Współczesnego „KRoki” zwieńczył pokaz izraelskiego OCD Love. Organizatorzy nie zawiedli i na koniec zafundowali publiczności perełkę estetyczno-dźwiękową. Co tu dużo pisać – spektakl był po prostu tak piękny, że z powodzeniem mógłby znaleźć się w przewodniku po teatrze tańca dla żółtodziobów. Koniecznie z ostrzeżeniem o nadmiarze pozytywnych odczuć wizualno-dźwiękowych.

Kiedy na scenie pojawia się pierwsza tancerka, cała uwaga koncentruje się na jej ciele o nienagannej sylwetce. Z widocznym każdym mięśniem, niczym u Rodinowskich rzeźb, zgina i rozprostowuje ręce, eksponuje umięśnione plecy, co z kolei odsyła do kolejnych kliszy kulturowych – tym razem do wizerunku tytana Atlasa dźwigającego nieboskłon. Działaniom tancerki towarzyszy narastająca, rytmiczna muzyka. Początek spektaklu staje się zarazem symboliczną, pełną liryzmu opowieścią o stwarzaniu. Czy o rodzeniu się miłości, jak sugerowałby tytuł? Raczej nie, bo twórcy decydują się jednak – nawet w kontraście do nieustającego, pulsującego i wzmagającego się rytmu muzyki – na budowanie fabuły mniejszymi partiami i w sposób dosyć tradycyjny, bo linearnie (odmienne są tylko środki wyrazu – taniec i muzyka). Wspomniana tancerka stwarza więc siebie samą, a w bardziej uniwersalnym wymiarze – człowieka. Z kolejnymi artystami, którzy pojawią się na scenie, będzie na ogół podobnie – aby rozpocząć swoją historię miłosną, muszą najpierw wykreować siebie. Czyli wytańczyć swoją indywidualność sceniczną, swoją wrażliwość, sposób reagowania na muzykę i wreszcie – na innych tancerzy.

Tancerze w OCD Love sprawiają wrażenie, jakby stanowili jeden organizm. Co prawda nie brakuje sekwencji, w których tancerz lub tancerka stoją samotnie wobec grupy przeciwstawiających się ciał, ale ostatecznie wszelkie antagonizmy rozmywają się w tanecznym splocie. W ruchach można dopatrzyć się zarówno baletowej precyzji (szczególnie w figurach diagonalnych dążących do skrajnego napięcia), jak i swobody, radości i nieskrępowania właściwego trendom we współczesnym tańcu. Kostiumy opracowane przez Odelię Arnold we współpracy z pozostałymi członkami zespołu spójnie wpisują się w estetykę całości – swą prostotą nie odwracają uwagi od piękna tańczących i poruszających się ciał.

Muzyka stworzona przez Oriego Lichtika stanowi jeden z komponentów, bez którego nie byłoby tego przedstawienia. Pulsujące dźwięki nie tylko pełnią funkcję dynamizacji ruchów tanecznych, ale i dopełniają opowieść o emocjach i pasji. Poza tym muzyka oddziaływała na tyle mocno, że i wśród widowni można było dostrzec osoby wystukujące – często nieświadomie – ręką lub nogą jej rytm.

W OCD Love właściwie nie ma na co narzekać. Spektakl wydobywa piękno ciał zharmonizowanych w rytm muzyki – nic tu nie dzieje się przypadkowo, nie ma miejsca na pomyłki, brak niedociągnięć. I chyba właśnie ta precyzja, doprowadzona do granic możliwości, wskrzesza we mnie iskrę nieufności i myśl, że temu estetycznemu cudowi brakuje jednak… życia. Tej chwili zawahania czy niepewności, która niczym szczypta soli, doprawiłaby precyzję.

 

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 173/2016

 

Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego „KRoki”, 13-22 maja 2016, Kraków

 

L-E-V Dance Company/Sharon Eyal, Gai Behar (Izrael)

OCD Love

twórcy: Sharon Eyal, Gai Behar

dźwięk: Ori Lichtik

światło: Thierry Dreyfus

kostiumy: Odelia Arnold we współpracy z Gonem Biranem, Rebeccą Hytting, Sharon Eyal, Gaiem Beharem

obsada: Gon Biran, Rebecca Hytting, Mariko Kakizaki, Leo Lerus, Douglas Letheren, Keren Lurie Pardes

premiera: 2015

fot. Ron Kedmi