Tajne akta zamiast portretu rodzinnego (The Institute of Memory)

Tajne akta zamiast portretu rodzinnego (The Institute of Memory)

Małą familijną historię buduje się najczęściej drobiazgami i oczywiście masą amatorskich, często ułomnych fotek. Ale zdarzają się przypadki, gdy kontekst historyczny i społeczny może doprowadzić do sytuacji, w której danemu człowiekowi odmawia się prawa do historii rodzinnej zapisanej w sentymentalnych artefaktach. Pozostaje wówczas wyzyskać co się da ze źródeł bardziej oficjalnych. Taką właśnie drogę obrał reżyser Lars Jan, przesłuchując archiwalne nagrania z podsłuchu telefonicznego czy wertując raporty tajnych agentów.

A wszystko po to, by wreszcie dowiedzieć się prawdy o tajemniczym ojcu. Oprócz grzebania we wspomnianych już archiwach, reżyser sięga także po dokumentację medyczną – wyniki badań, kolejne diagnozy pogłębiającej się u ojca schizofrenii, zdjęcia rentgenowskie, prześwietlenia mózgu… Jest w tym rodzaj gorzkiej ironii, gdy dokumenty medyczne skrupulatnie odnotowujące powolny rozkład ciała Henryka Stanisława Ryniewicza – bo tak nazywał się ojciec Jana – teraz mają posłużyć za materiał do załatania dziur w i tak skąpych informacjach na jego temat. Idąc za realizatorami, warto zwrócić uwagę, że już sam rodzaj nośnika pamięci generuje określony sposób tworzenia narracji. Inaczej na wyobraźnię działa zdjęcie, inaczej nagranie rozmowy telefonicznej, a jeszcze inaczej odręcznie wypisany akt zgonu. The Institute of Memory wykorzystuje narzędzia właściwe teatrowi do próby odpowiedzi na nurtujące artystę pytania. Pytania z kategorii uniwersalnych – o prawo do wolności i o jej granice, o poszukiwanie własnej tożsamości, o wszechobecną kontrolę władzy – są przecież wciąż aktualne i ważne. W roli alter ego Larsa Jana pojawi się dwóch aktorów-performerów, Andrew Schneider i Sonny Valicenti. Jan to nie jedyna postać, jaką powołają na scenę – posługując się bardzo uproszczonym gestem i maksymalnym skrótem w kreacji świata przedstawionego, zapełnią przestrzeń kobietami i mężczyznami mniej lub bardziej związanymi z losem reżysera. Pojawi się także sparodiowany i wykrzywiony Hamlet, w słynnej scenie, w której widzi swego ojca. Nie będzie on jednak patronem duchowym Larsa Jana. Wręcz przeciwnie – w świecie The Institute of Memory przeszłość wcale nie domaga się zemsty. Więcej nawet – pragnie zapomnienia i wreszcie absolutnej, wiecznej wolności. Stąd też opowieść syna o Ryniewiczu nie rości sobie prawa do „prawdy prawdziwej”, ale raczej do powiedzenia czegoś o sobie przez pryzmat ojca-zagadki.

The Institute of Memory charakteryzuje się ściśle określoną kolorystyką. Na scenie widzimy tylko biel i czerń. Aktorzy prezentujący i interpretujący losy rodziny Larsa ubrani są w białe kostiumy, które raz przywodzą na myśl stroje ekstrawaganckich showmanów, a kiedy indziej znowu – pacjentów ośrodka dla chorych psychicznie. Biel nie jest kolorem, który lubi teatr, ale jak już podkreślałam, The Institute… to nie teatr, raczej ćwiczenie z teatru. Biel razi w oczy, nie pozwala niczego ukryć na tle czarnej przestrzeni scenicznej. Mamy zarazem do czynienia z wizualnym odwróceniem frazy „czarno na białym”. Bo historia ojca Larsa to właśnie biała plama pośród czarnych faktów.

W opisie spektaklu dosyć mocno wyeksponowano fragment o instalacji świetlnej autorstwa Christophera Kuhla, która miałaby kreować dramaturgię całości. Nie do końca się z tym zgadzam. Owszem, instalacja należy do kategorii scenografii dynamicznych, zmieniających się bezpośrednio na oczach widza, jest spójna z akcją, uatrakcyjnia ją wizualnie, ale można sobie wyobrazić The Institute of Memory bez jej obecności. A jeśli coś jest do zastąpienia lub można z tego zrezygnować, bez uszczerbku dla całości, to znaczy, że nie był to element konieczny. Mocną stroną projektu nie są wcale efektowne światła czy zróżnicowane prezentacje multimedialne, ale rozbicie tradycyjnej narracji (przy jednoczesnym korzystaniu z iluzji opowieści) i takie poprowadzenie dramaturgii, aby odsłonić mechanizmy decydujące o tym, w jaki sposób i dlaczego zaczynamy opowiadać historię. Swoją historię.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 186/2016

9. Międzynarodowy Festiwal Boska Komedia 2016, 7-17 grudnia 2016, Kraków

Early Morning Opera/Lars Jan

The Institute of Memory (TIMe)

reżyseria, scenariusz, scenografia: Lars Jan

dramaturgia i tłumaczenie: Anna R. Burzyńska

kostiumy: Kate Fry, Stephanie Petagno

wideo, interaktywny software: Pablo N. Molina

wokal i kompozycje muzyczne: Mariana Sadovska

obsada: Andrew Schneider i Sonny Valicenti

fot. mat .festiwalu