Szanujmy się (Czekając na Otella)

4. Przegląd Teatru dla Dzieci, to nie tylko spektakle dla najnajów, ale również propozycje dla starszych, którzy między wierszami wychwycą więcej społeczno-politycznych kwestii. Takim spektaklem było widowisko Czekając na Otella wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol.

Spektakl swoją formą przypomina próbę. Dwóch mężczyzn o afrykańskich korzeniach stara się o rolę Otella, bo, jak wiadomo, ten szekspirowski bohater nie miał białego koloru skóry. Jeden z nich, mimo tego, że kandyduje do tej roli, jest również reżyserem  spektaklu. Spektaklu, który ma przełamać tradycję osadzania w roli Otella białych mężczyzn. Mikołaj Woubishet – reżyser/kandydat, prowadzi przesłuchanie, na którym pojawia się młody, wysoki mężczyzna – Amin Bensalem, pochodzący z Algierii.

Wszystko zachowałoby swój komediowy wydźwięk, tak charakterystyczny dla Teatru Muzycznego Capitol, gdyby nie pewne nieznośne naddatki, które zrodziły wiele kwestii spornych. Pierwszy na scenie pojawia się Amin, który od początku wchodzi w interakcję z publicznością, prowadząc rozmowę odnośnie odbywającego się tu – w teatrze – castingu. Tworzy tym samym poczucie wspólnoty z widzami stającymi przed tym samym wyzwaniem – przesłuchaniem. Atmosfera jest niezwykle sielankowa: Amin żartuje, flirtuje z dziewczętami, nikt nie odczuwa napięcia, a zdecydowanie nie odczuwa go aktor, czekający na reżysera. Po chwili pojawia się Mikołaj, głównodowodzący powstającego Otella. Jego postać wnosi do spektaklu napięcie i to nie tylko dlatego, że panowie ubiegają się o tę samą rolę. Gdy dochodzi do konfrontacji, poruszone zostają tematy dotyczące wspólnych doświadczeń ludzi o podwójnym pochodzeniu – los mulata, który ma trudności z akceptacją ze strony polskiego społeczeństwa. Pojawiają się wspomnienia, rozdrapywanie ran, narastające zgorzknienie i złość. Wszystko prowadzi do pęknięcia w zachowaniu aktorów. Ich postawa staje się bardziej agresywna. Próba czytań zaczyna nabierać rozpędu, zaczyna mieć w sobie coś ze zwierzęcej dzikości. Z początku uroczy Amin, wcielając się w rolę Maura staje się drapieżny, kreuje swoją postać na niewyżytego seksualnie samca, który mordując Desdemonę, gwałci ją. Z kolei gdy reżyser wkracza do akcji i zamienia się miejscami z Aminem, jego interpretacja Otella jest równie agresywna. W akompaniamencie rytmicznych uderzeń w djembe, Mikołaj podskakuje wokół Amina, jakby był pogrążony w rytualnym plemiennym tańcu. Zachowując się jak wojownik przygotowujący się do walki, Mikołaj atakuje Desdemonę, rzucając się na nią jak zwierzę. Aktorzy zaczynają wyrażać swoim ciałem nagromadzoną ze wspominek złość. Ich zachowanie, sposób wypowiadania się oraz komunikacja ciałem, mają wyraźnie zakomunikować: „patrzcie, chcecie widzieć w nas Czarnych, więc zobaczycie, że potrafimy być głupimi dzikusami, nieokiełznanymi i agresywnymi”. Jednak poruszony w ten sposób temat rasizmu zostaje przemilczany w dalszej części spektaklu. Po wybuchu złości wraca radosna atmosfera i śpiewy. Zupełnie jakby stereotyp był czymś niewartym refleksji.

Mimo tych niedociągnięć dramaturgicznych, aktorom należą się wyrazy uznania za niezwykle żywiołową i emocjonalną grę. Mikołaj jako śpiewak pokazał się z najlepszej strony, jego jazzowa sonata wprowadziła poczucie wyciszenia, tak konieczne po licznych scenach pełnych skoków, zrywów i przekleństw.

Farsa nagromadzona w tym spektaklu przysłoniła to, co miało być w nim najistotniejsze: temat podwójnej tożsamości, zagubienia i odrzucenia ze strony polskiego społeczeństwa. Komedianckie zagrywki, stosowane przeważnie przez Amina, stawały w całkowitej opozycji wobec tematów rasizmu, miejsca nie-białych aktorów w teatrze, a przede wszystkim wobec obecnej roli pojęcia szacunku. Powaga wspominanych tematów była co chwilę niszczona przez erotyczne zagrywki Amina czy wtręty z popkultury.  Treść inscenizacji, odnosząca się do miejsca i sytuacji człowieka z pogranicza dwóch światów, oparta została na osobistych przeżyciach aktorów. To właśnie sceny „spowiedzi-wspominek” są w tej sztuce najcenniejsze. Można wybrać kilka takich perełek: chociażby historię o Murzynku Bambo i kompromitującym teledysku, w którym brał udział Mikołaj Woubishet. Równie przygnębiająca jest opowieść o poczuciu wyobcowania w trakcie śpiewania hymnu narodowego w szkole podstawowej. Sceny te miały pokazać, że osoby które „jedną nogą są w Afryce a drugą w Polsce” stoją przed tożsamościowym dylematem. Refleksja nad multikulturowością została jednak skonfrontowana z czymś niejasnym. Gwara śląska bądź anegdotki o tym rejonie, czynione przez Grzegorza Mazonia, tworzyły pewien zgrzyt znaczeniowy. Zestawienie tożsamości składającej się z poczucia przynależności do dwóch kontynentów nie może zostać przyrównane do tożsamości osób pochodzących z województwa śląskiego. Być może jednak Jan Naturski, reżyser spektaklu, zdecydował się podrzucić widowni zagadkę: czy współcześni mieszkańcy Polski również stoją w rozkroku między dwiema tożsamościami? Poszukując odpowiedzi na to pytanie, warto poczytać Andrzeja Ledera. Natomiast Otello oraz konflikty rasistowskie i osobiste nie stanowią chyba ku temu najlepszego podłoża.

Jasny, hasłowy przekaz pojawia się na końcu. Jest to jedyna teza w tej dramaturgicznie zagmatwanej sztuce. Aktorzy wychodzą do publiczności, podają nieznajomym rękę i z uśmiechem na ustach radzą: „Szanujmy się!”. Nie doszukując się głębszych interpretacji, należy być może jedynie zawtórować: „Szanujmy się!”.

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 174/2016

 

Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu
Czekając na Otella
scenariusz i reżyseria: Jan Naturski
muzyka i kierownictwo muzyczne: Grzegorz Mazoń
scenografia i kostiumy: Marzena Wodziak
reżyseria światła: Jan Naturski
konsultacja choreograficzna: Piotr Małecki
obsada: Amin Bensalem, Mikołaj Woubishet, Grzegorz Mazoń
premiera: na 36. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, 2015.

 

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Z wykształcenia krytyk artystyczny, chociaż najbliżej jej do teatru. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Na polskiej scenie docenia dobrą awangardę, chociaż nie jest miłośniczką teatrów współczesnych.