Strategie bezsilności (Loser)

Strategie bezsilności (Loser)

Wchodzącej na spektakl publiczności uważnie przygląda się reżyser i bohater Losera – Árpád Schilling. Oprócz niego na scenie znajduje się popiersie Karola Marksa. W tym otwierającym zestawieniu objawia się z całą siłą lokalny wymiar teatru politycznego, tak charakterystyczny dla Schillinga i Frljića, którego spektakl Przeklęty niech będzie zdrajca ojczyzny również został pokazany w ramach bloku Krzyczcie! w Teatrze Powszechnym. Jest to jednak lokalność rozumiana szerzej niż granice kraju, i dlatego oba spektakle idealnie wpisały się w sytuację polityczną w Polsce. Ten rodzaj lokalności można określić wspólnotą albo paralelą doświadczenia, którego znakiem w przypadku węgierskiego spektaklu jest przywołany wcześniej Karol Marks. W Europie Wschodniej był on na sztandarach autorytarnych rządów, ale też w Polsce i na Węgrzech stał się inspiracją dla początków opozycji rodzącej się z rewizjonizmu.

Drugim wyróżnikiem łączącym oba spektakle jest bez wątpienia nadrzędność polityki wobec estetyki czy należałoby raczej powiedzieć, pojmowania teatru, jako narzędzia zmiany sposobu myślenia o kwestiach społecznych. Takie rozumienie teatru pozwala na wykorzystanie możliwości, w szczególności problemowej aktualizacji i bezpośredniości, którą gwarantuje to medium. Warto zaznaczyć, że podejście to w przypadku Losera jest odpowiedzią na warunki polityczne na Węgrzech, bowiem grupa wcześniej zajmowała się teatrem bardziej „artystycznym”, do czego zresztą pojawiają się nawiązania w samym spektaklu.

Tylko tak, zdaniem Schillinga, można opowiadać o bezradności i konformizmie intelektualistów i artystów oraz klęskach strategii oporu wobec władzy o ciągotach autorytarnych, która dyscyplinuje swoich przeciwników poprzez taki, a nie inny podział publicznych środków na kulturę. Jest to temat nieodczuwalny jeszcze w Polsce, ale warto przypomnieć, że list wysłany z ministerstwa do władz wojewódzkich na Dolnym Śląsku, domagający się powstrzymania premiery spektaklu Śmierć i Dziewczyna w reżyserii Eweliny Marciniak, podpisał nie minister, ale dyrektor finansowy ministerstwa, które sponsoruje dużą część działalności Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Jak w takiej sytuacji pogodzić sprzeciw wobec autorytarnej władzy z tworzeniem i zarabianiem na życie? Pytanie to powraca we wszystkich scenach i za każdym razem rozegrane jest nieco inaczej. W otwierającej scenie reżyser opowiada swojej żonie o akcji, którą zorganizował przeciwko rządowi. Żona nie jest zachwycona: z jednej strony się boi, a z drugiej sądzi, że zaangażowanie jej męża nic nie zmieni. W odpowiedzi na jej reakcję, mężczyzna postanawia w geście rozpaczy zamienić się w „statuę wstydu” reprezentującą jego państwo, co czyni rozbierając się do naga i zapraszając widzów do wypisania na jego ciele wiadomości, które chcieliby przekazać mieszkańcom Węgier. Obraz ten  jest poruszający i mocny, jednocześnie aktywizuje widownię, odsłania prywatność reżysera, ale z drugiej strony po słowach żony trudno nie zachować wobec niej dystansu, co jest bez wątpienia świadomym zabiegiem, bowiem cały spektakl opiera się na pokazywaniu różnych sposobów myślenia i zderzeniu z bezsilnością albo groteską.

I tak, narracja ofiary systemu zostaje rozbita, kiedy ktoś z widowni zarzuca reżyserowi poniżanie swojej żony, a także żąda zwrotu pieniędzy za swój bilet, bo czuje się oszukany i zniesmaczony nagością. Warto zaznaczyć, że ten protest z widowni jest wpisany w spektakl, a po nim reżyser zbiega ze sceny i wychodzi z sali, próbując tłumaczyć przeprowadzony zabieg wychodzącemu „widzowi”. Po wstępnym, bezpośrednim performansie artysty, przedstawienie rozwija się już z udziałem pozostałej części zespołu. Tematem niezmiennie są realia życia i relacja artysta – rząd w państwie (Árpád Schilling pojawia się zawsze w ośmieszającym stroju: superbohatera, czy mokrym od moczu dresie), tym razem jednak aktorzy odgrywają pobieżnie zarysowane sytuacje, autoironicznie obrazujące rzeczywistość. Pojawiają się też między innymi bohaterowie, którzy zdecydowali się na emigracje do Berlina, co musieli okupić podporządkowaniem swojej sztuki bardziej komercyjnym gustom. Dzięki temu mogą jednak potępiać to, co się dzieje na Węgrzech z punktu widzenia Europy Zachodniej. Niestety, ich postawa nie prowadzi do żadnych realnych zmian. W spektaklu zostaje wyraźnie zarysowana różnica między ich postawą, a postawą reżysera. Ci, którzy uciekli albo wycofali się w bezpieczną niszę nie robią nic, on natomiast jest świadomy i w tej swojej świadomości tragiczny i zabawny, ale kompletnie bezsilny, tak samo jak oni. Jedyną jego przewagą, chociaż też przez niego wyśmianą jest to, że próbuje krytykować system z jego wnętrza. Dlatego właśnie musi zamienić się w „statuę wstydu” .

W słynnym eseju Vaclava Havla pod tytułem Siła bezsilnych pojawia się obraz człowieka, który z konformizmu wywiesza szyld, który sam w sobie nic dla niego nie znaczy − „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się”. Esej opowiada o kryzysie społeczeństwa obywatelskiego, tak samo jak spektakl Schillinga, z tym że Havel dostrzegał nadzieje na odzyskanie znaczeń słów dotyczących polityki w niezależnych od państwa, wspólnotach moralnych. Schilling jest chyba bardziej sceptyczny, ale jednak zrobił ten spektakl i w pewnym sensie pyta publiczność o taką możliwość.

Warto zaznaczyć, że dyskusji która toczyła się po spektaklu (i z racji samego charakteru przedstawienia-wypowiedzi artysty, można powiedzieć, że stanowiła jego kontynuację) – przysłuchiwało się wyjątkowo dużo, jak na takie wydarzenie, widzów. Schilling mówił o przemianach, prowadzących do sytuacji, którą pokazywał w swoim przedstawieniuu.

Trudno nie mieć poczucia, że problemy, które porusza spektakl będą niedługo również polskim doświadczeniem. Dla mnie takie poczucie znalazło swój epilog w spektaklu Frljića, który zaprezentowano następnego dnia. Jeden z aktorów przedstawienia w bezpośrednim zwrocie do publiczności jawnie wytłumaczył, że w tym momencie zwykle obraża słoweńskich widzów a to trochę bez sensu w innym kraju. Zamiast tego wygłosił świetny monolog, w którym krok po kroku analizował sytuację polityczną w Polsce, żeby oskarżyć o obecny stan wszystkich siedzących na widowni. Widzowie siedzący obok mnie albo spuszczali głowy w geście wstydu i bezsilności, albo wybuchali nerwowym śmiechem, może próbując pokazać, że się zgadzają, ale to ich nie dotyczy. Na koniec swojego wystąpienia aktor zadrwił ze wszystkich, mówiąc, że nie trzeba się martwić, bo to tylko teatr. Problem w tym, że w ramach formy teatru politycznego Schillinga i Frljića nie ma miejsca na „tylko teatr”, bo ich spektakle pozostają w ciągłym dialogu z otaczającą ich rzeczywistością, która w Polsce może okazać się także najbliższą przyszłością.

 

Tadeusz Koczanowicz, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 154/2015

 

Krétakör, Budapeszt (Węgry)

Loser

reżyseria: Árpád Schilling
kostiumy i rekwizyty: Sosa Juristovszky
muzyka: Imre Lichtenberger Bozoki, Krisztián Vranik, Lawrence Williams
reżyseria światła: András Éltető
kierowniczka produkcji: Edina Schőn
producent: Márton Gulyás
asystentka producenta: Sára Fleischer

obsada: Levente Boros, Imre Lichtenberger Bozoki, Ernő Hock, Emőke, Kiss-Végh, Annamária Láng, Ádám Mészáros, Tamás Ördög, Lilla Sárosdi, Árpád Schilling, Sándor Terhes, Krisztián Vranik, Lawrence Williams

fot. materiały Teatru Powszechnego

 

Tadeusz Koczanowicz, absolwent socjologii i kulturoznawstwa na UW. Doktorant w Instytucie Kultury Polskiej UW. Publikuje w Res Publice Nowej, Notatniku Teatralnym i Elewatorze.