Śpiąca, ale pobudzająca (wyobraźnię) królewna

Śpiąca, ale pobudzająca (wyobraźnię) królewna

Adaptacja bajki, która bez wątpienia wpisuje się w kanon literatury dziecięcej, jest równie atrakcyjna, jak i niebezpieczna. Jeden fałszywy krok i można usłyszeć dziecięce oskarżenie, że to przecież było inaczej… Dochodzi też kwestia utrzymania odpowiednich proporcji między klasyczną fabułą, dostosowaniem jej do potrzeb współczesnego dziecka i zachowaniem prawa do autonomiczności twórcy. Jak poradzili sobie z tymi wszystkimi trudnościami realizatorzy olsztyńskiej Śpiącej Królewny, otwierającej tegoroczną 16. edycję ANIMY?

Już od pierwszych scen dowiadujemy się, że jednym z najczęściej stosowanych (choć nienadużywanych) narzędzi teatralnych w tym spektaklu jest iluzja. Tło sceniczne – rodzaj kotary przedstawiającej aleję parkową ukazaną w perspektywie – zostaje uatrakcyjnione bardzo udaną iluzją samochodu wjeżdżającego wprost w publiczność. Najpierw widzimy majaczące światła na końcu alei, następnie – po odpowiednim triku z wyciemnieniem i sztucznym dymem – stylowy samochód o rzeczywistych rozmiarach wjeżdża na scenę. Zresztą później pojazd ten posłuży jako podest do animacji lalek i przestrzeń gry dla aktorów.

Kolejnym elementem jest kamienny posąg żaby ustawiony na postumencie przed schodkami prowadzącymi na scenę. Rzeźba w pewnym momencie ożywa, aby stać się spiritus movens spektaklu. Postać żaby prowadzona jest zarówno przez aktorkę w żywym planie, jak i przez animację posągu. Nad żabą zawieszono również kran (tak że zdaje się jakby wisiał w powietrzu), z którego nieprzerwanie płynie strumień wody. Można doliczyć się jeszcze kilku podobnych rozwiązań, ale zasada rządząca nimi jest niezmienna – oczarować widza. Trzeba przyznać, że udało się to świetnie.

Mamy też rodzaj ramy kompozycyjnej – po pojawieniu się na scenie aktorzy (wcielający się w zespół muzyczny) ze dziwieniem odkrywają, że do futerałów zamiast instrumentów muzycznych ktoś włożył im lalki. Zabawa stanowi więc dodatkowe pole interpretacyjne. Motyw otwierający spektakl powraca w nieco ironicznych sposób, ale całość kończy się happy endem – jak to w dobrej zabawie bywa.

Fabuła oparta jest na popularnej baśni o Królewnie Różyczce, która w piętnaste urodziny ukuła się wrzecionem w palec i przespała sto lat, oczekując na księcia-wybawcę i jego słodki pocałunek. Realizatorzy zadbali jednak o to, aby opowiadana historia nie brzmiała staroświecko, a bohaterowie – czy to lalki, czy ludzie – urzekali. W spektaklu są sygnalizowane także problemy, z którymi zapewne mierzą się rodzice nieco starszych dzieci. Twórcy podejmują temat edukacji seksualnej. Żaba instruuje królewską parę, co należy zrobić, aby powiększyć rodzinę. Wprawdzie widzowie nie słyszą jej instrukcji (żabka szepcze Królowi na ucho), ale dochodzące spod kołdry śmiechy, odgłosy i zabawne kotłowanie jednoznacznie rozbijają mit o dziecku spadającym z nieba.

W Śpiącej Królewnie mamy do czynienia z animacją jawną, ale zarazem z bardzo sprawiedliwym rozłożeniem akcentów aktorskich na lalki i ludzi. A lalki według projektu Evy Farkašovej to prawdziwy majstersztyk. Możemy podziwiać zarówno klasycznie animowane marionetki na sznurkach, jak i autorskie lalki wytworzone na bazie przedmiotów codziennego użytku. Właśnie tym ostatnim chciałabym poświęcić trochę więcej uwagi. Są to lalki sześciu wróżek, które przybywają na chrzciny Królewny Różyczki, aby złożyć jej podarki. Lalki zostały wykonane z parasoli, co umożliwia efektowny rodzaj ruchu, przywodzący na myśl wirowanie w powietrzu. Mają trupio białe główki umocowane u szpicy czarnych parasoli i takież same rączki – nieco poniżej główek. Widok sześciu wróżek stłoczonych blisko siebie w oknie zestawiony z niemal chóralną muzyką w tle robi piorunujące wrażenie, a w dodatku przywodzi na myśl teatr śmierci Tadeusza Kantora. Tym bardziej intensywnie, bo nie wprost.

Drugim przykładem bazującym na konkretnych przedmiotach są lalki Niani i Różyczki. Niania to gustowny czarny melonik osadzony na kiju. Do tego jeszcze rączki, dobrotliwa twarzyczka i voilà! Różyczka wykonana jest analogicznie, z tym że wykorzystano czerwony melonik. Czerń i czerwień stanowią dominantę kolorystyczną strojów aktorów grających w żywym planie. To kolejny dowód na to jak konsekwentnie jest realizowana Śpiąca Królewna.

Olsztyński spektakl jest wysokokaloryczną i przy okazji pyszną pożywką dla wyobraźni. Łączy w sobie niebanalne rozwiązania estetyczne i wpadającą w ucho muzykę, czy dokładniej: muzyczne wariacje – od prostych, wesołych pioseneczek przez improwizacje rapowe po rock&rollowe zrywy. Spektakl, mimo że dla dzieci, z powodzeniem może być przywoływany jako wzór do naśladowania dla teatru dla dorosłych. Naprawdę trudno o lepsze otwarcie festiwalu!

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” nr 36/2012

XVI Olsztyński Tydzień Teatrów Lalkowych ANIMA 2012, 11–16 listopada 2012

Olsztyński Teatr Lalek

Śpiąca Królewna

Katarina Aulitisová wg braci Grimm

przekład i teksty piosenek: Marta Guśniowska

reżyseria: Petr Nosálek
scenografia: Eva Farkašová
muzyka: Pavel Helebrand

obsada: Jarek Cupriak, Elżbieta Grad-Cupriak, Monika Gryc, Maria Janus, Anna Kukułowicz, Mateusz Mikosza, Marcin Młynarczyk

premiera: 27 października 2012

 

Agnieszka Dziedzic (1987) – studentka dramatologii  UJ, od 2008 roku związana Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.