Spełniony koszmar Baudrillarda

Spełniony koszmar Baudrillarda

Oto jestem. Spełniłem się. To ja – twoja symulacja. Czy jesteś gotów poznać prawdę? Czy spojrzysz mi w oczy? Popatrz. To ty – moja symulacja. Który z nas jest bardziej prawdziwy? Takie pytania nasuwają się tuż po obejrzeniu spektaklu World of Wires, którego reżyserem jest amerykański artysta Jay Schreib. Na krakowskich Reminiscencjach zagościła prawdziwa perełka.

Żyjąc w czasach, w których wszystko już było, jesteśmy skazani na pustkę, swojego rodzaju imitację prawdziwego życia. Ponieważ skończyła się historia, przyszedł czas na symulację. Skoro nie można już liczyć na podmiot – do gry wchodzą obiekty, które nie posiadając trwałego znaczenia, zaczynają funkcjonować samodzielnie. Zatracenie dialektyki sensu prowadzi do jego przerostu, a w konsekwencji do dezorientacji w tym, co prawdziwe, fałszywe, a co symulowane. Tak przed laty pisał Jean Baudrillard w swojej, dzisiaj kultowej, pracy Precesja symulakrów[1]. Opisując, co prawda jeszcze raczkującą, kulturę masową, badacz trafił w samo sedno jej istoty.

Tropem Baudrillarda podążyli twórcy World of Wires. Z chirurgiczną precyzją ucieleśnili największy koszmar francuskiego uczonego – postanowili zagrać o pełną pulę, urzeczywistniając na oczach widzów prawdziwe symulakrum.

Stworzeniem symulacji doskonałej, czyli swojego rodzaju substytutu, doskonalszego brata realnego świata, podejmuje się w spektaklu tajna grupa badawcza, która współpracuje z rządem. Już sam początek akcji zawiera w sobie sytuację graniczną, ostateczną i śmiertelnie niebezpieczną: oto władza chce wykorzystać różnego rodzaju symulacje, wykonać swoiste „pranie mózgów”, dzięki któremu będzie mogła wpływać na opinię publiczną. Plany kontroli umysłów ludzkich urzeczywistniają się zatem na naszych oczach.

Jak to często bywa w projektach naukowych,  istnieje margines błędu, który wiąże się z pewną dozą nieprzewidzianych okoliczności. W World of Wires taką przestrzenią staje się wybuch agresji jednego z członków załogi. Przy użyciu broni palnej próbuje on sterroryzować pozostałych. Incydent kończy się niezwykle realistyczną sceną resuscytacji, podczas której widz ma pełne prawo podejrzewać, że dotarliśmy do pewnego progu o charakterze artystyczno-dydaktycznym. Oto na scenie zaprezentowano nam, w jaki sposób kończy się zabawa w Boga. Spodziewamy się, że reszta przedstawienia będzie tylko karą, przestrogą i nauczką. Nic bardziej mylnego.

Nikt niczego się nie nauczył. Wręcz przeciwnie – zabawa trwa w najlepsze. Trup wstaje, wszyscy rozmawiają ze sobą jak gdyby nigdy nic się nie stało. Po chwili dostajemy jasny sygnał ze sceny: my się tylko bawimy, ćwiczymy symulacje, nie bierzcie nas na serio, bo i my nie bierzemy życia na serio.  Zresztą jak tu zdobyć się na chwilę refleksji nad samym sobą, skoro nikt w towarzystwie nie jest pewien czy istnieje naprawdę.

Kiedy niejaki Fred, jeden z czołowych bohaterów spektaklu, postanawia podłączyć się do specjalnego urządzenia wywołującego symulacje, odkrywa – o zgrozo – samego siebie, istniejącego w równoległej, alternatywnej rzeczywistości. Po powrocie nie jest w stanie rozpoznać wszystkich uczestników projektu. Osoby o identycznym wyglądzie są w drugim świecie kimś zupełnie innym. Kto tu jest marionetką a kto pociąga za sznurki? Czy nasi bohaterowie tworzą symulację, czy może to oni sami są czyjąś symulacją? Powoli granica pomiędzy jedną a drugą stroną lustra zaciera się. Fred gubi się – a my razem z nim.

Widz, niczym w kultowym Matriksie, płynie tunelem światłowodów razem z bohaterami spektaklu. W czasie wspólnej podróży jeszcze nieraz obejrzymy te same sceny w różnych konfiguracjach. Postacie będą  zamieniać się  rolami, nie poznawać siebie nawzajem itp. Symulacja goni symulację. Z każdą kolejną sceną perypetie piętrzą się coraz bardziej. Zawieszeni między tym, co realne i zaprogramowane, muszą jakoś sobie radzić. Co robią? Popadają w kolejne symulacje – ich zachowanie, sposób bycia, to nic innego jak zestaw schematycznych scen zapamiętanych z najpopularniejszych seriali ostatnich lat: mamy więc Modę na sukces (żenujące biurowe dialogi i romanse) i Ostry dyżur (akcja ratownicza). Do tego klasyczne wymachiwanie bronią zakończone strzałem (w jednej z sekwencji bohaterka trzyma znany na całym świecie pistolet zabawkę, który  po wystrzale rozwija małą flagę z onomatopeicznym „Bang!”).

Swojego rodzaju podsumowaniem całego spektaklu jest scena w łazience, która na czas najnowszej symulacji staje się Edenem. Wytwór zbiorowej psychomanipulacji wyzwala w bohaterach kolejne zasłyszane czy podpatrzone gesty – zabicie Kaina przez Abla, zjedzenie zakazanego owocu czy spotkanie z wężem.

Scena „rajska” mówi o spektaklu najwięcej. Uwięzieni w sferze wyobrażeń ludzie (chyba można ich jeszcze tak nazwać) potrafią tylko powielać. Symulacja jest przecież niczym innym jak sztucznie ułożoną sekwencją zdarzeń złożonych z elementów powszechnie znanych. Najsmutniejsze i zarazem najgłębsze stwierdzenie spektaklu pada właśnie z ust projektantki Edenu. Na wieść o likwidacji jednej z osób, która istniała w alternatywnej rzeczywistości, przyznaje bez ogródek, że chętnie posłałaby ją do nieba, ale… nie zdążyła go zaprojektować.

Klaustrofobiczna, precyzyjnie wydzielona przestrzeń, po której przemieszczają się postacie, urasta w pewnym momencie do rangi kosmosu, symbolu ludzkości. Siedząc na widowni, obserwujemy niczym pozaziemskie istoty, jak ludzie pozbawiają się człowieczeństwa na własne życzenie. Czy tak ma wyglądać przyszłość? Zamknięci w szklanej kuli będziemy już tylko potrafili przepuszczać przez siebie zlepki cytatów, wyłamane z kontekstu obrazy i słowa? Jeśli wszystko będzie można ująć w nawias, wymazać lub dodać, gdzie będzie miejsce dla uczuć? Czy w ogóle będą komuś potrzebne?

Odpowiedź wydaje się równie prorocza, co przerażająca: [xx] zakochuje się w [yy]  // data rozpoczęcia uczucia – najbliższa sobota. Aby rozpocząć, wciśnij zielony guzik. Zgroza.

[1] J. Baudrillard, Precesja symulakrów, przeł. Tadeusz Komendant [w:] Postmodernizm. Antologia przekładów, pod red. Ryszarda Nycza, Wydawnictwo Baran i Suszyński, Kraków 1997.

Piotr Gaszczyński, Teatralia Kraków

37. Krakowskie Reminiscencje Teatralne, 5-11 października 2012

Jay Scheib

World of Wires

(na podstawie filmu Welt am Draht Rainera Wernera, który powstał na kanwie powieści Simulacron-3 Daniela F. Galouye)

reżyseria, adaptacja, zdjęcia: Jay Scheib

scenografia: Sara Brown

kostiumy: Alba Clemente

dźwięk: Anouschka Trocker

światła, video: Josh Higgason

produkcja: Tanya Selvaratnam

obsada: Winsome Brown, Mikeah Ernest Jennings, Rosalie Lowe, Jon Morris,  Ayesha Ngaujah,  Laine Rettmer, Tanya Selvaratnam

Europejska premiera spektaklu: 8 października 2012 roku