Sny o Hitlerze na Wagnerze po Bin Ladenie

Sny o Hitlerze na Wagnerze po Bin Ladenie

Nie powinno się nadawać recenzji tytułu brzmiącego (w najlepszym wypadku) jak bełkot. Nie powinno się również wystawiać pięciogodzinnego spektaklu, z ambicjami, by opowiadał nie tylko o przeszłym oraz teraźniejszym świecie, ale jeszcze o kilku równoległych, zawieszonych w niedostępnych czasoprzestrzeniach. A w związku z tym, że wszelkie zakazy cechuje niewyjaśniona moc do ich łamania, Krzysztof Warlikowski wyreżyserował spektakl niemożliwy – Kabaret warszawski, którego nie sposób zrecenzować po bożemu.

Rozrośnięte do niebotycznych rozmiarów przedstawienie skrywa u podstaw swej konstrukcji dosyć prostą myśl. To mianowicie, że wszyscy jesteśmy (byliśmy lub dopiero będziemy) jeńcami własnych uczuć.  Mając powyższe na uwadze, z jednej strony można przyklasnąć konceptowi zestawienia ze sobą tak odległych obrazów, jak nazizm rozkwitający w Niemczech za czasów Republiki Weimarskiej (część przed przerwą) i Nowy Jork po zamachu z 11 września (po przerwie). W obu tych dramatycznych dla ludzkości momentach, uwypuklają się nie mniej straszliwe, indywidualne frustracje oraz traumy, przez pryzmat których oceniana jest aktualna sytuacja. Można się więc przejrzeć w konkretnych wydarzeniach historycznych niczym w lustrze, rozmazującym tło i zostawiającym wyłącznie nagiego człowieka. A ten niewiele zmienia się na przestrzeni wieków – tak brzmiałaby konkluzja. W tym miejscu pojawia się druga strona medalu – zarzut wobec wspólnego mianownika, na tyle uniwersalnego, że pozwala na dowolne kombinacje z tym, co nad kreską. Kabaret warszawski uwodzi jednak – szczególnie za sprawą  rewelacyjnej obsady –  tak bardzo, że na wiele banałów widz przymyka oko. Chętniej zawołałby raczej: trwaj chwilo, jesteś piękna!

Początkowo bez większych zastrzeżeń zgodziłam się na przyjęcie konwencji kabaretu, i to za nią, niczym za uniesioną w górę parasolką w ręku przewodnika miejskiego, podążałam. Zwłaszcza pierwsza część spektaklu, z akcją umieszczoną w dawnych Niemczech, gdzie inteligencja toczyła spory o wyższości Wagnera nad Bachem, zgadzała mi się z tak zarysowanym horyzontem interpretacyjnym. Kabaret! Trudno o celniejsze określenie dojścia do władzy nazistów pod wodzą Hitlera. Forma niewątpliwie rozrywkowa, ale w gruncie rzeczy mająca niewiele wspólnego z prawdziwym rozluźnieniem. Popisy kabaretowe są bowiem akrobacjami na linie rozwieszonej nad rzeczywistością „tu i teraz”, gdzie władza śpi (zbyt) lekkim snem. Na nic  zdają się tłumaczenia o iluzji będącej wyznacznikiem sztuki, bo tę pierwszą zredukowano tutaj do mikrofonu ustawionego frontem do publiczności. I czarodzieja słowa – konferansjera. W tej roli Zygmunt Malanowicz. Szarmancki, pełen przedwojennego uroku, ale i podszczypujący zgrabne tancerki to tu, to tam. W miarę rozwoju akcji, a w planie fabularnym: podczas przejmowania władzy przez nazistów, Malanowicz ubielił twarz, zaczesał charakterystycznie włosy, pojawił się także znamienny wąsik. Nie, nie mamy do czynienia z marną parodią kurdupla, któremu zamarzyło się sprawowanie władzy nad światem. Świat kabaretu musi ustąpić miejsca swojemu wnukowi – performansowi, determinującemu drugą część spektaklu. Następca może o wiele, wiele więcej i stąd też dławi się od nadmiaru wolności. Ale zanim nastanie jego czas – wojna. I półgodzinna przerwa.

Tym razem przenosimy się do Nowego Jorku, gdzie każdy, kto nie korzysta z usług psychologa czy seksuologa, niechybnie jest wariatem. Mimo że aktorzy Nowego Teatru tworzą idealnie zgrany zespół, to w pamięci pozostają sceny, wiele poruszających scen, ale zawsze z popisem jednego człowieka. Lęk Jamie’ego (Maciej Stuhr)  przed opuszczeniem przez ukochanego. Frustrujący brak orgazmu, a raczej – brak zrozumienia praw rządzących własną seksualnością u postaci (o ironio!) seks terapeutki granej przez Maję Ostaszewską. Przykłady można jeszcze mnożyć, a z każdym kolejnym pojawia się podskórna tęsknota za odejściem form. Także tej kabaretowej. Istota tragedii z 11 września 2001 roku polegała właśnie na tym, że zignorowano ramy umożliwiające opisanie tego, co niewyjaśniane. Kabaret, ze swoimi ograniczeniami i zasadami, był orężem pokrzepiającym serca. Performans daje o wiele większe możliwości, z pewnością posiada też bogatsze narzędzia. Funduje jednak piekło wyboru, z którym dotąd nie mieliśmy okazji się zapoznać.

Kabaretem warszawskim rządzi od początku do końca zbawcza myśl o tym, że nasz świat nie jest tym jedynym, ostatecznym, a już na pewno nie tym najlepszym z możliwych. Światy równoległe, wspomnienia nakładające się na czas teraźniejszy, upajające sny i dręczące koszmary, używki – to tylko niektóre z elementów układanki zwanej rzeczywistością. „Nie jesteśmy złym snem, który przyśnił się prawdziwemu światu. Jesteśmy prawdziwym światem. I chwała nam za to!”. Mniej więcej tak brzmi prowokacyjne wyznanie Jacka Poniedziałka, który sam właśnie gra światy równoległe, próbując być jednocześnie i Fredem Astair’em, i Ginger Rogers, parą znanych tancerzy. Przeczucie równoległości staje się zarazem źródłem cierpienia, ponieważ nie sposób do tego lepszego świata dotrzeć.

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia”, dodatek do nr 79/2013

6. Festiwal Boska Komedia 2013, 8-15 grudnia 2013 w Krakowie
Nowy Teatr w Warszawie
Kabaret warszawski
reżyseria: Krzysztof Warlikowski
adaptacja: Krzysztof Warlikowski, Piotr Gruszczyński, Szczepan Orłowski
dramaturgia: Piotr Gruszczyński
scenografia i kostiumy: Małgorzata Szczęśniak
muzyka oryginalna: Paweł Mykietyn
reżyseria świateł: Felice Ross
ruch: Claude Bardouil
animacje: Kamil Polak
obsada: Stanisława Celińska, Magdalena Cielecka, Ewa Dałkowska, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Maja Ostaszewska, Magdalena Popławska, Claude Bardouil, Andrzej Chyra, Bartosz Gelner, Wojciech Kalarus, Redbad Klijnstra, Zygmunt Malanowicz, Piotr Polak, Jacek Poniedziałek, Maciej Stuhr
muzycy: Paweł Bomert, Piotr Maślanka, Paweł Stankiewicz, Fabian Włodarek
premiera: 23 września 2013

Agnieszka Dziedzic – rocznik 1987, studentka dramatologii  UJ, od 2008 roku związana z Internetowym Magazynem Teatralnym „Teatralia”, gdzie publikowała swoje teksty i pełniła funkcję redaktora oddziału Kraków. Interesują ją „błędy” w sztuce – teatr, który nie chce być modny, architektura, która potrafi odstraszyć, literatura, która bredzi, choć czyni to z urokiem. A ostatnio także teatr lalek.