Sentyment do X Muzy zza miedzy (Wytwórnia piosenek)

Sentyment do X Muzy zza miedzy (Wytwórnia piosenek)

Produkcja filmowa to wyjątkowo barwny i nośny motyw do snucia opowieści, czy to  w samym filmie, czy na kartach powieści, czy w teatrze. Jest coś magicznego, tajemniczego i pociągającego w gwiazdach kina, stwarzanych od zera światach i kamerach czujnie rejestrujących fragmenty owej wykreowanej rzeczywistości. Na kanwie filmowej mitologii powstał spektakl Wytwórnia piosenek. Chociaż częściowo bazuje na faktach i nawiązuje do historii Łodzi filmowej, jest zdecydowanie bliższy bajkom, legendom i melodramatom.

O Łodzi filmowej w ostatnim czasie dosadnie wypowiedział się Bogusław Linda: „Łódź filmowa umarła, nie ma co się oszukiwać. Łódź popełniła straszny błąd, zamykając tę wytwórnię, bo straciła kulturę”. I choć przez ową wypowiedź posypały się na aktora gromy (głównie ze strony łodzian), trudno w głębi serca nie zgodzić się z jego opinią. Łódzka Wytwórnia Filmów Fabularnych była tym, dzięki czemu mówiono o Łodzi filmowej, stanowiła jej kwintesencję. Niestety głęboki kryzys WFF, który rozpoczął się wraz z pierwszą połową lat dziewięćdziesiątych, sprawił, że sen o filmowej potędze prysnął. Zamilkły klapsy, barwne kostiumy zaroiły się od moli, do rangi niemalże lokalnego święta urosło pojawienie się w mieście jednej czy dwóch ekip filmowych w roku. Na pocieszenie dostajemy od czasu do czasu cukierka w postaci informacji o łódzkich plenerach, które zagrały w którejś z polskich superprodukcji. Otrzymaliśmy też garść zmielonych wspomnień, faktów i mitów ujętych w Wytwórnię piosenek prezentowaną w Teatrze Powszechnym w Łodzi.

Przedstawienie w luźny sposób nawiązuje do filmu Zakazane piosenki – pierwszej polskiej, powojennej, pełnometrażowej produkcji, która od dnia swojej premiery budziła sprzeczne emocje. Z jednej strony krytycy chwalili ją za spełnienie oczekiwań zmęczonych trudami i okrucieństwami wojny rodaków pragnących zabawy, rozrywki, oderwania od budzącego grozę zrujnowanego świata dookoła Z drugiej ganiono za schlebianie niewybrednym gustom, fałszowanie i upraszczanie historii, kicz i sentymentalizm. Wracając do filmu 69 lat po jego premierze, rozum godzi się z opiniami negatywnymi, ale serce skłania się ku obdarzeniu go ciepłymi uczuciami i wybaczeniu niedoskonałości, zrzucając winę za nie na karb trudnej sytuacji społeczno-historycznej. Niestety oglądając Wytwórnię piosenek ani serce, ani rozum nie potrafią odpowiedzieć na pytanie dlaczego spektakl przyjął formę miałkiego melodramatu. Zakazane piosenki są w nim przyczynkiem do nawiązania akcji – pewnego dnia Maciej Niewiarowski (Maciej Makowski) zjawia się w mieszkaniu swojej ciotki, przedwojennej gwiazdy opery, Natalii Poraj-Niewiarowskiej (Ewa Sonnenburg). Posługuje się przybranym nazwiskiem, prosi aby ciotka utrzymywała, że jest sadownikiem spod Grójca. W rzeczywistości jest wyjątkowo utalentowanym pianistą oraz byłym akowcem, dla nowej władzy jest więc ucieleśnieniem burżuazyjności i najpoważniejszym zagrożeniem obecnego systemu i propagowanej jedynej słusznej sztuki – sztuki ludowej. Mimo to Natalia, jej partner Henryk Ponichter (Artur Majewski) oraz Maciej odpowiadają na zamieszczone w gazecie ogłoszenie, które zachęca osoby, które zapamiętały piosenki śpiewane w czasie okupacji do zgłaszania się do wytwórni filmowej. Tutaj do akcji wkraczają Leonard Buczkowski (Aleksander Trąbczyński) i Ludwik Starski (Arkadiusz Wójcik) – reżyser oraz scenarzysta Zakazanych piosenek. Niestety ich rola została mocno okrojona. Pojawiają się na początku spektaklu, przekazują młodej sekretarce Zosi Durskiej (Aleksandra Listwan) wytyczne dotyczące przeprowadzania castingu, po czym znikają w pociągu do Warszawy i długo, długo nie ma ich na scenie. To co dzieje się pod ich nieobecność określiłabym jako melodramat polityczny. Maciej zakochuje się w Zosi, lecz na drodze do ich szczęścia staje zły ubek (Artur Zawadzki) oraz stalinowska rzeczywistość: partia, cenzura, więzienie, tortury. Akcja nurtem rozwija się płynnie, ale jest dość przewidywalna i mało wciągająca. Przerywnikami są dialogi Barbary Połomskiej i Michała Szewczyka w rolach starych aktorów, którzy snują dywagacje o kondycji swojej profesji, trudnościach związanych z zawodem, kłócą się o to, czy trudnej być aktorką, czy aktorem. W ich kwestiach da się jednak wyczuć próbę rozbawienia publiczności na siłę, opowiadania tego samego dowcipu bazującego na stereotypie po raz enty. Prędzej niż śmiech może to wywołać głębokie westchnienie.

Na uwagę zasługuje scenografia stworzona przez Allana Starskiego. Po pierwsze bardzo dobrze oddaje klimat studia filmowego. Po drugie, jest mobilna dzięki czemu bez problemu można przesuwać kolejne elementy, bardzo szybko organizując przestrzeń sceniczną. Do tego można znaleźć w niej elementy stricte łódzkie, jak “kremówki” – eleganckie tabliczki z nazwami ulic w kremowym kolorze, które jeszcze do niedawna były typowym elementem tamtejszej przestrzeni miejskiej. Nie sposób nie wspomnieć też o muzyce w Wytwórni piosenek, wszak spektakl jest odpowiedzią na definicję musicalu. Ciekawie zaaranżowane, interesująco nawiązujące do starych i nowych wykonań („Siekiera, motyka”), prześmiewcze („Wstaje słonko”), ale gdy trzeba także patetyczne („Warszawo ma, o Warszawo ma”), doskonale wykonane. Szczególne wyrazy uznania należą się Ewie Sonnenburg, która doskonale radzi sobie z rolą diwy operowej i konotującej z nią manierą śpiewu.

Wytwórnia piosenek to prawie dwuipółgodzinna podróż w zakamarki sentymentalizmu. Powojenna przeszłość została ukazana  w tak cukierkowym, różowym kolorze, że aż chciałoby się do niej powrócić, wciągnąć w nozdrza zapach ciepłej taśmy filmowej przesuwającej się w kamerze, posłuchać ulicznych grajków, poczuć ciarki na plecach na myśl o czających się za rogiem agentach urzędu bezpieczeństwa, postać w kolejce po świńskie ogonki. I mieć pewność, że przecież wszystko będzie dobrze. Skończy się happy endem, jak w filmie albo teatrze, bo przecież to tylko sztucznie wykreowana rzeczywistość. Jak sen, tylko śniony na jawie, w ciepłym i miękkim fotelu na teatralnej widowni, przyjemny i nieśpieszny.

 

Sandra Kmieciak, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 150/2015

 

Teatr Powszechny w Łodzi

Maciej Wojtyszko, Maciej Karpiński

Wytwórnia piosenek

reżyseria: Maciej Wojtyszko, Adam Wojtyszko

scenografia: Allan Starski

asystent scenografa: Wojciech Stefaniak

kostiumy: Wiesława Starska

muzyka: Jerzy Satanowski

ruch sceniczny: Jarosław Staniek

przygotowanie muzyczne: Paweł Jabłoński

kierownik zespołu wokalnego: Marzena Lauks

obsada: Marta Jarczewska, Aleksandra Listwan, Ewa Sonnenburg, Beata Ziejka, Mirosław Henke, Piotr Łukaszczyk, Artur Majewski, Maciej Makowski, Aleksander Trąbczyński, Arkadiusz Wójcik, Artur Zawadzki, ze specjalnym udziałem Barbary Połomskiej i Michała Szewczyka

zespół wokalny: Anna Guhs, Sylwia Wysocka, Krzysztof Cygan, Marek Olczyk

premiera: 11 kwietnia 2015

fot. Kasia Chmura