Schulz umarł (Głupia mąka wariatów)

Zamiast ociekających perwersją uniesień fundowanych przez Xięgę bałwochwalczą dostajemy erotyzm najniższej rangi. W miejsce odrealnionej podróży po ulicach miasta ze Sklepów cynamonowych nędzna atrapa niespełnionych fantazji. Wreszcie pojawiają się reminiscencje z Sanatorium pod klepsydrą i coś zaczyna nam się zgadzać – śmierć. To ona wiedzie tu prym, zamiast Schulzowskiej dominy. Niestety – mamy tutaj do czynienia ze śmiercią dobrego smaku

I wcale nie w duchu postmodernistycznego zestawu śmierci najróżniejszych podmiotów, gdzie owy zgon zwiastuje jednocześnie narodziny zupełnie nowej, fantastycznej podmiotowości. W Głupiej mące wariatów śmierć wyobraźni jest dokładnie tym, co znaczy. Zeszła, zezgoniła, wyciągnęła kopyta. Doskonale, ale i uroczo subtelnie perwersyjny Schulz, bo to jego twórczością inspirowany jest spektakl, został tu potraktowany z równie perwersyjną, ale dosłownością. Tak jakby przez nieco zdezelowaną kalkę próbowano przekopiować fantazmatyczną twórczość artysty. To, co u niego niepokojące, nacechowane pierwiastkiem niesamowitości, w realizacji Teatru Mumerus zyskuje przaśny charakter. Począwszy od postaci kobiety fatalnej, która niby odrysowana w punkt, niby wyposażona w niezbędny ekwipunek najprawdziwszej dominy, stanowi jednak dziwaczną karykaturę. Raz się wygina, raz zakasa spódnicę, eksponując uda obleczone w pończochy, by wreszcie wymachiwać na wszystkie strony pejczem niczym kresowy chłop powożący czwórkę. Zupełnie jak u Józefa Chełmońskiego. A to wszystko w anturażu przerysowanej, nieudolnej mimiki na przemian z kamienną twarzą, nieskoordynowanymi ruchami i dziwnie podniosłą deklamacją, rodem ze szkolnej akademii 1-majowej. Z życia marionetek – chciałoby się rzec.
Nieco bardziej podnoszą na duchu sceny grupowe. W towarzystwie dwóch dżentelmenów i damy w kwiecie wieku niedociągnięcia mniej kłują w oczy. Jednak nadal ma to parodystyczny wydźwięk, a całkiem niezłe rozwiązania, jak motyw teatru w teatrze i uderzania w tony społeczeństwa spektaklu, kończą się fiaskiem. I nie wiem, czy wynika to z powierzchownej recepcji Schulzowskich inspiracji, czy na odwrót – z przekombinowania, chęci dokonania pewnego rodzaju dekonstrukcji. Ho, ho! Mierzmy siły na zamiary. Wspomnieć należy wreszcie o – jakby to nazwać – atrybutach bohaterów Głupiej mąki wariatów. Kapelusze, cylindry, tudzież inne nakrycia głowy z kartonu czy sztanga ze styropianu, pociągnięte akrylem w intensywnym kolorze i niewątpliwie nadszarpnięte zębem czasu stanowią crème de la crème tego gabinetu osobliwości.
W powietrzu czuć zaduch rozkładu. Poniekąd dlatego, że znajdujemy się w piwnicznej przestrzeni. Uśmiercenie Schulza (niestety nie w akcie wywrotowego ojcobójstwa) nie jest nawet zbrodnią w afekcie. To po prostu nieumyślnie spowodowany wypadek. A biedne truchło inwencji turla się tylko po scenie.

Katarzyna Oczkowska, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 145/2015

Teatr Mumerus w Krakowie
Głupia mąka wariatów
na podstawie Brunona Schulza
scenariusz, reżyseria: Wiesław Hołdys
kostiumy: Katarzyna Fijał
muzyka: Michał Braszak
pozostali realizatorzy: Agnieszka Dziedzic, Maria Śmiłek, Glen Cullen
rekwizyty: Katarzyna Fijał
obsada: Beata Kolak, Anna Lenczewska, Jan Mancewicz, Robert Żurek
premiera: 27 października 2014
fot. materiały teatru

Katarzyna Oczkowska – redaktor naczelna "Teatraliów" i doktorantka w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się polską sztuką współczesną