Samotność poczekalni dworcowej

Samotność poczekalni dworcowej

Niezmienna pustka i samotność, jakimi charakteryzują się pokoje hotelowe i poczekalnie, to już niemal truizm. Brak charakteru tych przestrzeni nie tylko przygnębia, ale także sprawia, że mogą się one stać scenerią  dowolnych wydarzeń.

Dwoje bohaterów Zimy – Mężczyzna i Kobieta – spotyka się właśnie na tych terenach pogranicza. Permanentnie znajdują się w przestrzeni pomiędzy: na granicy miast, miłości i wściekłości, przywiązania i obojętności, dwóch różnych dróg życiowych. Dualizm tych opozycji odzwierciedla struktura spektaklu, podzielonego na dwie kontrastujące części. Wspomniana graniczność (czy związana z podróżą i oczekiwaniem liminalność), w której znajdują się postacie, jest dla nich jedyną możliwością spotkania.

Pierwsza odsłona ukazuje Mężczyznę i Kobietę w poczekalni. Nie ma tam miejsca na subtelne gierki – Ona oscyluje między wyzywającym zachowaniem a histerią, On jest nieśmiały i dobroduszny. Z pozoru błaha interakcja nie jest jednak bez znaczenia. Doświadczenie liminalne wpływa na bohaterów na tyle, że w drugiej części dokonuje się nieoczekiwana zamiana ról. Tym razem to On naprzykrza się Kobiecie, która odzyskała pewność siebie i stała się wobec niego obojętna. Mężczyzna z kolei pokazał drugą twarz – po radykalnym zerwaniu z poprzednim trybem życia, opuszczony przez Kobietę, pozostał w stanie zawieszenia. Dalej mieszka w pokoju hotelowym, przesiaduje w poczekalni, licząc na spotkanie z Nią. To On staje się histerykiem, upatrującym w swoich relacjach z Kobietą więcej niż jest w rzeczywistości. Drugie spotkanie bezlitośnie obnaża fakt, że wyjście bohaterów z półlegalnej i niedefiniowalnej strefy jest niemożliwe. To doświadczenie nie może ciągnąć się w nieskończoność. Powrót do rzeczywistości jest konieczny, chociaż dla bohaterów nie wygląda już ona tak samo jak wcześniej.

Przestrzeń spotkania się nie zmienia. Panuje tu wieczna zima, nieczuła na ludzkie interakcje. Symbolizuje sterylność bezosobowej przestrzeni użytkowej. Dla oddania charakteru tego miejsca użyto w spektaklu minimalistycznej scenografii. Dwie proste ławki i maszyna do kawy – oto kwintesencja chromowanej, lodowatej poczekalni. W takiej sytuacji nawet najmniejsze rekwizyty zyskują na wartości.

Najważniejsi pozostają jednak aktorzy – Karina Grabowska i Dominik Nowak – którzy bardzo dobrze radzą sobie z emocjonalnym rollercoasterem dramatu. Wykreowane przez nich postacie to udane połączenie stereotypów i indywidualnych cech bohaterów. Ona nieco przerysowana w swojej kobiecości, On – fajtłapowaty wysłannik korporacji, przykładny mąż pod pantoflem. Oboje zagubieni w wykreowanym przez siebie świecie. Dopiero druga część odsłania skrywany potencjał zmiany, którego katalizatorem okazuje się pierwsze, przypadkowe spotkanie bohaterów. Aktorzy nie odcinają się jednak zupełnie od wcześniejszych „wcieleń”, wykorzystują sposoby gry nawiązujące do poprzedniego sposobu życia postaci, co w nowej sytuacji stwarza groteskowe efekty.

Podobnie jak bohaterowie, także samo przedstawienie pozostaje w zawieszeniu, kończy się nagle i nie oferuje żadnej puenty ani komentarza do rozgrywających się zdarzeń. To urwane zakończenie jest najsłabszym punktem spektaklu. Co prawda w ostatniej scenie dowiadujemy się trochę o życiu kobiety, ale te informacje zaskakują tylko Mężczyznę. Widzowie mogli się wszystkiego domyślić o wiele wcześniej. Spektakl pokazuje nam wycinek rzeczywistości, ale ucieka przed jej oceną.

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków

Teatr Nowy w Krakowie

Zima

Jon Fosse

reżyseria: Alexander Wiegold

asystent reżysera: Dominika Borkowska

obsada: Karina Grabowska, Dominik Nowak

premiera: 27 września 2012