Sami swoi, czyli spotkanie przy płocie (Zemsta)

Wyznacznikiem dobrej sztuki czy powieści jest to, że – niezależnie od czasów – prawdy w nich zawarte sprawdzają się w takim samym stopniu, jak w momencie napisania. Tak jest z Zemstą Fredry. Waldemar Śmigasiewicz nie zmienił treści – chciał ukazać dawną swadę na gruncie choć trochę współczesnym. W jakimś stopniu mu się to udało.

Wystawienie Zemsty nie jest rzeczą łatwą. Język, trochę hermetyczny, starodawny, nie jest na tyle elastyczny, aby sprawdził się w każdej adaptacji, która próbuje przenieść sztukę na grunt współczesny. Klasę reżysera można poznać po tym, że przez cały spektakl widz nie ma poczucia zderzenia z czasami minionymi. I chyba to Śmigasiewicz chciał osiągnąć.

Szczególną rolę odegrała scenografia. Dwie strony sceny – jedna biała, w której rezydował Cześnik (Cezary Żak), a druga czerwona, zajęta przez Rejenta Milczka (Wiktor Zborowski) miały symbolizować polską flagę i podział polskiego społeczeństwa na dwie części: tę pobożną i spokojniejszą Rejenta, i tę gwałtowniejszą, bardziej „oświeconą” Cześnika. Na samym środku, nad murem, pojawiła się ledwie dostrzegalna polska flaga (gdyby ktoś miał wątpliwości, co to za kolorystyczna analogia). Duże znaczenie miała też specyfika sceny Och-Teatru z charakterystyczną podwójną widownią. Dzięki temu widzom o wiele łatwiej było zapanować nad akcją, a dychotomiczny podział ułatwiał identyfikację z którąś ze stron.

Obsada już „na papierze” prezentowała się znakomicie. Wśród naprawdę dobrych aktorów wyróżniał się szczególnie Artur Barciś w roli Papkina. Publiczność co chwila wybuchała śmiechem w reakcji na wyczyny sympatycznego mitomana, któremu nic nie wychodziło. Wszystko było zagrane z wyczuciem, bez niepotrzebnych wyolbrzymień, o co łatwo przy tak ekspresyjnej postaci. Na uwagę zasługuje także Michał Piela, który bardzo przekonująco wcielił się w rolę Wacława, syna Rejenta. Grał równo, ani razu nie obniżając poziomu.

Poza ogólnym bardzo dobrym odbiorem sztuki, zdarzyły się oczywiście pewne mankamenty. Zabrakło odniesień do aktualnej rzeczywistości (nie licząc scenografii), co oczywiście łatwe nie jest, jeśli nie zmienia się treści utworu. Można się było posłużyć chociażby odpowiednimi, trochę łamiącymi konwencję rekwizytami.

A jednak warto pójść na Zemstę w takiej obsadzie i w ten sposób wyreżyserowaną. Szczególnie ze względu na drugą część spektaklu – i bawi, i przykuwa uwagę do tego stopnia, że widz nie chce, by historia kończyła się w taki sposób. Widać to było po reakcjach publiczności, która doceniła aktorskie zaangażowanie długimi brawami. Spektakl zadowoli nie tylko szkolne wycieczki.

Damian Białek, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 57/2013

Och-Teatr w Warszawie

Zemsta

Aleksander Fredro

reżyseria: Waldemar Śmigasiewicz

scenografia, kostiumy: Maciej Preyer

światło: Waldemar Śmigasiewicz, Maciej Preyer

ruch sceniczny: Emil Wesołowski

asystent scenografa: Małgorzata Domańska

opracowanie muzyczne: Waldemar Śmigasiewicz, Michał Cacko

producent wykonawczy i asystentka reżysera: Alicja Przerazińska

obsada: Cezary Żak (Cześnik Raptusiewicz), Wiktor Zborowski (Rejent Milczek), Artur Barciś (Józef Papkin), Zofia Zborowska (Klara Raptusiewiczówna), Michał Piela (Wacław Milczek), Wojciech Pokora (Dyndalski), Viola Arlak (Podstolina), Adam Serowaniec (Michał Kafar), Otar Saralidze (Maciej Miętus)

premiera: 14 lutego 2013

fot. mat. teatru