Rzucił miasto na klęczki (Kariera Artura Ui)

Rzucił miasto na klęczki (Kariera Artura Ui)

Krótko po wybuchu II wojny światowej Bertolt Brecht napisał Karierę Artura Ui dramat z bezpośrednimi aluzjami do kariery politycznej Adolfa Hitlera. Teraz, kilkadziesiąt lat później, tekst został wystawiony przez Remigiusza Brzyka na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pół żartem, pół serio zasadne wydaje się pytanie: co autor miał na myśli, reżyserując dzieło Brechta akurat teraz?

Arturo Ui (brawurowo wciela się w niego Michał Majnicz) jest gangsterem – to człowiek z marginesu odstający od społeczeństwa (i to dosłownie – na początku spektaklu stoi na platformie umieszczonej sporo niżej od sceny, po której porusza się reszta bohaterów). Postać nieudolnie usiłuje nawiązać kontakt z publicznością, sprawia wrażenie podejrzanego, nieciekawego typa. Zupełnie nie przypomina kandydata na dowódcę, który w nieodległej przyszłości pociągnie za sobą tłumy.

Akcja toczy się w mieście, gdzie zło jest już obecne – prowadzi się tu nielegalne interesy i dokonuje licznych przekrętów. Najbardziej wpływowa osoba to Dogsborough (Tadeusz Zięba), który chociaż „maczał palce w łajnie”, to ma pieniądze, władzę oraz cieszy się powszechnym szacunkiem. Wkrótce jednak starzec stanie się kukłą w rękach tytułowego bohatera. Nieokrzesana świta gangstera wkroczy na salony Dogsborougha i zdemoluje elegancko urządzone komnaty. To jasny znak – teraz jest nowy pan i nowe porządki. Puszka Pandory została otwarta.

Na scenie co chwilę pojawia się grupa łudząco podobnych do siebie młodych ludzi. Najpierw ich ruchy są chaotyczne i nerwowe, z czasem jednak młodzież zostaje ujarzmiona i zamienia się w posłuszną mafię, ślepo podążającą za swoim przywódcą. Podobnie jest z gestem „Heil Hitler”, który także pojawia się od pierwszych minut spektaklu i stale powraca. Charakterystyczny znak pokazuje nie tylko Ui, ale również inni bohaterowie. Trudno odeprzeć wrażenie, że lokalna społeczność miała, być może nieuświadomioną, potrzebę podporządkowania się dyktatorowi. W końcu mieszkańcy znaleźli się w krytycznym momencie, który bezlitośnie wykorzystał Ui. Mężczyzna nie dysponował wieloma narzędziami; jedyne, co miał to wiara. Widział drogę do sukcesu i to pozwoliło mu wspiąć się na szczyt szczebli władzy.

Arturo Ui chciał, aby jego siła wzbudzała strach i szacunek. Mówił „kiedy idę, chcę żeby zauważono, że idę”, dlatego pobierał lekcje od znanego aktora (w tej roli przewrotnie obsadzony Andrzej Grabowski). Ui uczył się jak porwać tłumy, jak mówić, jak chodzić. Podczas przekomicznej sceny główny bohater przesadnie naśladuje ruchy, mimikę oraz intonację nauczyciela. Opłaciło się, wzmożona praca przynosi pożądane skutki. Nieporadny dotąd mężczyzna staje się mistrzem mowy oratorskiej i dumnie staje na wysokiej, metalowej konstrukcji. W kontraście do pierwszej sceny spektaklu teraz znajduje się kilka metrów nad ziemią. Może już przemawiać do tłumu, który słucha z zainteresowaniem.

Propaganda działa w najlepsze. Oficjalnie zamiary Ui są bardzo szlachetne – chce chronić drobnych przedsiębiorców z branży warzywniczej przed napadami. Oczywiście wszystko za opłatą. Czy mieszkańcy czują się bezpiecznie? Przecież wywołanie strachu to nic trudnego, wystarczy „przypadkowy” pożar. Nie wiedzieć kiedy Ui przywdziewa odwrócony na lewą stronę płaszcz swojego poprzednika Dogsborougha (materiał w tygrysie cętki staje się podszewką czarnego odzienia), a wytworne wcześniej salony zostają zastąpione przez wózek z napojami wysokoprocentowymi oraz grillem. Tak, Ui załatwia swoje interesy przy kiełbasie i piwie, a gości sadza przy drewnianej ławie przywodzącej na myśl plenerowe festyny.

Zaskakująca scena finałowa doskonale podsumowuje dotychczasowe wydarzenia. Publiczność na własnej skórze mogą przekonać się o konsekwencjach ślepego podążania za dyktatorem. Twórcy spektaklu zręcznie uniknęli  jednak banalnych odniesień do obecnej sytuacji politycznej czy kreowania sztucznego poczucia grozy. Pewne skojarzenia mogą nasuwać się samoistnie, ale szczęśliwie nie potęguje ich wydźwięk spektaklu. Widzowie nie są straszeni dantejskimi scenami, raczej skłania się ich do refleksji oraz odpowiedzi na pytanie: kto tu jest dobry, a kto zły?

Marta Kąsiel, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 230/2018

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Bertolt Brecht

Kariera Arturo Ui

Reżyseria: Remigiusz Brzyk

Przekład: Roman Szydłowski i Witold Wirpsza

Dramaturgia: Radosław Stępień (AST WRD)

Scenografia: Iga Słupska, Szymon Szewczyk

Kostiumy: Iga Słupska

Muzyka: Szymon Szewczyk

Choreografia: Dominika Knapik

obsada: Dominika Bednarczyk, Katarzyna Zawiślak-Dolny, Tomasz Augustynowicz, Rafał Dziwisz, Andrzej Grabowski, Grzegorz Łukawski, Karol Kubasiewicz, Daniel Malchar, Marcin Sianko, Wojciech Skibiński, Tadeusz Zięba, Michał Majnicz (gościnnie)
Aleksandra Samelczak (AST WA), Kinga Bobkowska (AST WA), Stanisław Linowski (AST WA), Robert Ciszewski (AST WA), Michał Sikorski (AST WA), Hubert Fiebig (AST WA), Sebastian Magdziński (AST WA), Ireneusz Mosio (AST WA), Jakub Guszkowski (AST WA), Mateusz Górski (AST WA)
Tancerze: Kamil Wawrzuta, Piotr Stanek, Szymon Dobosik, Patryk Durski, Maciej Kosteczka

premiera: 10 marca  2018

fot.  materiały Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Marta Kąsiel – absolwentka wiedzy o teatrze na Uniwersytecie Gdańskim, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego