Rytmiczne zespolenie (90-120-90)

Rytmiczne zespolenie (90-120-90)

Jesteśmy owocem wstrząsu dwóch obnażonych,
niezupełnych, zawstydzonych sobą miednic,
których zespolenie było głośne,
rytmiczne, jękliwe.

Pascal Quignard

Powyższy cytat to opis stosunku seksualnego, od którego rozpoczyna się spektakl 90-120-90 w reżyserii Bartosza Nowakowskiego, wystawiony w wadowickim Teatrze Próg. Słowa te obrazują wrażliwość twórców i ich sposób przedstawiania rzeczywistości. Historie ludzi opowiedziano tu za pomocą muzyki, gestu, ruchu, dźwięku, rytmu i uobecnionej cielesności, co sugeruje, że człowiek to nie tylko mówiący kawał mięsa.

90-60-90 to wymiary perfekcyjnej pani, żyjącej w świecie, w którym ludzkie ciało jest produktem na sprzedaż, a fizyczność wplątuje się w siatkę kapitalizmu. Kobieta nie może sobie pozwolić nawet na drobną modyfikację sylwetki. Ale twórcy spektaklu świadomie zmienili idealne wymiary. To ciąża, jako wynik rytmicznego i jękliwego stosunku seksualnego, zamienia 60 na 120.

Fabuła wydaje się wyjątkowo prosta. Młoda dziewczyna spodziewa się dziecka, co uruchamia szereg komplikacji. Ona nie czuje się jeszcze na to gotowa, on boi się nowej roli. Korporalne przemiany stają się nie do zaakceptowania dla obydwu płci. W konsekwencji bohaterowie zamiast zbliżyć się do siebie, coraz bardziej się od siebie oddalają. Dziecko nazywają naroślą, czyli czymś niepożądanym, zarówno na poziomie mentalności, jak i cielesności. Ostatecznie cud narodzin rekompensuje wszelkie wcześniejsze problemy. Zastosowane przez Teatr Próg środki wyrazu wzbogaciły całość przedstawienia. I nie chodzi tylko o kwestię estetyczną ani o pięknie wytańczoną, poetycko zaprezentowaną historię – plastyczne obrazy dostarczają bowiem nowych treści. Ludzkie problemy wchodzą na inny wymiar. Dzięki temu odbiorca dostrzega, że człowiek to instrument z całą skalą barw i dźwięków.

Uwagę przykuwa scena, w której para dowiaduje się, że spodziewa się dziecka. Miejsce po prawej stronie zajmuje przyszła matka (Anna Gurdek) wraz z personifikacją jeszcze nienarodzonej (Natalia Tomska), natomiast po lewej usytuowano przyszłego ojca (Michał Brańka). Każda postać porusza się w charakterystyczny dla siebie sposób, a jej ruchy są „podbijane” przez muzykę. Instrumenty umieszczone po dwóch stronach sceny wygrywają zupełnie różne melodie (damskie i męskie), wytwarzając w ten sposób muzyczną scenografię. Nakładane na siebie dźwięki budują napięcie i tworzą dramaturgię. Historia nie musi być jedynie werbalną opowieścią. Teatr ruchu, formy i dźwięku ukazuje ludzi jako twory wielowymiarowe i o tę wielowymiarowość chodziło twórcom spektaklu. Widać to zwłaszcza w scenie, w której główni bohaterowie, stojący pod ścianą, są naświetlani przez slajdy. Raz na ich ciało nakładają się mięśnie i tkanki, raz nagie sylwetki. Pojawia się też obraz człowieka wiktoriańskiego, i to w wersji męskiej i żeńskiej. Ten teatralny znak odsyła odbiorcę do początków renesansowego humanizmu, kiedy człowieka umieszczano w centrum wszelkich rozważań, wpisano w koło i kwadrat, czyli w figury idealne, charakteryzujące jednostkę poprzez słynne powiedzenie: „człowiek miarą wszechrzeczy”.

Historia sprowadza się do trójki bohaterów, ona – ono – on, ale na scenie pojawiają się też inni, nieodgrywający konkretnej roli. Widz może odnieść wrażenie, że niektórzy z nich to rodzice głównych bohaterów. Nie jest to jednak aż tak istotne. Ciekawsze wydaje się wplątanie różnych istot w sieć powiązań. Kluczowe wydarzenie wpłynęło nie tylko na głównych zainteresowanych, lecz także uruchomiło zespół relacji i napięć pomiędzy innymi. Człowiek został pokazany jako wcześniej wspomniana „miara wszechrzeczy”, ale też jako jednostka uwikłana w zależności społeczne. Każdy gest i ruch determinuje działania pozostałych członków grupy. Aktorzy stają się niekiedy jednym, spójnym i zgranym zespołem, albo raczej organizmem.

Całość ma równy i dynamiczny charakter. Dźwięki korespondują z treścią sztuki. Jedyny zgrzyt to padający ze sceny tekst. Niejednokrotnie można było odczuć, że stanowi zbędną nadbudowę, bo historia i tak została zaprezentowana za pomocą ruchu i jest muzycznie wygrana. Problem w odbiorze spektaklu sprawił dramatyczny sposób wypowiadania słów, który zamiast wzmacniać sceny, osłabiał je. Drobne błędy ginęły jednak w całości. A widz wychodził z Wadowickiego Centrum Kultury w poczuciu, że zobaczył rytmicznie zespolony występ profesjonalnego teatru.

Daria Kubisiak, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 73/2013

Teatr Próg w Wadowicach

90-120-90

reżyseria: Bartosz Nowakowski

oprawa plastyczna, zespół, muzyka: Natalia Tomska, Wojciech Ficek i zespół

premiera: 23 marca 2013

fot. Klaudyna Schubert