Rosyjska kobieca dusza (Anioły Dostojewskiego, Żmija)

Dostojewski i Tołstoj – dwaj rosyjscy arcyklasycy, z którymi zmierzyły się dwie artystki 50. Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora. Birute Mar z Litwy wciela się w grono postaci z powieści Fiodora Dostojewskiego, a Dorota Stalińska jest Olgą-Żmiją w monodramie, od którego premiery mija już 38 lat.

Tytułowe Anioły Dostojewskiego to ludzie-dziwacy z Białych nocy, Idioty, Biesów, Braci Karamazow i Chłopca u Chrystusa na choince. Birute Mar delikatnie, jakby pieszczotliwie, głaszcze rekwizyty i wiszące na manekinach staroświeckie stroje, przez co pozwala się opętać się przez kolejne duchy z powieści. Aktorka udziela tym niewidzialnym „anielskim” bytom swojego ciała, a te wykorzystują jej usta do opowiedzenia zgromadzonym swoich historii. Monologi streszczające wydarzenia z książek, opowiadane z punktu widzenia bohaterów, skierowanesą wprost do widowni, ale niestety możliwość ich zrozumienia mają tylko widzowie rosyjskojęzyczni. Duchy mówią bowiem w swoim rodzimym języku i nie przeszkadza im w tym widownia, która tym językiem nie włada. Trudno stwierdzić czy brak napisów po polsku podyktowany był improwizacyjną (być może?) formą spektaklu, czy też niedostatecznym przygotowaniem ze strony organizatorów – przedstawienie było wystawieniem premierowym.

Niemożność zrozumienia boli tym bardziej, że że chciałoby się wiedzieć,co Birute Mar przeżywa na scenie. przeżywa. Nawet nie rozumiejąc słów można od razu zauważyć autentyzm emocji kolejnych, tak bardzo się od siebie różniących, postaci. Artystka wydaje się wchodzić głęboko w przeżycia bohaterów Dostojewskiego, kreując je przede wszystkim własnym działaniem i ruchem ciała, a dopiero w drugiej kolejności szczątkowymi rekwizytami – np. szalem lub walizką. Jestem pewna, że niektórzy widzowie chcieliby do tych wizualnych odczuć, wyczytywania uczuć z twarzy i gestów, dodać również rozumienie tekstu spektaklu.

Żmija Doroty Stalińskiej jest pewnego rodzaju legendą. Zbudziła Wzbudziła bardzo entuzjastyczne reakcje zgromadzonych widzów, którzy nagrodzili owacjami informację, że to już prawie czterotysięczne wystawienie sztuki. Chwila zastanowienia wystarczy, żeby uświadomić sobie, jak bardzo wiele podczas prawie 40 lat wystawiania tej samej sztuki może się zmienić – tak w samej artystce, jak i w wyglądzie i wydźwięku przedstawienia. Inną niż my dzisiaj panią Stalińską, widziało na scenie poprzednie pokolenie, w czasie kiedy była młodą, debiutującąaktorką.Przedstawienie, które opiera się na historii barwnego życia Olgi, staje się także historią 40 lat aktorskiego życia pani StalińskiejOto do jakiegoś urzędu (z początku nie wiemy jakiego) przychodzi Olga, zwariowana kobieta w średnim wieku, opowiadająca niestworzone historie o życiu podczas rewolucji, o zaciągnięciu się do armii i wygranych bitwach. Widzowie są tutaj postawieni w roli przypadkowych słuchaczy, zaczepionych przez kobiecinę chcącą koniecznie im o swoim życiu opowiedzieć. Zaczyna od dziwacznego zagajenia, brzmiącego trochę jak: „olaboga, ile to ja trupów widziałam, to nawet nie wiecie”, a kończy na zaskakującej deklaracji popełnienia zabójstwa. Pomiędzy tymi dwiema kwestiami zawarte jest natomiast całe życie i doświadczenie żołnierki, która po straszliwych bitwach i życiu w koszarach trafiła do naprawdę niemożliwego do zniesienia miejsca – mieszkania komunalnego. Monodram Stalińskiej tchnie autentyzmem, widzimy w nim bowiem świetne zżycie się aktorki z postacią.

Jednak zdecydowanie brakuje w spektaklu jakiejkolwiek nowości. Sama historia wydaje się uproszczona i jakby znajoma – taka rosyjska wersja Mulan. Do tego problemy, które bohaterka napotyka po wojnie, mogą widzowi wydać się albo staroświeckie, albo dziecinne. Olga – osoba, która patrzyła na rewolucję i brutalną wojnę domową w Rosji – nagle dogłębnie przeżywa fakt, że nie ubiera się wystarczająco kobieco, aby zainteresować swojego szefa i nie potrafi znieść podśmiechujących się z niej koleżanek z pracy. Takie podejście do psychologii bohatera wydaje się nie tylko zupełnie niedzisiejsze, ale także ignoranckie i banalne. Treść niejako umniejsza doskonale aktorsko opracowaną rolę.

Właśnie dzięki warsztatowi pani Stalińskiej przedstawienie jest rarytasem dla wielbicieli dawnego Teatru Jednego Aktora, próżno natomiast szukać w nim nowego podejścia tak do tematu psychologii kobiety wrzuconej w męski wojenny świat, jak i formy scenicznej monodramu.

Zuzanna Zajt, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 181/2016

50. Wrocławskie Spotkania Teatrów Jednego Aktora 2016

Anioły Dostojewskiego
według tekstów Fiodora Dostojewskiego

scenariusz i reżyseria: Birute Mar

obsada: Birute Mar

premiera: październik 2016

Żmija

według tekstu Aleksy Tołstoja

reżyseria, scenografia, kostiumy: Dorota Stalińska

obsada: Dorota Stalińska

premiera: 1978

Zuza Zajt - zwykle trafia w różne miejsca przypadkiem. Parę lat temu przypadkiem trafiła na krakowską teatrologię.