Radio wkracza do teatru (Czekam na telefon)

Radio wkracza do teatru (Czekam na telefon)

Kulisy pracy radiowca są niedostępne dla zwykłego zjadacza chleba słuchającego radioodbiornika podczas przygotowywania posiłkuczy stania w korku. Mikołaj Lizut, reżyser spektaklu Czekam na telefon, dla którego rozgłośnia jest niczym drugi dom, postanawia uchylić rąbka tajemnicy.

Twórca może pochwalić się stanowiskiem publicysty w Radiu TOK FM oraz redaktora artystycznego Teatru Radia TOK FM (powstałego z jego inicjatywy). Ponadto ma wieloletnie doświadczenie jako redaktor naczelny i dyrektor programowy Radia Roxy i Rock Radia. Nie zdziwi zatem fakt, że radiowe kulisy prezentują się całkowicie profesjonalnie. Scenografia (Anna Sitkowska, Magdalena Mrozowska) zawiera  atrybuty studia – laptopa, mikrofony, słuchawki i pozostałą niezbędną rozgłośni aparaturę oraz ścianę dźwiękochłonną. W tej właśnie przestrzeni pracuje Agnieszka Feliz (Kamila Salwerowicz).

Znana didżejka radiowa uchodzi za idealny przykład kobiety sukcesu. Uwielbia swoją pracę, ma kochającego narzeczonego, jest towarzyska i atrakcyjna. Głosem pełnym entuzjazmu zapowiada temat wieczornej audycji, czyli szczęście, oraz to, jak jest ono definiowane. Zachęca słuchaczy do dzwonienia i dzielenia się swoją receptą na samozadowolenie.

Monodram realizuje w zasadzie antyczną zasadę jedności czasu i miejsca, jednak w mnogości poruszanych wątków można się nieco pogubić. Przedstawiona audycja trwa dwie godziny i tyle też czasu mniej więcej spędzają widzowie na swoich miejscach. Początkowo fabuła wydaje się nieco monotonna. Bohaterka zapowiada koleje piosenki, po czym wyraźnie obojętnieje. Co chwilę wstaje z krzesła przy mikrofonie i udaje się do torebki – która, nie wiedzieć czemu, leży przy oddalonej ławeczce zamiast przy stanowisku – by kolejno wyciągać z niej: szczotkę do włosów, odżywkę do paznokci, balsam do ust, paczkę papierosów i butelkę wody. Podczas przerw między wejściami na antenę prowadzi też rozmowy przez telefon komórkowy. Praca niemal sielankowa, w której jedynym problemem wydaje się zakaz palenia w studiu, dający się zresztą ominąć. W trakcie rozwoju fabuły okazuje się jednak, że szczęście kobiety, głoszone z taką pewnością tysiącom słuchaczy, nie jest prawdziwe.

Czekam na telefon to niejako satyra na ówczesne społeczeństwo, w którym ludzie często czują się wręcz zobowiązani do bycia szczęśliwymi. Na bohaterkę spektaklu lawinowo zaczynają spadać ataki (dotyczące jej poglądów, marzeń) – zarówno podczas rozmów radiowych, jak i tych prywatnych. Czuje przez nie bezsilność i lęk zwerbalizowane w zdaniu: „Na moje szczęście pracuje sztab ludzi”. Kobieta wylicza osoby niezbędne do jej dobrego samopoczucia: kochający narzeczony, gay friend, sex buddy, psychoanalityk, dietetyk, kosmetyczka, trener fitnessu i wiele, wiele innych.

Okrycie prawdy o bohaterce może wywołać momentj nostalgii i refleksji nad własnym życiem, który jednak szybko mija. Dzieje się to za sprawą przeciągniętej struny – z historii, mającej ogromnym potencjał, powstaje mocno naiwna opowiastka. Przez te dwie godziny bowiem, poza rozmowami na antenie, kłótnią z narzeczonym o wakacje i telefonami do analityka (jednym w sprawie porady i drugim – by zrezygnować z jego usług), bohaterka dostaje przesyłkę od stalkera, który rzekomo zna jej adres domowy, bierze udział w konkursie z ogromną wygraną pieniężną i prawie go wygrywa, a nawet znajduje dawcę nasienia i zdobywa plastikowy pojemniczek ze spermą. Natłok wydarzeń w tak krótkim czasie nie pozwala odbierać ukazanej historii z pełną powagą, na Agnieszkę zaś zaczyna się patrzeć z lekkim politowaniem.

Nie sposób jednak zarzucić czegokolwiek odtwórczyni roli – Kamili Salwerowicz, która potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. Bezbłędnie reaguje na nagrane fragmenty rozmów z słuchaczami i potrafi ukazać złożone (medialne i prywatne) oblicze swej postaci.

Ogromnym atutem spektaklu, którego także nie wolno pominąć, jest ścieżka dźwiękowa. Florence and the Machine, Placebo, Coldplay – to tylko niektóre z zespołów wybrzmiewających ze sceny. Muzyka i gra Kamili Salwerowicz to zatem główne atuty spektaklu Mikołaja Lizuta. Przesłanie wydaje się niestety zbyt mgliste, czego przyczyną jest „przedobrzenie”.

 

Natalia Chuszcz, Teatralia Łódź

Internetowy Magazyn „Teatralia”,  numer 239/2018

 

Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka w Łodzi

Czekam na telefon

reżyseria: Mikołaj Lizut

scenografia i kostiumy: Anna Sitkowska, Magdalena Mrozowska

produkcja i realizacja dźwięku: Jarosław Gawlik

reżyseria światła, film, materiały wizualne: Mikołaj Górecki

produkcja filmu: Aleksandra Harasimowicz

inspicjentka: Teresa Hajman

obsada: Kamila Salwerowicz (Agnieszka Feliz)

głosy z offu: Katarzyna Kwiatkowska, Małgorzata Lewińska, Martyna Peszko, Kamila Jarosińska, Arkadiusz Jakubik, Rafał Rutkowski, Piotr Bondyra, Piotr Gawron-Jedlikowski, Mikołaj Lizut

prapremiera: 17 lutego 2018

fot. Mikołaj Górecki

 

Natalia Chuszcz – w teatrze pociągają ją niekonwencjonalne rozwiązania, mowa ciała i muzyka. Nałogowo czyta książki oraz tańczy.