Rączki na kołderkę (Niebezpieczeństwa onanizmu)

Rączki na kołderkę (Niebezpieczeństwa onanizmu)

Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Niby każdy to robi, ale pilnujcie się, bo w Teatrze Nowym Proxima czeka was nauczka – możecie dostać po łapach. Na ulicę Krakowską zaprasza widniejący na plakacie apetyczny banan, tylko uwaga, istnieje ryzyko, że stanie wam kością w gardle. Przepis na wieczór jest prosty: do cieknącej od podniecenia ślinki wystarczy dodać garść komiksów z ostatniej strony tygodnika NIE, łyżeczkę ironicznie wyłożonej nauki moralnej, wstrząsnąć, zamieszać i gotowe. Koktajl iście wybuchowy, ale raczej ciężki do przełknięcia. Reakcje rozciągają się na pełnym spektrum: od rubasznego śmiechu, przez pełne politowania uśmieszki, aż po wykrzywiane w grymasie obrzydzenia twarze.

Reżyserem ryzykownej inscenizacji XIX wiecznego pamfletu, ostrzegającego o zgubnych skutkach popularnego wśród młodzieży i dorosłych procederu, jest tajemniczy i nikomu nie znany René Savérien. Zaczyna się nastrojowo, Paweł Harańczyk szaleje na organach, nad publicznością góruje we mgle wielki, drewniany krzyż. Na scenę wpadają bohaterowie z trupio-bladymi twarzami. Kłębią się wokół ustawionego na środku kościelnego klęcznika, przywodząc natychmiast na myśl Umarłą klasę (niestety na tym podobieństwa się kończą). Odziani w historyczne kostiumy, z siwymi perukami uparcie tkwiącymi na głowie. Chodzą dziwacznie, jakby nadęci i przepełnieni strachem zarazem. Żeby już wszystko było jasne i każdy wiedział, o czym mowa, u pasa dyndają im czerwone kutasy (w tym pierwotnym, grzeczniejszym wydaniu).

Wszystko będzie tu malowane grubym pędzlem – kreska w tym wypadku brzmi nieco zbyt pociesznie – i z grubej rury wyłożone czarno na białym. Teatr Nowy wytoczył najcięższe armaty, które, w ogniu walki z tabu, zaczęły, zdaje się, strzelać do własnych oddziałów. Postaci (Piotr Sieklucki, Janusz Marchwiński, Mikołaj Prynkiewicz, Tomasz Adamski, Hubert Bronicki) nie przebierając w słowach, kolejno opowiadają historię swoich „zgubnych przyzwyczajeń” i ich przerażających skutków. Dowiadujemy się, że poza ślepotą, szaleństwem i utratą wagi, od „rękoczynu” grozi wysuszenie do takiego stanu, w którym „klekota się jak samotna pizda po lesie”. Pełen skruchy młodzieniec na klęczkach wyznaje, że zaszczepił u innych chłopców onanizm, za co dostaje tęgie baty na gołe pośladki. Reszta drży z podniecenia, jęcząc z każdym uderzeniem niczym chór podstarzałych „zboczeńców”. Nieudolnie starają się zachować pozory przyzwoitości, podkreślając swoje święte oburzenie względem nasyconej pikantnymi szczegółami opowieści.

I tak twórcy ujawniają swoje odczytanie książki Jacques’a Louisa Doussin-Dubreuila. Osią interpretacji będzie podkreślanie zakłamania i hipokryzji „świętobliwych” bohaterów przedstawienia, stanowiących groteskową emanację obłudy przenikającej tekst i jego autora. Aktorzy nie tyle wcielają się w konkretne postaci, ile uosabiają wszelkie możliwe przejawy wyparcia ciała i seksualności.. Naczelną i w zasadzie jedyną strategią będzie tu niezbyt wyszukana ironia, a więc im bardziej bohaterzy będą obrzydliwi, chamscy, wulgarni, i im głośniej będą wołać do nieba o pomstę na grzeszników, tym wyraźniej zobaczymy jak bezsensowne i śmieszne jest represjonowanie potrzeb własnego ciała. Prawda? Być może, ale w efekcie kończy się to tak kuriozalnymi sytuacjami jak litania do „świętego Kurwentego”, który uchronić ma nas od „wszelkiego kutasa”. Może to dla kogoś śmieszne, w końcu fekalno-analno-genitalne żarty nigdy nie wychodzą z mody, ale zamiast dojść do jakichkolwiek refleksji, lądujemy na napędzanej tymi wszystkimi „chujogromami” i „klekoczącymi pizdami” karuzeli śmiechu, której nijak nie idzie zatrzymać. Mi do śmiechu nie było, ale może to z ekscytacji, że w końcu dorównam Maciejowi Stroińskiemu w ilości przekleństw w recenzji.

Niewykluczone, że tak właśnie miało być, ot taka komedyjka, żeby zedrzeć gardło i nadwyrężyć przeponę cieszącej się gawiedzi, ale chciałbym wierzyć, że ambicje tajemniczego reżysera sięgają wyżej. Wskazują na to zupełnie niespodziewane odniesienia do aktualnych wydarzeń i próba politycznego komentarza. Jedna z postaci (Sieklucki) przedstawia się jako dr nauk medycznych przy ministrze, usłyszymy również fragmenty słynnego kazania księdza Natanka, a nawet hymn Unii Europejskiej śpiewany z nazistowskim salutem (żeby uniknąć przypadłości powstałych w wyniku nadmiernie częstej masturbacji, należy przede wszystkim nie jeździć do Brukseli), płynnie przechodzący w Deutschland, Deutschland über alles. Z kolei niemiecka pieśń narodowa prędko przekształca się w parodię przemówień Hitlera.

Jaką jednak siłę mogą mieć takie polityczne karykatury, jeśli już za chwilę Sieklucki zwróci się do starszej pani na widowni słowami: „przyjaciółko, trzyj chuja, ile wlezie!” (trzeć, jak możemy się dowiedzieć, należy maścią na bazie wody z wyciągiem z jalapeño, pieprzu i spirytusu). I nie chodzi tu już nawet o przesyt wulgarności, wszak w teatrze wszystkie chwyty dozwolone, a raczej o to, że prymitywne zagrywki i teksty z boiska zagarniają całą przestrzeń i przez to niweczą szansę, żeby Niebezpieczeństwa onanizmu stały się czymkolwiek więcej niż siostrzaną (bo również wydaną przez słowo/obraz terytoria) Sztuką pierdzenia, czy pokątnie przekazywaną kolegom z podstawówki XIII Księgą Pana Tadeusza. Ot kuriozum, guilty pleasure, reminiscencja z gimnazjum.

Serca nie można odmówić aktorom: taplają się z radością i zaangażowaniem we wszelkiego rodzaju płynach ustrojowych, spustach i coraz to straszniejszych wyimaginowanych skutkach onanizmu. Śpiewają hymny i arie operowe, wygłaszają płomienne monologi, w miarę możliwości zachowując grację i kamienną twarz. Można nawet odnieść wrażenie, że wierzą w to, że to wszystko cokolwiek znaczy. Tymczasem na widowni tylko rechot, okazjonalne selfie i słane na Messengerze wiadomości do kolegów: „nie uwierzysz, co tu się odpierdala”.

 

Witold Loska, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 209/2017

Teatr Nowy Proxima

Niebezpieczeństwa onanizmu

reżyseria: René Savérien

muzyka: Paweł Harańczyk

tekst: Jacques-Louis Doussin-Dubreuil, Markiz De Sade

obsada: Piotr Sieklucki, Janusz Marchwiński, Mikołaj Prynkiewicz, Tomasz Adamski, Hubert Bronicki, Paweł Harańczyk

fot. materiały Teatru Nowego Proxima

Witold Loska, rocznik 1988, student Wiedzy o teatrze.