Przyjaciel prawdy – wróg społeczeństwa (Wróg ludu)

Przyjaciel prawdy – wróg społeczeństwa (Wróg ludu)

Wobec premiery otwierającej nowy sezon teatralny ma się zazwyczaj większe wymagania. Od tego, jak wypadnie zależą w końcu recenzje krytyków wróżących na jej podstawie prognozę na cały, długi rok. W spektaklu premierowym musi być bum i już. A bum i hałas to niemalże wizytówka realizacji Jana Klaty, więc o ten punkt programu świeżutkiego Wroga ludu można być spokojnym. Póki co pohamujmy jednak przedwczesne ekscytacje, bo jak mówi przysłowie, osądzać trzeba po tym, jak się kończy, nie jak zaczyna. A najnowsze przedstawienie Starego Teatru ma dodatkowo silne przesłanki, by oceniać je z pewnego dystansu. Ale o tym za chwilę.

Justyna Łagowska za sprawą scenografii zaprasza widzów do podpatrywania wesołego miasteczka drugiej, jeśli nie trzeciej, kategorii. Spiętrzenie kolorowych elementów, porozrzucanych tu i tam dużych piłek do ćwiczeń, plastikowych dziecięcych krzesełek, metalowych beczek i sofy o kwiecistym wzorze paradoksalnie składa się w całość, choć dziwna to konstrukcja. Uzupełnieniem są ściany pokryte kafelkami w kolorze ultramaryny przywodzące na myśl wyłączony z użytku basen lub starą łaźnię publiczną. A od tego skojarzenia już tylko mały krok od kąpieliska miejskiego czyli miejsca, które przestrzenią akcji uczynił Henryk Ibsen. Po chwili zupełnej ciemności, za pomocą światła punktowego, na ścianie odsłonięta zostaje biblijna fraza Mane, tekel, fares, zwiastująca niechybny upadek Babilonu i śmierć króla Baltazara. W tym wypadku – rozpad świata przedstawionego. Nawet na dwóch poziomach, bo ni z tego, ni z owego runie najpierw tak misternie zaprojektowana przez Łagowską konstrukcja, a z chaosu zaczną wygrzebywać się aktorzy, niepokojąco przypominający najbardziej pierwotne formy życia. Na planie fabularnym natomiast na upadek trzeba poczekać nieco dłużej.

Opisana przez Ibsena, historia bezpardonowej walki Doktora Tomasa Stockmanna (Juliusz Chrząstowski) z własnym bratem, a zarazem burmistrzem (Radosław Krzyżowski), reprezentującym przede wszystkim interes finansowy miasta (a w tym oczywiście i swój), jest na tyle uniwersalna, że mogłaby dziać się wszędzie Jak dowodzą badania Doktora, kąpielisko raczej truje niż leczy kuracjuszy. Autor problematyzuje relację między prawdą a informacją publiczną zmanipulowaną przez władze. Okazuje się, że prawda często ma na tyle wygórowaną cenę, że się społeczeństwu zwyczajnie nie opłaca. Rola władzy w tym wypadku sprowadza się do uatrakcyjnienia kłamstwa lub zamiennie, niekorzystnej prezentacji prawdy. Klata słusznie stwierdza, że od czasów Ibsena nic się w tej kwestii nie zmieniło. Osadza akcję Wroga ludu w czasach współczesnych, ale też bez szczególnego nacisku na akcentowanie gdzie i w jakim momencie historii znajduje się świat przedstawiony. W zasadzie przedstawienie jest linearnie poprowadzoną opowieścią i gdyby nie niektóre hucząco-bucząco-efekciarskie wstawki można by powiedzieć, że przydarzyło się Janowi Klacie przedstawienie w duchu klasycznego teatru dramatycznego. Przypuszczam, że dla niego samego takie stwierdzenie zabrzmiałoby niczym obelga, ale trzeba spojrzeć na fakty – mechanizm projekcji i identyfikacji hula w najlepsze, zarówno na płaszczyźnie percepcyjnej (wygaszone światło na widowni, czwarta ściana), jak i psychologicznej. Klata naturalistycznym niemal gestem wprowadza na scenę dwójkę młodych ludzi z zespołem Downa, grających dzieci Stockmannów, których niechybnie dotkną problemy finansowo-bytowo-wykluczniowe jeśli Doktor będzie wciąż upierał się przy demaskacji prawdy o trującym kąpielisku. Trudno w tym wypadku zaprojektować sobie w głowie odbiorcę z tak pokaźnym zapleczem teorii humanistyczno-filozoficznych, który nie uległby „ludzkiemu odbiorowi”, wchodząc na poziom identyfikacji psychologicznej. Czy to z żoną Stockmanna (Małgorzata Zawadzka), która musi sama zadbać o rodzinę, czy też – zupełnie na odwrót – z Doktorem, który pozostaje osamotniony w walce o prawdę, bo nawet najbliżsi nie podzielają jego idealistycznych koncepcji. Ale wszystko do czasu – zakończenie spektaklu wywróci odbiór całości do góry nogami.

Dochodząc do sedna – napisany pod koniec XIX wieku Ibsenowski Wróg ludu był, jest i będzie aktualny dlatego, że dramatopisarz wychodzi od szczegółu – historii pewnego miasta z kąpieliskiem, do ogółu – problemu manipulacji prawdą na rzecz tzw. dobra publicznego, pod którym faktycznie kryją się interesy władzy. Klata postępuje dokładnie na odwrót – rozpoczynając od tego, co najbardziej ogólne i uniwersalne, czyli przywołania Ibsenowskiej opowieści, kończy spektakl serią jak najbardziej aktualnych i niemal publicystycznych wstawek, tak lokalnych (smog w Krakowie), jak i ogólnokrajowych (problem z uchodźcami). Ta część przedstawienia ma własny rytm, który wyznaczają improwizacje Juliusza Chrząstowskiego, uwolnionego na tę chwilę od postaci Doktora Stockmanna. Chrząstowski rzuca zresztą ze sceny prowokacyjnie: „Tania publicystyka?” i drąży temat teatru jako areny politycznej. Aktor uwodzi opanowaniem, inteligentnym poczuciem humoru, wbijając przy tym szpilki w niewygodne kwestie, od których nie można się tak po prostu odciąć. Swój improwizacyjny popis zamknie monologiem Doktora i tym samym wróci do roli. Ale wydźwięk spektaklu zmienił się już na dobre, i dopiero od tego momentu wyraźnie widać, że wszystko, co na planie fabularnym budowano „po bożemu” od pierwszych sekwencji powstało tylko po to, by runąć. Zupełnie tak, jak wspomniana scenografia. Pozostaje tylko (otwarte) pytanie o siłę oddziaływania improwizacji po miesiącu, dwóch albo pod koniec sezonu.

Jeśli ktoś wyczyta z tej recenzji krytykę teatru publicystycznego w ogóle, to widocznie czytał nieuważnie. Może i zabrzmi to jak banał, ale właśnie w różnorodności stylistyk tkwi siła teatru. Jednak żywot realizacji bazującej na publicystyce z reguły nie trwa długo. Dopiero próba czasu pokaże czy teraźniejsze problemy można przekuć na długofalowe zainteresowanie publiczności. Innymi słowy – czy mamy do czynienia z tanią publicystyką, czy z czymś więcej.

 

Agnieszka Dziedzic, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 147/2015

 

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Henryk Ibsen

Wróg ludu

reżyseria: Jan Klata
scenografia, kostiumy, światło: Justyna Łagowska
choreografia: Maćko Prusak
dramaturg: Michał Buszewicz
muzyka: Robert Piernikowski

obsada: Billing:Bogdan Brzyski, Burmistrz: Peter Stockmann/­ Radosław Krzyżowski, Doktor Tomas Stockmann: Juliusz Chrząstowski, Drukarz Aslaksen:­ Zbigniew Kosowski, Kapitan Horster: Bolesław Brzozowski / Paweł Kruszelnicki, Morten Kill: Zbigniew Ruciński, Pani Stockmann: Małgorzata Zawadzka, Petra: Monika Frajczyk, Redaktor Hovstad:­ Michał Majnicz

premiera: 3 października 2015