Przepis na najlepsze kakao i zupa rybna. Synestezyjny świat monodramów (Jutro będzie za późno; Zupa rybna w Odessie)

Podczas tegorocznej edycji Festiwalu Windowisko w Gdańskim Teatrze Miniatura niejednokrotnie prezentowano monodramy. Ta niewielka forma sceniczna w połączeniu ze skromną, ale wyraźnie zaakcentowaną scenografią, odpowiednio dobraną muzyką i przede wszystkim dobrą grą aktorską potrafi wzbudzić estetyczny zachwyt.

Pierwszy dzień festiwalu przyniósł ze sobą między innymi próbę ukazania biografii i twórczości wielkiej przedwojennej sławy – Wiery Gran (właściwie Weroniki Grynberg). Postać tej piosenkarki, aktorki kabaretowej i filmowej o charyzmatycznym niskim głosie i ironicznym usposobieniu w stosunku do świata, dziś praktycznie zapomniana, odżyła na scenie kameralnej gdańskiego teatru. Aleksandra Lis z uczuciem wcieliła się w rolę Wiery, naśladując nie tylko jej specyficzną barwę głosu i jego modelowanie, ale także imitując za pomocą mimiki twarzy, gestów i wypowiadanych słów typowy dla niej sposób zachowania. Piękne, wzruszające wykonanie piosenek Gran zdecydowanie zasługuje na szczególne uznanie. Już w pierwszej scenie spektaklu mamy do czynienia z bardzo ciekawym zabiegiem, kiedy słychać nagranie samej artystki, które momentalnie zostaje wzbogacone o śpiew na żywo w wykonaniu Lis, aż w końcu głos tej pierwszej ginie gdzieś w tle, a coraz silniej i wyraźniej zaczyna pobrzmiewać śpiew aktorki. Mocne, głośno wyśpiewane słowa: „Nie wiem, co dzieje się ze mną / Tak jest mniej więcej od trzech miesięcy / Wciąż wzdycham do ciebie daremno / I mam w podzięce twój drwiący śmiech” rozpoczynające spektakl wraz z melancholijną melodią pozostają w pamięci na długo po zakończeniu monodramu. Kreacja przestrzeni, na którą składają się rozstawione gdzieniegdzie kolorowe abażurowe lampy, niewielkie podium z mikrofonem, staromodna komoda i zabrudzone zwierciadło, a także kostiumy autorstwa Eweliny Miąsik dopełnia obrazu tamtych lat.

Kujawsko-Pomorski Impresaryjny Teatr Muzyczny z Torunia przywiózł ze sobą produkcję o tyle ważną i interesującą, że poruszającą wątki istotne nie tylko dla naszej kultury, ale także i dla historii. Jutro będzie za późno skupia się na postaci legendarnej Wiery Gran, jednak mówi też o problemach uniwersalnych. Porusza temat kondycji moralnej człowieka postawionego wobec ekstremum wojny; podejmuje refleksję nad psychiką i stanem umysłu ludzi, którzy przeżyli getto, wreszcie nad kwestią Żydów i ich sytuacją w czasie eksterminacji.

Tematykę drugiej wojny światowej porusza także kolejny monodram prezentowany w ramach Windowiska – Zupa rybna w Odessie w reżyserii Julii Mark. Teatr jednego aktora przedstawia sylwetkę i historię misji Jana Karskiego, emisariusza, który jako pierwszy opowiedział światu o zbrodniach Holokaustu. Stał się bohaterem narodowym, został dwukrotnie odznaczony Virtuti Militari, uzyskał tytuły Kawalera Orderu Orła Białego, Honorowego Obywatela Izraela, Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. Doświadczenia wojenne dotknęły go osobiście. Sam dostał się do niewoli sowieckiej, ale udało mu się wyskoczyć z pociągu podczas wymiany jeńców. W czasie jednej z misji został zatrzymany przez gestapo i poddany ciężkim torturom. Nie chcąc wyjawiać tajemnic państwowych, postanowił odebrać sobie życie. Była to jednak nieudana próba: przeżył i został odbity pod dowództwem podchorążego Zbigniewa Rysia.

Sebastian Ryś, jego wnuk, występuje w monodramie Zupa rybna w Odessie, w którym opowiada o Janie Karskim. Jego gra jest szczera, niewyszukana, naturalna. Karski to dla niego nie tylko postać historyczna i narodowy bohater. To przede wszystkim żywy człowiek, który znał jego dziadka, zawdzięczał mu ocalenie. Nie ma jednak w postawie młodego aktora przesadzonej niezdrowej dumy wynikającej z tego faktu. Jego występ ma za zadanie przypomnieć światu, kim był słynny emisariusz, a także uświadomić znaczenie jego misji.

Zupa rybna w Odessie to – nie licząc jednego krzesła – spektakl pozbawiony scenografii. Wcale jej tam jednak nie brakuje. Aktor ubrany w białą koszulę, ciemną marynarkę, materiałowe spodnie i eleganckie półbuty wchodzi na scenę ze starą walizką podróżną, z której co jakiś czas wyciąga różne przedmioty. Czasem jest to ulotka biura podróży „Karski-Express-Holiday”, innym razem kiść winogron czy łyżka. W tle niekiedy wyświetlane są nagrania wideo, jak na przykład scena filmowa, w której goście bawią się i tańczą na przyjęciu albo fragment Czarnej Perły, w momencie gdy piękna Reri śpiewa Eugeniuszowi Bodo słynny utwór Dla Ciebie chcę być biała.

Spektakl z całą pewnością nie traci na fakcie, że występuje w nim tylko jeden aktor. Sebastian Ryś przez cały czas skupiał na sobie uwagę widzów, nie przestawał być w ruchu, w roli. Podobnie jak Aleksandra Lis w Jutro będzie za późno stanowił centrum zainteresowania publiczności. Jemu udało się to dzięki niezwykłej charyzmie, poruszającej mimice, głębokiej barwie głosu, jej – za pomocą wdzięku, wyrazistej gry aktorskiej, przejmujących scen, zwłaszcza sekwencji wokalnych. Obydwa monodramy, choć oparte na prawdziwych wydarzeniach, podejmujące tematykę raczej nostalgiczną, niepozbawione są elementów komicznych, podczas których można odetchnąć na chwilę i lekko się pośmiać. Nie sposób bowiem powstrzymać się od takiej reakcji, gdy Sebastian Ryś rzuca się po scenie i opowiada historię o tym, jak wszyscy po kolei bili w twarz mężczyznę w restauracji (odciągnąwszy najpierw swojego poprzednika w celu uspokojenia go), który znieważył pamięć Karskiego.

W obu spektaklach dominują sceny dramatyczne, ściskające za gardło. Przykładem może być tu autentyczne nagranie Wiery Gran, w którym opowiada – już jako stara kobieta – o swojej wielkiej nieprzeniknionej samotności czy moment, w którym Sebastian Ryś wpada w furię, gdy dochodzi do niego, że kiedy u nas w kraju była wojna, w Ameryce kręcono Casablankę.

Gra aktorska zarówno w przypadku Zupy rybnej w Odessie, jak i Jutro będzie za późno jest żywa, iście synestezyjna. Aktorzy nie potrzebują nikogo więcej na scenie, by stworzyć dobry spektakl. Gdy Sebastian Ryś opowiada o zupie rybnej, najsmaczniejszej, jaką jadł kiedykolwiek w życiu, widzowie czują jej zapach i wyrazisty smak, widzą parę unoszącą się z pełnego talerza. Gdy aktor kończy opowieść, odbiorcy mają poczucie, że zjedli właśnie pyszny posiłek. Podobnie jest w Jutro będzie za późno. Aleksandra Lis podaje przepis na jedyne w swoim rodzaju kakao, najlepsze na świecie, którego cały sekret tkwi w tym, że… Jeśli chcecie się dowiedzieć, idźcie na spektakl!

Na koniec warto wspomnieć, że Zupę rybną w Odessie uhonorowano Grand Prix Marszałka Województwa Pomorskiego za rolę Sebastiana Rysia, z kolei Jutro będzie za późno zdobyła nagrodę za najlepszą reżyserię i rolę aktorską.

Balbina Hoppe, Teatralia Trójmiasto 

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 181/2016

XVIII Ogólnopolski Festiwal Sztuk Autorskich i Adaptacji „Windowisko”, Gdańsk 22-23 października 2016

Teatr Miniatura w Gdańsku

Jutro będzie za późno

reżyseria: Agnieszka Płoszajska

scenariusz: Wiesława Sujkowska

scenografia i kostiumy: Ewelina Miąsik

aranżacje muzyczne: Jędrzej Rochecki

obsada: Aleksandra Lis

premiera: 20 maja 2016

Zupa rybna w Odessie

reżyseria: Julia Mark

scenariusz: Szymon Bogacz

ruch sceniczny: Piotr Świtalski

obsada: Sebastian Ryś

premiera: 15 kwietnia 2014

Balbina Hoppe – rocznik 1994. Studentka filologii polskiej i teatrologii na UG. Uwielbia literaturę, sztukę i teatr. Często bywa w trójmiejskich teatrach w roli widza, ale niekiedy staje też po drugiej stronie, za kulisami, i sama próbuje tworzyć spektakle – w sposób studencki, amatorski, ale pełen pasji i zamiłowania.