Przejście nad Californią

Przejście nad Californią

Jak sprzeciwić się czemuś, co jest wrodzone? Jak pokonać prawo ciążenia, które jest przecież ppowszechne? „Życie powinno być przeżyte na krawędzi liny. Musisz wyćwiczyć bunt: nie zgadzać się na trzymanie się zasad, zaprzeczać swoim sukcesom, nie powtarzać się, postrzegać każdy dzień, każdy rok, każdy pomysł jako prawdziwe wyzwanie – wtedy przeżyjesz swoje życie na cienkiej linie” – powtarzają za Philippem Petitem artyści łódzkiego Teatru California. Bunt, zuchwałość, ryzyko graniczące z szaleństwem – to pierwsza warstwa dramatu. Parafrazując klasyka, Przejście nad Niagarą jest jak cebula – ma warstwy i także ten spektakl ma przynajmniej dwie.

Blondin to francuski ekwilibrysta i akrobata, który swoją sławę i fortunę zawdzięczał pewnemu śmiałemu pomysłowi. Chciał przejść nad wodospadem Niagara po linie długości 330 metrów, rozpiętej na wysokości 48 metrów nad powierzchnią wody. Po raz pierwszy zrealizował swój szalony plan w 1859 roku, a następnie powtarzał ten wyczyn wielokrotnie, za każdym razem w innej widowiskowej oprawie: z zawiązanymi oczami, w worku, pchając przed sobą taczkę, zatrzymując się w połowie drogi, aby przyrządzić i zjeść omlet, na szczudłach itd. Pewnego dnia Blondina odwiedza Carlo – wielbiciel, a nawet wyznawca jego talentu, marzący o tym, aby jego idol mógł któregoś dnia przejść nad Niagarą bez użycia liny.

 

Carlo przedstawia się jako uczony. Widział wszystkie pokazy Blondina i chciał mu przedstawić pewien pomysł na trening. Zawiedziony tym, że Blondin podczas ostatniego występu usmażył jedynie osiem, a nie planowane dwanaście jaj, prosi go, aby następnym razem zrobił coś niekomercjalnego, bez tanich, cyrkowych chwytów. Bohaterowie równocześnie wpadają na pomysł, który nazywają „bezprzykładnym szaleństwem”. Blondin miałby przejść nad wodospadem, niosąc na swoich barkach Carla. I tu dochodzimy do kolejnej warstwy spektaklu – problemu zaufania i odpowiedzialności.

Czy można zaufać drugiemu człowiekowi do tego stopnia, aby powierzyć sile jego ramion swoje życie? Czy można być na tyle nierozważnym, żeby przyjąć na siebie taką odpowiedzialność? To pierwsze przejście, podczas którego Blondin odczuwa autentyczny strach. Uczucie to dosłownie go obezwładnia. Zatrzymuje się wpół drogi. Wszystkim zdaje się, że za chwilę spadnie, zrzucając w przepaść siebie i Carla:

„–  Carlo… (pauza) Kiedyś ci powiedziałem, że to musi być wzruszające, jeśli się komuś zawdzięcza życie. Pamiętasz?

– Tak. (nadal nuci marsza)

– […] Bardzo wzruszające. Wiesz dlaczego?

–  Niech pan nie będzie naiwny Blondin. Ratowałem również i siebie. Miał pan zamiar spaść sam? Egoista. […]

–  Uratowałeś mi życie Carlo. Tobie je teraz zawdzięczam. Nigdy ci tego nie zapomnę” [1].

Akcja spektaklu na motywach dramatu Alonso Alegrii[2] rozgrywa się w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku. Twórcy spektaklu nie precyzują czasu akcji. Scenografia jest eklektyczna, a rekwizyty stylizowane są zarówno na te z epoki, jak i na współczesne. Niestety – przy całej mojej życzliwości dla działalności teatrów amatorskich – jestem zmuszona przyznać, że momentami po prostu się nudziłam. Na scenie było dwóch aktorów, którzy przez ponad godzinę musieli utrzymać uwagę widzów. Moje myśli jednak stale odpływały w inną stronę. Zdawało mi się, że nie ma sensu angażować się emocjonalnie i intelektualnie w przedsięwzięcie, którym nie bardzo zainteresowani są sami wykonawcy. Odniosłam wrażenie, że mówią bez pasji, że to spektakularne przejście wcale takim nie było. Ale jak deklarują sami Californijczycy: „W końcu gramy po to, aby próbować”. Cóż, może następne Przejście nad Niagarą będzie lepsze.

Katarzyna Smyczek, Teatralia Łódź
Internetowy Magazyn Teatralny „Teatralia” nr 36/2012

Teatr California w Łodzi

Przejście nad Niagarą

Alonso Alegria

reżyseria: Piotr Maszorek

przekład: Gustaw Koliński

obsada:

Blondin – Nikodem Księżak

Carlo – Łukasz Przywara

premiera 30 października 2012

Katarzyna Smyczek – rocznik 1991, studentka polonistyki UŁ, publikuje w Libertas. Interesuje się wędkarstwem i teatrem. Lubi łączyć obie swoje pasje, oglądając spektakle o rybach. Mieszka w mieście Łodzi, „gdzie nawet bieganie psom szkodzi”.

 


[1] A. Alegria, Przejście nad Niagarą, „Dialog” 1971, nr 1, s. 43–68.

[2] Tamże.