,,Prawda czy iluzja... to bez znaczenia” (Kto się boi Virginii Woolf?)

,,Prawda czy iluzja… to bez znaczenia” (Kto się boi Virginii Woolf?)

Współcześni twórcy teatralni coraz częściej decydują się na technologicznie zaawansowane rozwiązania scenograficzne Wykorzystują na szeroką skalę ekrany, billboardy, rzutniki, przetworniki dźwiękowe i inne zdobycze XXI wieku, sprzyjając tym samym rozwojowi idei spektaklu zapośredniczonego medialnie, która stopniowo opanowuje polskie sceny. Teatr coraz częściej przypomina kino, gdzie każdy gest, każda zmarszczka, każdy grymas wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Grzegorz Wiśniewski, jakby na przekór wspomnianej tendencji, zwraca się w stronę teatru aktorskiego, stawiając na minimalizm w doborze środków i siłę samego tekstu.

,Kto się boi Virginii Woolf? – już sam tytuł sugeruje mnogość interpretacji, wywołuje zaciekawienie i niepokój, zwłaszcza że ma niewiele wspólnego z samą Virginią Woolf. Jest to raczej ironiczna trawestacja refrenu amerykańskiej piosenki autorstwa Teda Searsa i Franka Churchilla Who’s afraid of the big, bad woolf?, znanej również polskiej publiczności z kreskówki Były sobie świnki trzy Walta Disneya. Tytułowy „woolf” (czyli „wilk”) łączy w sobie brutalność świata dorosłych z naiwnością dzieciństwa, czystość z wyrachowaniem, a nieprzyjazną rzeczywistość – z iluzją, która nierzadko staje się upragnioną, nieosiągalną wizją realnego świata. Wywrotowy tytuł dramatu Edwarda Albee jest zatem nie tylko inteligentną igraszką. Stanowi też nieco prowokacyjne pytanie o sens i prawdę skierowane do czwórki zagubionych, coraz bardziej rozgoryczonych i sfrustrowanych bohaterów, za plecami których, na wysokiej ścianie piętrzących się stosów książek, raz po raz ukazuje się uciekająca, wrzaskliwa disneyowska Myszka Miki.

Wraz ze światłem sączącym się z reflektorów z mroku sceny wynurzają się trzy ściany – mury zbudowane z pieczołowicie ułożonych książek – mieszkanie Marthy i George’a, małżeństwa z wieloletnim stażem, bagażem doświadczeń, porażek i wzajemnych pretensji. On wykłada historię, ona jest córką rektora, dzięki której mąż zrobił karierę (w tych rolach znakomici Dorota Kolak i Mirosław Baka). W jedną noc tę uporządkowaną, martwą, trawioną rutyną i gorzkim poczuciem humoru małżeńską relację zaburza młody, ambitny Nick i jego głupiutka żona. Pochłaniany w sporych ilościach alkohol sprzyja uprzejmej i swobodnej konwersacji, która stopniowo przemienia się w przerażającą maskaradę, walkę skrywanych kompleksów i palących pretensji, konflikt płci, ambicji i pokoleń. Bohaterowie przeglądają sięw sobie, obnażając wszystkie brudy i słabości ludzkiej natury. A znakomity tekst Albeego (w tłumaczeniu Jacka Poniedziałka) z lekkością i wdziękiem płynie ze sceny, nie tracąc nic ze swej błyskotliwości.

Trudno patrzeć na spektakl zespołu Teatru Wybrzeże poza kontekstem wielu innych inscenizacji Kto się boi Virginii Woolf bądź legendarnej ekranizacji Mike’ a Nicholsa z oskarowymi kreacjami Elizabeth Taylor i Richarda Burtona. Wiśniewski wraz z zespołem podchodzi jednak do tekstu z dystansem i refleksją, pozwalając widzowi zarówno na śmiech, jak i chwilę refleksji. Oddając przestrzeń słowu i aktorom, nieustannie konfrontuje ich ze sobą w soczystych dialogach. Pomimo widocznej różnicy poziomów wykonawstwa na korzyść starszego pokolenia (świetna kreacja Doroty Kolak) obserwujemy na scenie zgrany zespół.

Nie należy tu oczekiwać fajerwerków, spektakularnej scenografii lub nowatorskiej dekonstrukcji dramatu, załamań formalnych i kompozycyjnych. Jeśli jednak tęsknimy nieco za teatrem kameralnym, w którym słowo staje się sensem, treścią i muzyką, jest to spektakl, który zbliży nas do tego rodzaju doświadczenia.

 

Magda Bałajewicz, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn ,,Teatralia”, numer 155/2015

Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Edward Albee

Kto się boi Virginii Woolf?

Edward Albee

reżyseria: Grzegorz Wiśniewski

scenografia: Barbara Hanicka

reżyseria świateł: Marek Kozakiewicz

opracowanie muzyczne: Rafał Kwalczyk

obsada: Dorota Kolak, Mirosław Baka, Katarzyna Dałek, Piotr Biedroń

premiera: 2 października 2015

fot. Anna Kaczmarz

 

Magda Bałajewicz – rocznik 1991, studentka wiedzy o teatrze, interesuje się teatrem, kinem, a w szczególności muzyką, zwłaszcza tą ,,skwaszoną”, czyli jazzem. Mieszka w Krakowie.