PPA nurt OFF

PPA nurt OFF

Na początku spektaklu This is not a love song, czyli miłość ci wszystko wypaczy artystka zadała wrocławskiej publiczności pytanie: co to właściwie jest nurt off? Wszyscy zgodni byli co do jednego, że najlepszy jest off we Wrocławiu, ale próby zdefiniowania tego pojęcia spełzły na niczym. Nic też dziwnego, nie ma przecież jednego, uniwersalnego przepisu na dobry off, a najlepiej potwierdza to 35. Przegląd Piosenki Aktorskiej. Artyści zaskakiwali, zachwycali, czarowali, a czasem denerwowali  i irytowali, nie pozostawiając jednak nikogo obojętnym na to, co działo się na scenie.

HIOB

Na pierwszy ogień poszedł biblijny Hiob w interpretacji Anny von Schrottenberg, artystki znanej również we Wrocławiu. Urodzona w Zurychu, a wychowana w Niemczech aktorka i piosenkarka w 2012 roku na 33. PPA otrzymała w konkursie nagrodę ZAIKS-u za kompozycję i interpretację wiersza Wisławy Szymborskiej Monolog dla Kasandry. Spektakl Hiob, który otwierał tegoroczny nurt off, rozpoczął się dość zabawnie i przewrotnie piosenką o cebuli. Tak jak warzywo podczas obierania, sztuka pozbawiana jest kolejnych warstw, tak Bóg pozbawiał Hioba wszystkiego co miał: majątku, rodziny oraz zdrowia. Problem dotkniętego nieszczęściem i zmagającego się z losem człowieka artystka starła się rozłożyć na czynniki pierwsze, przyjrzeć się wnikliwie kolejnym jego warstwom i aspektom, zwłaszcza tym współczesnym. Jako materiałów tekstowych użyła fragmentów książek Olgi Tokarczuk Prawiek i inne czasy i Dom dzienny, dom nocny, Stanisława Lema Pamiętnik znaleziony w wannie, cytatów z Biblii, tekstu Tima Jacksona Prosperity without Growth, artykułów z bieżącej prasy i raportów giełdowych. Dodatkowo przeprowadziła z ludźmi wywiady o stracie i pragnieniu. Materiał zaś ułożyła w kolaż tekstów, który recytowała w języku polskim i niemieckim oraz śpiewała przy akompaniamencie gitary akustycznej. Tłumaczenia tekstów pokazywały się w postaci video art, niestety były tak niewyraźne, że znacznie utrudniały odbiór tekstu.

Artystyczna eksploracja hiobowego problemu koncentrowała się wokół kilku kwestii: jak wpływa na nas wiedza o skończoności świata? Z czego rezygnujemy? Co zastępuje konsumpcję? Z jaką częścią swojego stanu posiadania utożsamiamy się najbardziej? Jaki wpływ na nasze listy zakupów mają doniesienia o nędzy na świecie? Widzowie spektaklu przekonali się, co znaczy zmierzyć się z tymi pytaniami. Gdy artystka każdego z nich poprosiła o oddanie Hiobowi przedmiotu, którego nie potrzebuje, wcale nie było tak łatwo znaleźć cokolwiek na dnie torebek i kieszeni. Ostatecznie do koszyczka powędrowały paczki gum do żucia, chusteczek higienicznych, bilety na spektakl, monety, a nawet paczka słonecznika. Ten prosty trik sceniczny doskonale zobrazował największą bolączkę współczesnej cywilizacji, mocno przywiązanej do dóbr materialnych. Choć Hiob Anny von Schrottenberg nie odpowiada na żadne z wyżej przytoczonych pytań, to jednak zmusza nas do refleksji. Zadanie, które postawiła sobie artystka zostało zatem wykonane.

THIS IS NOT A LOVE SONG, CZYLI MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYPACZY

Z początku artyści trochę nas nabrali. Wybrzmiewająca w tle wojskowa melodia i prośby aktorów o wspólne nucenie do Chabrów z poligonu sugerowały, że wraz z aktorami przeniesiemy się do Kołobrzegu, wprost na Festiwal Piosenki Żołnierskiej. Jeszcze w trakcie pierwszego utworu , gdy na scenie pojawili się aktorzy w żołnierskich czapkach i wystukiwali rytm na bębnie, można było tkwić w tym przekonaniu. Tylko repertuar nie ten… (chociaż udowodnili, że nawet Kocham cię kochanie moje z repertuaru zespołu Manaam można zagrać na „wojskową nutę”). Potem już na próżno szukać nawiązań do mundurowych piosenek. Artyści czerpali bowiem z twórczości polskich i zagranicznych muzyków, odnoszących sukcesy głównie w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.

Muzyczno-wokalny duet (Renia Gosławska i Krzysztof Wojciechowski) wzięli na warsztat popularne piosenki o miłości, ale nie poszli na skróty. Dzięki odpowiednim aranżacjom znanych melodii udało im się stworzyć zaskakującą wielogatunkową hybrydę. W spektaklu nie zabrakło polskich szlagierów: Jednego serca, Czesława Niemena w bardzo emocjonalnej wersji Mamony zespołu Republika, zaśpiewanej i zagranej w rytm brazylijskiej samby ,czy akordeonowej aranżacji Jesteś lekiem na całe zło Krystyny Prońko. Jednak najbardziej zasłużony aplauz zdobyli, wykonując kaszubską piosenkę opartą na melodii francuskiego Je T’aime Moi Non Plus oraz weselną wersję Kiedy powiem sobie dość zespołu O.N.A. Do każdej melodii stworzyli również małą historię – przy okazji Jesteś lekiem… para udawała ulicznych śpiewaków i zbierała pieniądze do puszki, a nastrojowe Killing Me Softly With His Song, zespołu The Fugees Gosławska zaśpiewała w burce, powoli obwiązując się materiałami wybuchowymi. Natomiast szeptaną Kocham cię jak Irlandię wykonała w przebraniu ministranta, dedykując ją kontrowersyjnemu biskupowi Wesołowskiemu.

Porządku pilnował Głos (Piotr Wyszomirski), niski, przywołujący na myśl Wojciecha Manna. To on wprowadzał w kolejne piosenki, podpowiadał i zachęcał do wspólnej zabawy. Już na półmetku spektaklu w górę poszybowały dmuchane piłki, delfiny i gekony, które publiczność otrzymała od artystów „pod opiekę”. Głos był komentatorem nie tylko tego, co działo się na scenie, ale także współczesnej sytuacji społecznej i politycznej w kraju. Nie zabrakło odwołań do aktualnej sytuacji na Ukrainie, pedofili wśród księży. Ba! Oberwało się też współczesnym twórcom teatralnym, Strzępce i Demirskiemu, przez których to na deskach teatralnych królują wulgaryzmy.

Projekt This is not a love song… powstał na potrzeby 35. PPA we Wrocławiu, ale odnosi się wrażenie, że artyści (na co dzień soliści w Teatrze Muzycznym w Gdyni) grają go od lat. Przemyślany i rewelacyjny pod względem warsztatowym i muzycznym, zupełnie nie potrzebował tanich chwytów (Głos bywał irytujący, a żarty typu: Magda, pocałuj pana – żenujące). Gdyby wyrzucić z niego, to co nie było treścią stricte muzyczną, byłyby to naprawdę bardzo udany spektakl.

TRZY SIOSTRY

Gdyby Czechow wystawiał Trzy siostry w offowym spektaklu, musiałby odliczać do czterech, a zamiast o życiu w Moskwie, dziewczyny marzyłyby o karierze we Wrocławiu, zaś każdą kolejną scenę zapowiadałby wpadający w ucho dżingiel z wyświetlanym na ekranie napisem: Trzy siostry OFF. Marzeniem głównych bohaterek jest wystawienie spektaklu, którym podbiją wrocławską publiczność. Problem w tym, że nie mają ani środków finansowych, ani chwytliwych nazwisk na plakacie i ani jednej znanej z telewizji twarzy do promocji projektu. Na szczęście siostry off są zdeterminowane i pomysłowe, a swoje zmagania rejestrują na kamerze (te filmiki staną się częścią spektaklu). Najpierw udają się do salonu popularnej firmy odzieżowej i bezskutecznie próbują wypożyczyć piękne suknie i dodatki na premierę. Potem rozpoczynają poszukiwania reżysera. Po szybkiej selekcji (ten się skończył, tamten rzuca tylko mięsem ze sceny) wybór pada na Monikę Strzępkę, która jednak w rozmowie telefonicznej odmawia używając niecenzuralnych słów. Najzabawniej wypadają jednak próby znalezienia znanego aktora, który wsparłby przedsięwzięcie sióstr. Bo jak się szybko okazuje, aktorzy Teatru Polskiego we Wrocławiu, do których z kamerą udają się artystki, są mistrzami asertywności: Bartosz Porczyk (Jaja sobie robicie?), Mariusz Kiljan (ma serial w Warszawie), Michał Mrozek (za darmo nie pracuje). Ostatecznie dziewczyny muszą liczyć tylko na siebie.

Humoru i przewrotności siostrom off nie brakuje, jak również odwagi, wyrazistości scenicznej i talentu wokalnego (zachwyca zwłaszcza cudownie zachrypnięty głos Mirosławy Żak). Oryginalny jest też styl projektu. Bohaterki rozmawiają ze sobą wierszem ośmiozgłoskowym, zaś piosenki pisane są prozą. To, co powinno być naturalne (czyli proza), staje się tym samym sztuczne, a wiersz, staje się swobodnym sposobem porozumiewania się.

Trzy siostry wystawiane były nietypowo, bo w klubie muzycznym Nietota. Niestety, artystkom nie udało się w pełni przystosować klubowej przestrzeni na potrzeby spektaklu. Widzowie, którzy zajęli ostatnie stoliki nie mieli szans zobaczyć wielu scen, które rozgrywały się poza główną sceną. Szkoda, bo takie niedopatrzenie wpływa na słabszą ocenę całkiem ciekawego projektu. 

Magdalena Jedynak, Agnieszka Jedynak, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer /2014

35. Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu

Hiob

Anna von Schrottenberg

Scenariusz i reżyseria: Anna von Schrottenberg

Premiera: 21.03.2014 r.

 ***

This is not a love song, czyli miłość ci wszystko wypaczy

Renia & The Haeartbreakers

Scenariusz: Magdalena Kajtoch

Reżyseria: Renia Gosławska, Piotr Wyszomirski

Premiera: 25.03.2014

fot. £ukasz Giza

***

Trzy siostry

Agnieszka Frankel, Rozalia Mierzicka, Ewelina Żak, Mirosława Żak

Scenariusz: Jarosław Murawski

Reżyseria: wspólna

Premiera: 27.03.2014