Posiłek bez ofiar

Posiłek bez ofiar

Nikt nie je samotnie, dlatego koniecznie należy zadać pytanie: jak dobrze jeść wśród drapieżników i ofiar, pasożytów i żywicieli? Przy jedzeniu i rozmowie, czytaniu i oglądaniu, a także pisaniu na obrusie ujawnią się etyczne aspekty ludzkiego funkcjonowania w sieciach pokarmowych. Kto, kiedy i przez kogo bywa zjadany? Czy relacje te są odwracalne?

Stół nakryty białym obrusem. Na nim jabłka, grubo krojone kawałki chleba i plastikowe sztućce. Z boku sceny płyta kuchenna, garnek, patelnia, trochę warzyw – cebula, papryki, pomidory. Z tyłu czarna płachta przygotowana do wyświetlenia filmu. Typowa scenografia, która szybko ulega niezwykłemu przeobrażeniu. Rzucając spojrzenia do tyłu, szukając znajomych twarzy, widzowie zauważają przedstawione w swoich „naturalnych” pozach, wypchane zwierzęta, będące częścią sali muzeum przyrodniczego, w którym odbywa się kolacja. Ponieważ przedstawienie ma opóźnienie, mają także czas wnikliwie zapoznać się z pozostawionymi na ich siedzeniach zaproszeniami. Okładka wygląda zachęcająco i intrygująco: Menu for companion species. Prawdziwe wrażenie robi jednak spis zaplanowanych na wieczór potraw. Dosyć wymienić: „ulubienicę Darwina, czyli dlaczego cała dżdżownica jest lepsza niż pół”, „kaszankę z krwi żyjącej świni” czy „metaboliczną zupę”. Wśród widzów pojawia się śmiech,  zadziwienie, ale także strach. Przy stole jest sporo wolnych miejsc…

Artyści: Monika Bakke i John O’Shea, podczas występu powoli wciągają widzów w świat swoich idei. Myśl przewodnia jest prosta: najważniejsze, by pozyskiwać jedzenie, nie naruszając krążenia materii w sieci pokarmowej. To nie tylko strawa, ale i filozofia tego, jak „dobrze jeść”. Dodatkowo John O’Shea, wegetarianin, pokazuje, jak oszczędzić zwierzętom cierpienia. Dla poparcia swoich słów aktorzy posługują się cytatami sławnych pisarzy i myślicieli. Cytują na przykład Derridę: „Nigdy nie jesteśmy sami, kiedy jemy”. Zawsze towarzyszą nam jakieś organizmy żywe. Mogą to być te egzystujące w nas albo komórki, które tworzą zjadane przez nas mięso. Czy to głębokie? Z pewnością bardzo prawdziwe.

Na początku ciężko przełamać się i spróbować tych dań. Szczególnie przy mięsie dżdżownic, która ciągle się porusza. Wśród żyjących znajduje się też świnia, której krew przetworzoną na kaszankę, nie bez oporów, za to z coraz większym smakiem kosztuje uprzywilejowana część widowni. Ogromną popularnością wśród oswojonych z eksperymentem widzów cieszą się mule oraz rewelacyjny pitny miód, wytwarzany przez polskie pszczoły. Od akcji nie można oderwać się nawet na chwilę. Nie dość, że artyści przy gotowaniu i podawaniu potraw są wciąż w ruchu, to jeszcze najodważniejsi (a może głodni?) widzowie zasiadają, zmieniając się z każdym nowym daniem, przy podłużnym stole. Oni też tworzą tę kolację, dyskutują, robią miny, grymasy, zapisują na obrusie uwagi. Są czujni, ale aktywni i chętnie podchodzą do próbowania wszystkiego, co im zaoferowano. Najszybciej znika chleb, ale co tu dużo mówić, dżdżownicę trzeba czymś zagryźć.

Kolacja, w sposób nieco bardziej artystyczny i eksperymentalny, niż ma to miejsce w polskiej rzeczywistości, wpisuje się w aktualnie szeroko omawiane problemy racjonalnego odżywiania. Rozważane są one pod kątem dostępności produktów pochodzących z uczciwego handlu oraz sposobu traktowania zwierząt hodowlanych. Wiele uwagi zajmuje też świadomy wegetarianizm. John O’Shea zastanawia się również nad możliwością produkowania jedzenia na skale przemysłową w warunkach laboratoryjnych. Kolacja była performatywna, nie tylko ze względu na swoją wewnętrzną konstrukcję aktywizującą widzów, lecz także przez to, że mogła silnie oddziaływać na naszą świadomość.

Kaja Podleszańska, Teatralia Kraków

37. Krakowskie Reminiscencje Teatralne, 5-11 października 2012

John O’Shea & Monika Bakke

Menu for Companion Species/ Kolacja performatywna