Pomysł na dziady (Dziadów część III)

Pomysł na dziady (Dziadów część III)

Po, pełnej niewątpliwych sukcesów, pierwszej próbie wystawienia Dziadów bez skrótów, Michał Zadara i Teatr Polski święcili triumf. Nie można było ani reżyserii, ani aktorstwu, ani nawet dyskusyjnemu sposobowi interpretacji zarzucić pójścia na łatwiznę. Jak Zadara spisał się przy trzeciej części mickiewiczowskiego dramatu?

W roli i w formie

Tak licznej obsady na deskach Polskiego nie pamiętam. Tu należy się pierwsza, najistotniejsza bodaj, pochwała – dla aktorów właśnie. Perfekcyjnych zarówno w monologach (świetny występ Cezarego Łukasiewicza w scenie VIII), partiach śpiewanych (porywający głos i interpretacje Moniki Bolly!), konfrontacjach jeden na jednego (wspominam tu szczególnie sceny dialogowe Konrada – Bartosz Porczyk i Księdza Piotra – gromkimi brawami nagrodzony Mariusz Kiljan) oraz w scenach zbiorowych. Te ostatnie zresztą cieszą oko za sprawą imponujących w formie scenicznych rozwiązań – od realistycznej scenografii, przez grę świateł (w scenach więziennych właściwiej byłoby powiedzieć „grę cieni”), aż po kostiumy z epoki. Doskonała, spójna scenografia Roberta Rumasa to w przeważającej mierze imponujące tło wzburzonego nieba, zawieszone w głębi sceny, więzienna, obrotowa cela Konrada czy wreszcie powrót do II części, czyli ciemnego lasu pełnego upiorów.

O fantastycznym aktorstwie można by długo mówić, ale warto zaznaczyć, że tak, jak część IV Dziadów była totalnym show Porczyka, tak w części III jaśnieją niewielkie role, dotąd będące raczej tłem (wspomnę tu, poza wymienionym już Łukasiewiczem, jeszcze choćby Adama Szczyszczaja czy Andrzeja Kłaka). Słowem – w roli głównej – cały zespół, w świetnej formie.

Czym śpiewak dla ludzi?

A kolejną, osobną zresztą, rolę, pełni tu piosenka. Tej jest wiele, i w różnych odsłonach – od rewolucyjnego, bluźnierczego niemal, protest songu („zemsta, zemsta na wroga, z Bogiem i choćby mimo Boga”), po jazzowe wokalizy Moniki Bolly i całą śpiewaną scenę Balu u Senatora.

Zadara wplata tę formę bardzo umiejętnie, czyniąc ją nośnikiem przeróżnych emocji – od złości i buntu, przez grozę podszytą obecnością diabłów, aż po radosną swobodę podczas balu.

Takich, i innych zadarowskich smaczków, znaleźć można w tej inscenizacji sporą, ale wyważoną ilość, która z dobrze poprowadzoną linią dramaturgiczną, tworzy razem kilkugodzinną inscenizację, a tej, będąc na widowni, trudno nie docenić.

Od Zadary do Mickiewicza

Tym jednak, którzy na Dziady pójdą, bo cenią nasz wielki, romantyczny dramat, tj. tym, którzy spodziewają się opiewania każdej kolejnej strofy, rażącej siły interpretacji konradowskiej Wielkiej Improwizacji i płynącego ze spektaklu przesłania o mocy wpływów, jaką włada wieszcz – odległość od koncepcji Mickiewicza do wizji Zadary na pewno się nie spodoba. Dystans, z jakim reżyser podchodzi do wszystkiego, co w Dziadach wzniosłe, chwalebne, tworzące wreszcie kanwę polskiej literatury i – w porządku – patetyczne, ale jednak w ten patos zupełnie wpisane i zaakceptowane – jest momentami nie do zniesienia.

Ironiczny Konrad to raczej skacowany lekkoduch, do wieszcza władającego duszami narodu dalej mu jeszcze, niż poprzedniemu wcieleniu Porczyka – Gustawowi – do jego ukochanej w niebie. Inna sprawa, że Porczyk osiągnął w kuluarowych rankingach wrocławskiej publiczności pułap super gwiazdy, i ta chętnie przyklaskuje każdemu kolejnemu prześmiewczemu gestowi, udanemu, lub nie, żartowi scenicznemu, jeszcze jednej satyrycznej kreacji – a w moim odczuciu, w propozycji Zadary jest tego jednak za wiele.

Dystans, z jakim reżyser podchodzi do literatury Mickiewicza, razi, bo za tym przesłaniem nie idzie konsekwentna i spójna wizja całości. Zupełnie, jakby Zadara nie był przekonany, czy wystawić Dziady współcześnie i nadać im nowy kształt interpretacyjny, czy też utonąć w kilometrach materiałów dziewiętnastowiecznych sukien i pójść tropem klasyki, ostatecznie wyrażonej sześciogodzinnym niemal spektaklem bez skrótów. To, czego jednak, szczęśliwie, przy okazji wyrzucenia mickiewiczowskiego patosu pozbywa się Zadara – to nachalny dydaktyzm i efekciarstwo. Nie ma tu tandety, nie ma przesady inscenizacyjnej, nie ma usilnej nadgorliwości skonstruowania gigantycznego show. Pozostaje jednak napięcie dramaturgiczne, różnorodność obrazu, wielowątkowość i mnogość wrażeń. I to jest dobre. Ale nie wystarczające.

Wizytówka teatru

Nie wystarczające na pewno dla tych, którzy Dziady czytają z punktu widzenia filologa, historyka epoki, amatora romantycznej literatury. Ale jeśliby od tego zupełnie abstrahować, Zadara znów święci triumf. Jego Dziady to spektakl, który może być wizytówką współczesnego teatru. Taki, który nie tylko ukazuje koloryt minionej epoki, ale też ogrom pracy wrocławskich artystów – od statysty, po aktorów etatowych, kostiumografa, scenografa i reżysera. Można spierać się czy wystawianie Dziadów bez skrótów, dziś, w XXI wieku, ideologicznie tak dalekim od mentalności tamtej epoki – ma sens, ale z całą pewnością nie można zaprzeczyć, że uczestniczenie w tym przedsięwzięciu jest nieocenionym doświadczeniem.

Karolina Obszyńska, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 136/2015

Teatr Polski we Wrocławiu

Adam Mickiewicz

Dziadów część III

reżyseria: Michał Zadara

dramaturgia: Daniel Przastek

scenografia: Robert Rumas

kostiumy: Julia Kornacka i Arek Ślesiński

światło i wideo: Artur Sienicki

muzyka: Maja Kleszcz i Wojciech Krzak

w rolach głównych: Bartosz Porczyk, Mariusz Kiljan, Wiesław Cichy, Anna Ilczuk, Janka Woźnicka, Ewa Skibińska, Adam Cywka, Marcin Pempuś, Cezary Łukaszewicz, Adam Szczyszczaj, Wojciech Ziemiański, Marian Czerski, Marta Zięba i inni.

premiera: 10 kwietnia 2015

Karolina Obszyńska – rocznik 1989. Magister filologii polskiej (specjalność teatrologiczna), wcześniej studentka Uniwersytetu Warszawskiego. W „Teatraliach” od 2009 roku, w teatrze od zawsze. Publikuje także w „Teatrze”, „Didaskaliach” i „Teatrze Lalek”, na portalu wywrota.pl i ArtPapier.com. Ponad wszystko kocha pantomimę i teatr dramatyczny, zwłaszcza spektakle Krystiana Lupy i Krzysztofa Warlikowskiego