Podajcie znieczulenie (Bez znieczulenia)

Podajcie znieczulenie (Bez znieczulenia)

Spektakl Bez znieczulenia Piotra Ratajczaka powstał na kanwie filmu Agnieszki Holland i Andrzeja Wajdy z 1978 roku, który poświęcono postaci cenionego dziennikarza Jerzego Michałowskiego. Główny bohater powraca z kolejnego zagranicznego wyjazdu. W domu dowiaduje się, że opuściła go ukochana żona – związała się z jego kolegą redakcyjnym – Jackiem Rościszewskim. Zaraz po tym zdarzeniu Michałowski zaczyna mieć poważne kłopoty w pracy. W jednej chwili z człowieka szanowanego, cenionego i wpływowego staje się nikomu niepotrzebnym, zwykłym pionkiem. Załamany i przygnębiony mężczyzna zaczyna szukać przyczyn swojej klęski. Tak rysuje się fabuła filmu. Ratajczak, przekładając scenariusz na spektakl dodaje kilka współczesnych elementów.

Już w pierwszej scenie widz zostaje wrzucony w wir obecnych wydarzeń, bowiem reżyser zaprasza nas do studia telewizyjnego. Wywiadu udziela Jerzy Michałowski (Paweł Pabisiak). Opowiada o swojej ostatniej podróży do Syrii, relacjonuje udaną ucieczkę przez ostrzałem w Aleppo. Niezwykle dosadnie przedstawia swoje stanowisko w sprawie kryzysu na Wschodzie, całą winą obarczając świat Zachodu. Dziennikarz (Łukasz Schmidt) zaczyna mu zadawać coraz mniej wygodne pytania, w odpowiedzi na które Michałowski odsłania swoje poglądy na sytuację geopolityczną, krytykuje kler, sprzeciwia się wojskowym działaniom na świecie. Scena w studio zostaje szybko przerwana i za chwilę jesteśmy przerzuceni w miejsce, które – jak mogłoby się wydawać – stanowi całkowitą opozycję publicznego świata telewizji – jesteśmy w prywatnym domu bohatera. Jednak i tutaj zaczynają się namnażać nieporozumienia i kryzysy.

Podobnie jak w filmie Wajdy, żona odchodzi od reportera. Jej decyzja uruchamia lawinę wydarzeń, żali i nieprzemyślanych decyzji Jerzego. Pod tym względem Ratajczak jest zgodny z filmową wersją scenariusza. Jednak jego przejścia między scenami są zbyt gwałtowne, często nie wynikają z siebie nawzajem. Jesteśmy wciąż przenoszeni w nowe światy: gabinet lekarza, las w którym biegają ludzie, klub taneczny, sypialnię byłej żony dziennikarza, salę posiedzeń, uniwersytet, na którym wykłada Michałowski, i wiele innych. Powoduje to nieustanne zmiany scenografii. Aktorzy na tle białej, ruchomej ściany wnoszą i znoszą krzesła – w każdej ze scen pojawiają się one w innej kombinacji. Mieszanie na scenie tak wielu porządków powinno zdynamizować akcję i ukazać nasilający się konflikt wewnętrzny głównego bohatera, ale ostatecznie zderzyliśmy się tylko z nie do końca udaną próbą przełożenia filmowego montażu na spektakl.

Niefortunnie została w spektaklu dopasowana muzyka. Mocne, współczesne brzmienia przeplatają frywolne, barokowe kompozycje, które pojawiają się w bardziej statycznych scenach. Uzasadnienia dla takiej estetyki muzycznej nie sposób odnaleźć ani w ascetycznej, minimalistycznej scenografii, ani w kostiumach czy kwestiach wypowiadanych przez aktorów. Powróćmy na chwilę do kochanka żony głównego bohatera (Jędrzej Wielecki), którego postać zostaje przez reżysera uwspółcześniona. . Podczas gdy Jerzy przedstawia się jako lewicujący dziennikarz, Jacek staje po przeciwnej stronie, jest mocno związany z prawicą. Kontrast taki byłby sensowny, gdyby jego rola była lepiej skonstruowana i rozwijała się wraz z trwaniem spektaklu. Zestawienie tych dwóch światopoglądowo-politycznych porządków pojawia jednak się chaotycznie i wyrywkowo:podczas dyskusji, komu przyznać nagrodę literacką za najlepszy reportaż; we wspomnianej już scenie kochanków oraz w finale, w którym grupa ludzi z Jackiem na czele wykrzykuje w trakcie protestu Jerzego prawicowe hasła. W końcowych scenach pojawia się, oparta na stereotypie konkluzja, z której dowiadujemy się, że kompromis między lewicą a prawicą nie jest możliwy. Ktoś musi ustąpić – w spektaklu przegrywa Jerzy. Zostaje pogrążony przez żonę, bliskich, współpracowników. Jego poglądy, wygłaszane w pierwszej scenie, są obśmiewane, a on zostaje obrzucony epitetami: „pedał”, „homoś”, „lewak”. Należy tutaj, że Pabisiak w roli Jerzego, człowieka zniszczonego polityczną manipulacją, jest godny uznania. Aktor świetnie radzi sobie z dynamicznymi przejściami, kreuje postać wiarygodną, zręcznie ukazując jej ewolucje i konfrontację z kryzysem.

Najsłabszym punktem przedstawienia jest jego uwspółcześniona oprawa, której poszczególne elementy zostały strywializowane. Wpisana w spektakl polityczność opiera się jedynie na hasłowości oraz niekiedy pustych semantycznie frazesach. W konsekwencji wprowadzenie sceny z rozmową dotyczącą wydarzeń w Syrii nie znajduje swojego uzasadnienia. Podobnie zresztą jak pozostałe dopisane do oryginału fragmenty, zogniskowane wokół problemu śmierci cywili i kryzysu uchodźców. Twórcą nie udaje się, niestety, wyjść poza kalki z medialnego sposobu prezentowania wiadomości. Bez znieczulenia w swojej formie przypomina przesyconą wykrzyknikami informację, która nie stawia żadnych pytań.

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 188/2017

Teatr Opole
Bez znieczulenia

sztuka inspirowana scenariuszem filmowym Agnieszki Holland i Andrzeja Wajdy
reżyseria: Piotr Ratajczak

scenariusz: Kaja Migdałek

kostiumy: Grupa Mixer

choreografia: Arkadiusz Buszko

obsada: Cecylia Caban, Karolina Kuklińska, Arleta Los-Pławszewska, Łukasz Schmidt, Michał Świtała, Jędrzej Wielecki, Paweł Pabisiak (gościnnie)

premiera: 16 grudnia 2016

fot. Michał Ramus

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Uczy dzieci, że czytanie literatury klasycznej jest fajne. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Nie lubi zabijania zwierząt w imię sztuki.