Poczucie pięknej straty (Meadow, meadow, meadow)

Poczucie pięknej straty (Meadow, meadow, meadow)

Ice Hot Nordic Dance Platform to europejskie biennale tańca, prezentujące spektakle z ostatnich dwóch lat, wyprodukowane w krajach Europy Północnej. Tegoroczna edycja, odbywająca się w Kopenhadze, pokazała bogaty repertuar tanecznych form – spektakli tanecznych dla młodszych widzów, instalacji, wykładów performatywnych, przedstawień solowych, produkcji zespołowych. Ich poziom artystyczny był zróżnicowany, choć dobrane środki wyrazu i tematyka miały w sobie niemały potencjał. Jednak niewiele spektakli pozostawiło po sobie tak mocne wrażenie jak Meadow, meadow, meadow. Dlatego właśnie – spośród wielu pozostałych – to o nim warto napisać.

Meadow, meadow, meadow ma trzyczęściową strukturę, która nie ma jednego autora – jako efekt pracy kolektywnej pięciu artystów (choreografek i tancerek, artystów teatru i wizualnych, performerów) jest propozycją zupełnie różnych estetyk, a na finalny kształt performansu mają wpływ również widzowie, biorący udział w niektórych scenicznych działaniach. Grupowa produkcja przekłada się na zespołowe doświadczenie – widzów i artystów. Paradoksalnie jednak właśnie ono pozostawia po sobie wrażenie niemożliwości zrealizowania wspólnoty. Na intensywność tego wrażenia wpływa wybrana forma sceniczna, a dużo bardziej – forma produkowania/uobecniania emocji na scenie. Momentami szczera, momentami szczerze fałszywa i uteatralizowana obecność performerów, którzy tak sugestywnie będą wprowadzać widzów w stany: melancholii, tęsknoty, utraty, ryzyka, żalu czy zdenerwowania, doskonale manipulując tymi uczuciami.

Rozpoczęcie performansu mogłoby by tu być w zasadzie zakończeniem, nie potrzebowałoby rozwinięcia. Sytuacja sceniczna kreuje efekt przemyślanej kompozycji, w której niczego nie brakuje, nie ma naddatków. Jednak w dalszych częściach spektaklu wrażenie wyniesione z tej sekwencji nabiera jeszcze mocniejszego zabarwienia.

Dziewięciu tancerzy stoi w niedalekich odległościach od siebie, każdy porusza się w granicach podłogowej „kafelki” – oświetlonego kwadratu. Ich ruchy są tak powolne i minimalne, jakby byli w jakimś sennym letargu i tylko obracali się wokół własnej osi w rytm znanej sobie piosenki. Te również się pojawiają – performerzy stopniowo, najpierw po cichu, później nieco głośniej, nucą melodie i melorecytują do nich proste, często mało słyszalne słowa. Tak przez co najmniej pół godziny: hipnotyczny ruch – wyśpiewywane melodie. Czasami tancerze łączą się w pary (jeden z nich ma, znany skądinąd motyw hamletowski, czaszkę, z którą będzie tańczył), ale w zasadzie niewiele się zmienia w trakcie całości. Wokalna oprawa sprawia wrażenie wzniosłości, a sakralność to pierwsze słowo, jakie nasuwa mi się przy tym opisie tej części spektaklu. Banalne treści z kolei rozbijają to poczucie, wprowadzając element humoru i dowcipu. Ta ciągle podważana sytuacja sceniczna (na przecięciu powagi i groteski, smutku i dowcipu) wzbudza pewne poczucie melancholii. Wzniosłość jest tu przecież zupełnie nie na serio, a taki rodzaj mechanicznego powtarzania gestów manifestuje pewne uwięzienie (społeczeństwa? jednostki?). Jakbyśmy zastygli w powtarzaniu banałów, nie przywiązując wagi do wypowiadanych słów. Jakbyśmy tkwili w przezroczystych bańkach, nie komunikując się ze sobą nawzajem. Wreszcie, jakby „prawdziwa” forma relacji nie była już możliwa, bo coś się (między nami) definitywnie skończyło. W drugiej części to poczucie straty zostaje jeszcze bardziej spotęgowane, mimo że sytuacja zmienia się diametralnie.

Dwie performerki uchylają zasłony teatralnej kurtyny, zapraszając publiczność do środka. Wydawało się, że wejdą tylko wybrani, ale performans ma odbyć się przy udziale wszystkich widzów. Jeśli jednak ktoś spodziewał się czekających go po drugiej stronie przyjemności, to owszem, będzie można napić się whisky, rozebrać do naga i tańczyć na stosie śmieci – to jednak, dla niektórych, przyjemności co najmniej wątpliwe. Znajdujemy się w białej przestrzeni sceny, którą performerzy stopniowo zasypują odpadkami, żywymi kwiatami i ziemią (meadow to w języku angielskim „łąka”), wynosząc zza kulis kolejne worki pełne tych rekwizytów. Siedzimy po bokach białej podłogi baletowej, tak że możemy obserwować nawzajem swoje reakcje. Performerzy ubrani są w czarne bluzy (oprócz nich noszą samą bieliznę), a na twarzach mają maski. W pewnym sensie przypominają bohaterów Mechanicznej pomarańczy, z resztą efekt jest analogiczny jak w trakcie oglądania wielu scen tego filmu – niepokojący, a rozwój wydarzeń nieoczekiwany. To sytuacja przemocy, w której kolejnym próbom będą poddawani widzowie, wciągani przez grupę tancerzy do nietypowych zadań. Eksperyment – kto dalej się posunie, kto przekroczy granicę, kto nie wytrzyma i zbuntuje się przeciwko narzuconej mu roli. Wytrzymują jednak wszyscy, nikt demonstracyjnie nie opuszcza przestrzeni gry. Niektórzy nawet chętnie poddają się instrukcjom performerów – mężczyzna rozbiera się i zamienia wszystkie swoje części garderoby z jednym z nich, nie zgadzając się wyłącznie na założenie maski… Grupa osób uczy się prostego układu, turlając się po rozrzuconych na podłodze śmieciach. Ktoś wznosi toast za toastem, przejmując od tancerki butelkę whisky. Ktoś erotycznie tańczy z inną, ktoś pomaga w zasypywaniu sceny kolejnymi stosami kwiatów. Chaos tego opisu wynika z chaosu wydarzeń w trakcie tej części performansu. Właściwie nie wiadomo, na kogo patrzeć, na czym się skupić, nie ma tu akcji w dramatycznym tego słowa znaczeniu. Performerzy prowokują widzów, a oni sami nie marnują okazji do partycypacji. Ktoś wkłada do stanika jednej z kobiet kwiaty, czyniąc z niej dziwną instalację, po czym sam obsypuje się płatkami. Ktoś inny samotnie tańczy, ktoś inny leży na stosie śmieci lub buduje z nich konstrukcje jak z klocków…

Ciąg zdarzeń jest zupełnie przypadkowy, zależy w dużej mierze od reakcji publiczności. Na taki rodzaj partycypacji można reagować ze śmiechem, ale też agresywnie, forma bowiem wywołuje najbardziej skrajne odczucia (nie wiem, czy zgodziłabym się na chodzenie po scenie w stroju z kwiatów). Dramaturgia opiera się tutaj na relacji z widzami, na ich odczuciach. Dlatego pisząc o Meadow…, można odwoływać się tylko do indywidualnych wrażeń i własnych emocji. Dla mnie intensywny zapach kwiatów na scenie był wręcz nie do wytrzymania, a jednocześnie uruchamiał inne bodźce. Powolne dzianie się większości zdarzeń wprowadzało w stan pewnej apatii, przerwanej w momentach ujawnianej przez performerów agresji. W pierwszej chwili dominowało poczucie zagrożenia, ustępując później miejsca melancholii, senności. Znów, jak w części otwierającej spektakl, silne było zwłaszcza poczucie utraty. Za czym? Za światem innym niż tworzącym krajobraz pełen śmieci i (jakże to symboliczne) umierających kwiatów? Za przywróceniem tego, co bezpowrotnie odeszło i można już tylko wspominać przy butelce whisky, za szczerością relacji? We mnie najmocniejsze jest właśnie poczucie straty. Tu wynaturzone, osiągnięte przy pomocy opresyjnych metod, chwilowe bycie razem pokazuje, co straciliśmy i co być może już nie powróci. Możliwość zjednoczenia, wspólnoty, bycia razem, wspólnego doświadczania.

Co dziwne, to poczucie straty jest wyjątkowo wzniosłe, piękne.

Ostatnia sekwencja odbywa się po tym, jak performerzy wyprowadzają widzów ze sceny. Zostają tam sami, znów wpadając w stan dziwnego letargu. Trwają w niemal całkowitym bezruchu, do granic wytrzymałości przedłużając tę chwilę. I znów – to samo poczucie wzniosłości i utraty.

Karolina Wycisk, Teatralia 

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 189/2017

Ice Hot Nordic Dance Platform

Kopenhaga, 30 XI – 4 XII 2016

Pirinen, Hindi, Donovan, Walsh, Saivosalmi

Meadow, meadow, meadow

Choreography, sound design, visual concept: Elina Pirinen, Maria Saivosalmi, Jassem Hindi, Ruairí Donovan, Cathy Walsh

Performing: Kenneth Bruun Carlson, Ruairí Donovan, Jassem Hindi, Justus Pienmunne (TeaK), Elina Pirinen, Maria Saivosalmi, Aino Voutilainen, Cathy Walsh

Lighting desing: Heikki Paasonen

Landscape painter: Lotta Esko

Production assistant: Alli Mattila

Production: Zodiak – Center for New Dance, Elina Pirinen, Maria Saivosalmi, Jassem Hindi

Sponsors: R-Collection, Tikkurila

Photos: Timo Wright, Jassem Hindi

fot. materiały prasowe