Po co na performans? (Niewidzialne miasto)

Po co na performans? (Niewidzialne miasto)

Istnieje rodzaj powszechnego, choć bliżej nie wiadomo skąd wziętego, wyobrażenia performansu jako sztuki kompletnie bezcelowej, a nawet bezsensownej. Performer/ka wychodzi na ulicę (lub w inną przestrzeń publiczną) i wykonuje jakieś dziwne czynności. Po co? Dla Sztuki przez wielkie S oczywiście. Zawsze uważałam, że jest to niesprawiedliwa, wysoce przesadzona wizja, która nie ma nic wspólnego z praktyką artystyczną. Dopóki nie zobaczyłam Niewidzialnego miasta.

Miho Iwata, inspirując się ekspresją teatru butō, miała w tym projekcie zbadać, a być może także zredefiniować tożsamość miasta. Mroźnym popołudniem całkiem spora grupa zebrała się pod Muzeum Archeologicznym w Krakowie, aby obejrzeć performans. Iwata, ubrana jedynie w cienką koszulę i spodnie, o bosych stopach, wykonywała powolne mikrokroki (zapożyczone z butō) na ścieżce prowadzącej do niewielkich drzwi w ścianie budynku. Następnie artystka z rozpędem wyważała otwarte drzwi (można powiedzieć, że ten element performansu ma znaczenie zarówno dosłowne, jak i symboliczne).

Resztę wydarzenia stanowiła meandryczna, powolna droga od drzwiczek do znajdującej się dokładnie naprzeciw nich ławeczki, oddalonej o około 15 metrów. Elementy tej drogi były wyraźnie improwizowane – artystka brała do rąk i rozrzucała, czy też kontemplowała leżące na ziemi martwe liście, lawirowała między trawnikiem a żwirowaną ścieżką, na której pozostawiała fantazyjne koleiny, ślady posuwistych ruchów stóp. Czasem padała nagle na ziemię, jakby przygnieciona kosmicznym ciężarem. Stałym elementem było również lekkie drżenie, w które niemal cały czas wprawione było ciało performerki. Czy był to skutek głębokiego wewnętrznego napięcia spowodowanego przez taniec, czy też wysoce niesprzyjającej aury, trudno ocenić. W finalnym akordzie półgodzinnego performansu Miho Iwata zakwitła przed ławeczką, imitując, a zarazem przetwarzając własnym ciałem, kształt znajdującego się za nią drzewa.

W Niewidzialnym mieście było kilka estetycznie przyjemnych momentów, ładnie zakomponowanych kadrów, na tym się jednak skończyło. Nie twierdzę, że performans pozbawiony był sensu – tyle tylko, że jego wewnętrzna logika pozostała jasna głównie dla artystki, która jednak nie zdołała wytworzyć języka zdolnego przekazać ją publiczności. Skończyło się więc na bardzo długim, jeśli weźmiemy pod uwagę pod uwagę pokonany dystans, spacerze.

 

Aleksandra Spilkowska, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 148/2015

Niewidzialne miasto

Miho Iwata

fot. materiały prasowe

Aleksandra Spilkowska – ur 1992, studiuje krytykę literacką, gdańszczanka mieszkająca w Krakowie.