Po chwili

Po chwili

Za chwilę. Cztery sposoby na życie i jeden na śmierć Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w reżyserii Iwony Kempy to historie pięciu kobiet, podane jako monologi podsumowane piosenkami z repertuaru klasyki polskiej. Czy w tej wstrzemięźliwości jest metoda?

Pomysł na inscenizację tekstu Patera Asmussena jest porażająco prosty – pięć krzeseł, pięć mikrofonów i pięć niewiast w wieczorowych sukienkach na tle jasnego prostokąta, na który rzucane jest różnokolorowe światło lub projekcje ilustrujące wykonywane utwory muzyczne. Do tego szczypta znaczących min i oczek puszczanych do widzów, podniesione w odpowiednich momentach głosy i rzucane półszeptem komentarze koleżanek – oto idea fix spektaklu. W przedstawieniu Kempy nawet wyrzucane kompulsywnie z płuc przekleństwa są wyreżyserowane i do bólu ograne. Świadomość obecności widza w tym wydaniu niebezpiecznie przechyla się ku graniu pod publiczkę – na podobnej zasadzie zresztą pojawiają się w scenariuszu piosenki takie jak Parasolki czy odśpiewany chóralnie po zdjęciu peruk jako wymowna pointa utwór Sex appeal.

Tekst Asmussena dotyka, zdawałoby się, w zasadzie każdego aspektu kobiecego życia: od romansu z żonatym mężczyzną przez usunięcie ciąży i związane z tym faktem wyrzuty sumienia, aż po molestowanie córki przez ojca w czasie dziecięctwa. Niektóre z tych opowieści demaskowane są przez wypowiadające je kobiety jako ich własna fantazja, dorobienie, zmyślenie, co przez reżyserkę nie zostało niestety wykorzystane i rozmywa się zupełnie. Trudno uwierzyć więc bohaterkom – mimo swobodnego poruszania się po scenie aktorki (Bożena Adamek, Dominika Bednarczyk, Dorota Godzic, Marta Konarska i Anna Tomaszewska) reprezentują nieaktualny już sposób gry, który wciąż korzysta z konkretnych warsztatowych znaków wpisując się w dawną, recitalową ze swej natury, estetykę iluzji. Tekst wygłaszany wprost (co znaczy także en face) do widza, poetyka zwierzeń i kostiumy oraz peruki, pozostające symbolem maskującego „prawdziwe” rozterki zewnętrznego piękna sprawiają, że mimo swej upozowanej prostoty spektakl jest trudny w odbiorze. Obraz kobiety, który prezentowany jest na scenie, zdaje się dość sztampowy i niewiele mówi o niej nowego.

Mimo kilku naprawdę dowcipnych gagów przedstawienie niesie w sobie ładunek infantylnego banału, który na dłuższą metę jest trudny do zniesienia – a jednak Za chwilę…, jako propozycja festiwalowa, sądząc po reakcjach części widowni, zostało przyjęte dość pozytywnie. Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że przedstawieniu zabrakło zarówno drugiego dna, jak i pomysłu reżyserskiego, który przecież mógłby wydobyć z tekstu Asmussena choćby fantomowość życiorysów kobiet – na znacznie głębszym poziomie.

Joanna Żabnicka, Teatralia Poznań
Internetowy Magazyn „Teatralia”, nr 140/2015

VIII Spotkania Teatralne BLISCY NIEZNAJOMI, 26–30 maja

fot. Piotr Kubic