Performatywna ruletka

Performatywna ruletka

Mówi się, że to, co najbardziej przerażające jest najśmieszniejsze. Tak jest w przypadku spektaklu Joseph włoskiego artysty Alessandro Sciarroniego. To, co najbardziej szokujące ujawnia się stopniowo, dostarczając jednocześnie doskonałej rozrywki, by na koniec zaskoczyć jeszcze bardziej: i to nie tylko widza, który kupił bilet na performans.

Pierwsza, bardziej rozbudowana część spektaklu była niewinną zabawą z filtrami wideo, które deformowały obraz ciała artysty. Sciarroni wykorzystywał jedynie kamerę internetową w swoim laptopie i program do odtwarzania muzyki. Do każdej sekwencji ruchów wybierał odpowiednią piosenkę i filtr. Raz była to muzyka z westernu i obraz jego ciała duplikowany jak w odbiciu lustrzanym, innym razem było to Possibly maybe Björk i obraz powiększony oraz zarysowany do środka jak w zwielokrotnionej soczewce typu rybie oko. Deformacje były rodzajem zabawy z ciałem, która miała dać rozrywkę widzom. Jak przyznał sam autor, piosenki i proste ruchy, które wykonywał, zmieniały się w zależności od reakcji widzów. Polska publiczność widząc Włocha z wielkim brzuchem, świetnie się bawiła.

Spektakl był z pewnością igraszką, a wybuchy śmiechu na sali sprawiały, że można było zapomnieć o innym aspekcie tego przedstawienia. Przede wszystkim na myśl przychodzi użycie ciała jako narzędzia. Uwaga widza skupia się bowiem na jego obrazie na ekranie generowanym poprzez filtr komputerowy, a nie ma prawdziwym ciele artysty. Oczywiście, zderzenie jego ruchów z efektem, jaki dają one na ekranie było także interesujące, ale to właśnie ten zdeformowany obraz był podstawowym elementem spektaklu. Warto też zwrócić uwagę, że gdybyśmy zostali postawieni przed obrazami pokazującymi prawdziwe zdeformowane ciała – z pewnością nie byłoby to tak zabawne. Ta swego rodzaju estetyzacja zwraca uwagę na ten problem w codziennym, rządzonym przez media, życiu.

Sciarroni wykorzystał media w jeszcze inny sposób. W drugiej części spektaklu użył znanej strony internetowej służącej prowadzeniu wideo-czatów, Chatroulette. Daje nam ona możliwość przy prostym naciśnięciu „Dalej” zmieniać osobę, którą widzimy na ekranie. Jeśli w jakiś sposób nas zainteresuje, możemy napisać do niej w okienku rozmowy. Wszystko dzieje się oczywiście w czasie rzeczywistym, a osoby, które spotykamy po drugiej stronie są przypadkowe, strona sama losuje kogo zobaczymy – tak samo działał artysta. Najpierw przebrał się w strój Batmana, a w tle słychać było muzykę Antony and the Johnsons. Kamerę internetową ustawił tak, by publiczność była niewidoczna dla tej drugiej osoby. Te z kolei zmieniały się kilkakrotnie, zdziwione tańcem mężczyzny ze znakiem nietoperza na piersi, szybko rezygnowały z wideo-czatu, kilkoro innych napisało jedynie „???????” w okienku rozmowy. To ich reakcje najbardziej bawiły widzów. Pod koniec piosenki, bo to ona określała długość występu Sciarroniego na Chatroulette, pewien chłopak zdecydował się obejrzeć go do końca. Był zdezorientowany, ale też okazywał dezaprobatę na czacie, pisząc, że występ jest nudny lub że go nie rozumie.

Najważniejsza część nastąpiła dopiero na samym końcu – gdy artysta oświetlił widownię, aby nieświadomy widz po drugiej stronie zobaczył, że jest to część spektaklu i że oglądało go kilkadziesiąt osób. Jego zdziwienie oczywiście było najbardziej komicznym elementem spektaklu. Zwracało to jednak uwagę w bardzo dosadny sposób na globalną stronę technologii. Kontrowersje może budzić nie tylko fakt, że widz był nieświadomy tego, że jest oglądany przez publiczność i przez to wystawiony na łaskę i niełaskę, ale także świadomość, że podobny zabieg narusza jego prywatność. Warto jednak pamiętać, że logując na tego typu strony czy w ogóle korzystając z internetu zgadzamy się na to. Wchodząc na Chatroulette, wyrażamy zgodę na niewiadomą po drugiej stronie kamery internetowej.

Sciarroni w swym spektaklu zwraca uwagę także na specyficzny wymiar antropocentryzmu. Dalej najistotniejszą w naszej kulturze jest jednostka, ale w otoczeniu nowoczesnych technologii definiujących drogi komunikacji i kontaktu z drugim człowiekiem, zmienia się rodzaj relacji, a także sposób, w jaki sami siebie postrzegamy. Zaznacza się to już w tytule. Joseph kojarzy się z Józefem z Księgi Rodzaju, symbolem oddania i uczciwości. Wchodząc na czat w pewien sposób oddajemy się, szukamy kontaktu. To właśnie robi Alessandro Sciarroni – najpierw dając rozrywkę publiczności na sali, później poszerzając tę grupę o osoby z Chatroulette. Józef to także postać z dramatu renesansowego twórcy Szymona Szymonowica – Castus Joseph, w której podkreślony został dwoisty charakter ówczesnego antropocentryzmu. Kiedyś była walka Boga z szatanem, dziś zmagamy się z przeciwstawieniem człowieka nowoczesnym technologiom. Jak się na tym miejscu odnajdzie?

Włoski artysta wykorzystał technologie multimedialne w nowy i – przede wszystkim – bardzo kontrowersyjny sposób. Stworzył pracę na granicy spektaklu i perfomansu, dał publiczności możliwość zetknięcia się na scenie ze zwykłą komunikacją przez internet w prosty i naturalny sposób, co postawiało widza w sytuacji bezkompromisowej. Włączając do tego osoby z czatu, stworzył pole dla perfomansu nie tylko zaskakującego przypadkowych widzów, co jest specyfiką tego typu sztuki, ale także wchodzącego w bardzo intymną sferę codziennego życia.

Magdalena Zielińska, Teatralia Warszawa

11. Międzynarodowy Festiwal Tańca Współczesnego Ciało/Umysł, Warszawa 20–30 września 2012

Alessandro Sciarroni

Joseph

koncepcja i wykonanie: Alessandro Sciarroni
dramaturgia: Antonio Rinaldi
wizerunek: Roberto Foddai

premiera: 26 lipca 2011 roku