Patchworkowy teatr (Nauka chodzenia)

Nauka chodzenia odbywa się powoli. Etapami. Nie powinno się zmuszać nikogo do pośpiechu, który mógłby zniszczyć cały skomplikowany proces. Zaczyna się od chęci poderwania, sięgnięcia w górę po to, co dotychczas było niedostępne. Potem, gdy nabiera się już pewności, a stabilność zostaje osiągnięta, można szykować się do dynamicznego życiowego skoku – czyli pierwszego kroku. W różnych historiach bywa on odmienny, raz bolesny, kończący się upadkiem, kiedy indziej jest gloryfikowany i wspominany przez następne lata jako ogromny sukces. Nauka chodzenia ma wiele wspólnego z tworzeniem spektaklu, o czym możemy się przekonać w najnowszej produkcji Wrocławskiego Teatru Współczesnego.

W dziele Pawła Miśkiewicza nie ma oczywiście dziecięcego procesu nauki, jest jednak dorosła wędrówka przez prozę i poezję Różewicza. W przedstawieniu nie uświadczymy zwartej fabuły. Aktorzy nie są przypisani do postaci. To spektakl-wędrówka – jak można przeczytać na stronie Teatru Współczesnego – widowisko, w którym życie przeplata się z dziełem, a dzieło wynika z życia. To swoista podróż, która nie ma określonego celu, jedynie wytyczone przystanki naznaczone kolejnymi utworami poety. Wszystko zaczyna się prosto. Jest dziecko, jest czekająca żona i nieobecny mąż. Pierwsze minuty spektaklu upływają w aurze nieznośnego oczekiwania. Wrażenie rozciągniętego w czasie trwania potęguje elektryczny zegar zawieszony na scenie, który z każdą upływającą minutą głośno oznajmia swoją zmianę na cyferblacie. Gdy w końcu mąż zjawia się w towarzystwie policjanta, nie pamięta, kim jest, jak nazywa się kobieta, która zwraca się do niego „kochanie” oraz co to za pomieszczenie w którym się znajduje. Tym samym obraz zmartwionej i wyczekującej kobiety rozpierzcha się, a reżyser nie wprowadza już więcej tego wątku na scenę. Jej opowieść o mężu, który wyszedł, zostaje zamieciona pod dywan, nie dowiemy się, jak wygląda jej zakończenie – czy przypomniał sobie, jaką rolę pełnią w jego życiu żona i córka? Czy przypomni sobie w ogóle, kim jest?

Ta pierwsza scena w spektaklu prezentuje się jako przerwana w pół skoku próba poderwania się do czegoś wyższego. Gdy już historia ma wznieść się na wyżyny, zapaść w pamięci jako ten kluczowy moment przed wielkim krokiem, znika za przesuwanymi ścianami rozstawionymi na scenie. Pozostawia poczucie pustki. I tak wygląda całość spektaklu. Reżyser nie raz myli nas takimi chwilowymi zrywami. Tworzy sceny wciągające, barwne i emocjonalne, aby w finale nie doprowadzić ich do końca. Zawiesza narrację i pozwala, aby kolejny wątek wkradł się na scenę. Przedstawienie złożone jest z mikrohistorii, połączonych jedynie postacią Jerzego Senatora – Bohatera, który niczym narrator snuje się między kolejnymi opowieściami.

Spektakl Nauka chodzenia jest zrobiony metodą patchworkową, pozszywane zostały ze sobą elementy estetycznie i emocjonalnie odmienne. Takie, które na pierwszy rzut oka są do siebie kompletnie nieprzystające – jak chociażby monolog na proscenium dotyczący Auschwitz, ozdobiony  radosnym i dynamicznym pokazem cyrkowym w tle. Wszystko wygląda tak, jakby nie pasowało, było nie na miejscu, na końcu jednak opowiedziane historie i mikroświaty, tworzą unikatowy kolaż, skomponowany z rozmaitych dzieł Różewicza. Jest to zdecydowany plus tego spektaklu. Miśkiewicz przełożył teksty poety na obrazy mocne i zapadające w pamięć. Jednak wadą było ich nagromadzenie. Zbyt duża różnorodność historii zinterpretowanych momentami w skrajnie różnych emocjach, doprowadziła do tego, że wiele wątków i zabiegów pozostało w zawieszeniu, zupełnie niedokończonych, a szkoda, bowiem miały szansę stworzyć niezwykle ciekawy mechanizm opowieści zarówno o twórczości Różewicza, jak i o nim samym.

Dodatkowo, zwrócić trzeba uwagę na estetykę spektaklu i jego scenografię, która była pewnym powieleniem starych motywów. Ostatni, grany do dzisiaj, spektakl Jerzego Grzegorzewskiego, Duszyczka, na podstawie tekstów Różewicza Duszyczka i Et in arcadia ego został w Nauce chodzenia estetycznie odtworzony. Szyny, obecność kamery na scenie, muzyka kontrabasowa na żywo, małe telewizorki, mroczne ciemne światło – to wszystko tam było. Również główny bohater R. (Jan Englert) przemierzał kresy różnych historii, łączył wątki z odległych czasów, był eleganckim panem w koszuli i kapeluszu, zupełnie jak Bohater w spektaklu Miśkiewicza. Mimo tego scenografia stanowi świetne uzupełnienie treści, przedstawia się zupełnie jakby była naturalnym środowiskiem dla tekstów Różewicza. W szczególności pasuje do tych bardziej autobiograficznych utworów, jak na przykład Matka odchodzi. Ten niezwykle emocjonalny tekst wybrzmiał niezwykle szczerze dzięki Krzesisławie Dubielównie, która gościnnie wystąpiła w Teatrze Współczesnym. Warto wspomnieć choćby prostą  scenę, w której Dubielówna i Senator siedzą na rozkładanych krzesłach na proscenium, w tle słychać nieustające tykanie zegara oraz ich słowa, niezwykle mocne i przepełnione goryczą. Prawią jakby do siebie, a jednak w oderwaniu od obecności tego drugiego. Mówią o roli matki w życiu człowieka, o wychowaniu dzieci, a następnie o konfrontacji ze śmiercią rodzica. Wszystko to oświetlono słabym światłem. Scena ta zdecydowanie powinna zamykać spektakl Miśkiewicza. Stanowiła ten pewny, zapadający w pamięć krok, tak istotny w nauce chodzenia. Dlatego zbędne i nieprzystające do reszty stają się etiudy w drugiej części przedstawienia. Po przerwie nie zostaje już nic z aury patosu zbudowanej przez Dubielównę i Senatora. Wraca patchworkowa historia, która już tak nie urzeka.

Miśkiewicz, poprzez liczne nawiązania do Grzegorzewskiego, sprawia wrażenie, jakby uczył się sztuki chodzenia od mistrza, jakby podpatrywał jego zrywy, inspirował się jego wyobraźnią, aby samemu zrobić ten krok (a w zasadzie skok) w twórczość Różewicza. Był to krok udany, chodź brakowało w nim spójności i rytmu. I podczas gdy u Grzegorzewskiego przejścia są płynne, tak w Nauce chodzenia są to gwałtowne cięcia i przejścia do kolejnego elementu układanki. Mimo to dla miłośników dzieł Różewicza spektakl będzie stanowił niemałą przyjemność.

 

Agata Iżykowska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 179/2016

 

Wrocławski Teatr Współczesny
Nauka chodzenia
scenariusz i reżyseria: Paweł Miśkiewicz

konsultacje literackie: Maria Dębicz

scenografia: Barbara Hanicka

kostiumy: Hanka Podraza

ruch: Maćko Prusak
obsada: Anna Błaut, Maria Kania, Anna Kieca, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Krzysztof Boczkowski, Przemysław Kozłowski, Marcin Łuczak, Jerzy Senator, Krzesisława Dubielówna (gościnnie)

premiera: 7 października 2016

fot. Katarzyn Pałetko

Agata Iżykowska (rocznik 1992) – studiuje MISH na UWr. Uczy dzieci, że czytanie literatury klasycznej jest fajne. Uwielbia brytyjski teatr, szczególnie średniowieczną i współczesną dramaturgię. Nie lubi zabijania zwierząt w imię sztuki.