(O)świecenie? (Kosmos)

(O)świecenie? (Kosmos)

Kosmos to kolejna już (po Opętanych, Iwonie, księżniczce Burgunda i Kronosie) próba zmierzenia się Krzysztofa Garbaczewskiego z dziełem Gombrowicza. Ostatni ze spektakli celnie komentował w „Didaskaliach” Jerzy Jarzębski, pisząc o wykorzystanej w Kronosie strategii aktorskiego ekshibicjonizmu: „Intymność nie jest wcale tak interesująca, jak mniemają ci, którzy ją ujawniają”. Adaptacja Kosmosu nie należy do łatwych zadań: większość dzieje się tu w przestrzeni tekstu i języka, tworzącego się niejako na oczach czytelnika. Co więcej, obciąża ją również nieuchronna perspektywa porównań z klasyczną już interpretacją Jerzego Jarockiego oraz niedawną filmową ekranizacją Andrzeja Żuławskiego.

Ostatnia powieść Gombrowicza – którą sam autor określał mianem „najciemniejszej” – to filozoficzna metafora konstruowania rzeczywistości i jej percypowania. Osią fabularną jest tu historia podróży dwojga przyjaciół do domu wujostwa w Zakopanem i stopniowe uczestniczenie przez nich w absurdalnych wydarzeniach, przypominających elementy paranoicznej i budzącej coraz większą grozę układanki. Pierwszym gestem reżysera jest radykalna inwersja ról płciowych. Witold staje się młodą dziewczyną; towarzyszący mu w powieściowym pierwowzorze na symetrycznej zasadzie Fuks, istnieje na scenie jedynie jako strumień światła; służąca Katasia i ciotka Wojtysowa to mężczyźni, komiczni i groteskowi
w swojej niejednoznacznej seksualności. Zabieg ten jest niewątpliwie dodatkową strategią wytrącania z ustalonych schematów percepcji; pozwala postawić gombrowiczowskie w duchu pytanie o mechanizmy działania pożądania, perwersyjnie podważyć binarne opozycje.

Stworzona przez Aleksandrę Wasilkowską scenografia stanowi największy atut spektaklu. Tytułowy kosmos – którego źródłosłowem jest „porządek” – Garbaczewski przenosi w sferę jak najbardziej dosłowną; przestrzeń galaktycznego chaosu. Inscenizacji towarzyszą zawieszone na sznurkach wirujące planety i asteroidy, migotliwe bądź punktowe światła (często dosłownie oślepiające widza) oraz monumentalna, kasetonowa konstrukcja, na której pojawiają się uprzedmiotowione, rozpięte ciała postaci. Czasami niestety zbytnio przytłacza ona sam tekst i zwyczajnie męczy – jak w kilkunastominutowej sekwencji „bergowania” Leona, okraszonej szaleńczymi okrzykami, pogłosem i kolorowymi światłami, po pewnym czasie jednak nużącej, już nie efektownej, a efekciarskiej.

Ulubionym chwytem Garbaczewskiego, znajdującym zastosowanie w całym spektaklu, jest hiperbola. Usta Katasi – w powieści defekt urody, któremu obsesyjnie przygląda się Witold – u Garbaczewskiego w dosłowny, surrealistyczny sposób wypełniają całą scenę, stają się też upiorną maską noszoną przez służącą. Pozornie nieistotnej wzmiance Wojtysowej o domu w Drohobyczu czy morderstwu kota towarzyszy narastające natężenie grozy, rzeczywistości „nie do zniesienia”. Reżyser pokazuje horror świata, w którym niewinny, bajkowy z pozoru czajnik (rodem z podwieczorku u kulturalnej ciotki czy obłąkanej herbatki u Kapelusznika) może stać się kotłem pełnym gwałcących się wzajemnie figur i znaczeń. Przypomina to momentami kampową estetykę Warlikowskiego, gdzie również świat dziecięcej i popkulturowej wyobraźni przeradza się w szaleńczy, groteskowy, podszyty dążeniem ku śmierci spektakl. „Zdaje mi się, że groza Kosmosu zostanie odczytana, ale nie tak prędko” – wspominał Gombrowicz w Rozmowach z Dominikiem de Roux. We współczesnym ujęciu to groza afektywnych, widmowych fantazmatów – także tych związanych z narracją o Zagładzie (co pokazał już chociażby Kolski w filmowej adaptacji Pornografii). W tym miejscu interpretacja Garbaczewskiego jest najciekawsza – pokazuje lacanowskie Realne, wyzierające znad pozornie przewidywalnej codzienności czy ekranu pośredniczącego między aktorami a widzem.

Pod względem aktorskim niewątpliwie najmocniejszym punktem są tu role Romana Gancarczyka i Pawła Kruszelnickiego. Jaśmina Polak jako Witold wypada niestety najmniej przekonująco. Przypomina bardziej zagubioną, mimozowatą Alicję z Krainy Czarów niż emanujące połączeniem niewinności z seksualnością postacie Zuty, Alicji czy Albertynki… Brak jej nieco perwersyjnego, młodzieńczego uroku gombrowiczowskich bohaterek; gra ciągle na jednym – momentami irytującym – tonie. Odbiera to niestety Kosmosowi jeden z kluczowych przecież elementów – ironię. Postać Witolda nie wytrzymuje w tym miejscu konfrontacji, na przykład, z adaptacją Żuławskiego, w której młodość sama w sobie stawała się dodatkowym atutem; broniła się w pełnej równocześnie powagi i dezynwoltury grze aktorskiej Jonathana Genêta i Johana Libéreau. Tego elementu u Garbaczewskiego brakowało mi chyba najbardziej.

Za motto całej inscenizacji reżyser stawia w programie – w eklektyczny, hołdujący postmodernizmowi sposób – cały sztafaż teoretyczny. Jest tu i psychoanaliza lacanowska i
(co ciekawe) myśl U. G. Krishnamurtiego, filozofa i działacza religijnego, kwestionującego pojęcia jaźni, tożsamości i oświecenia. Jeżeli więc Garbaczewski – co podkreśla niemal w każdym z wywiadów – miałby ściśle trzymać się w swojej inscenizacji litery tekstu, to jest to, przede wszystkim, tekst zapośredniczony przez szereg
istniejących wokół Kosmosu literaturoznawczych i filozoficznych interpretacji. Pogodzenie wszystkich tych elementów wydaje się zadaniem karkołomnym; możliwym jedynie poprzez „ślizganie się” po wierzchołkach znaczeń. I taki jest też w moim odczuciu cały spektakl: efektowny, pełen dosłownych i metaforycznych „błysków”, ale jako całość dość powierzchowny; interpretowany bardziej emocjonalnie, niż racjonalnie; część problemów po prostu zagłuszający oszałamiającą oprawą wizualną.

Aleksandra Naróg, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 184/2016

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Kosmos

reżyseria i opracowanie dramaturgiczne: Krzysztof Garbaczewski

muzyka: Jan Duszyński

inspicjent/sufler/asystent reżysera: Zbigniew S. Kaleta

video: Robert Mleczko

reżyseria światła: Bartosz Nalazek

choreografia: Izabela Szostak

II asystent reżysera (WRD PWST): Wiktor Bagiński

scenografia: Aleksandra Wasilkowska

kostiumy: Svenja Gassen

obsada: Roman Gancarczyk (Leon), Paweł Kruszelnicki (Wojtysowa), Jaśmina Polak (Witold), Marta Ścisłowicz (Lena), Maciej Charyton (Katasia), Błażej Peszek (Ludwik)

fot. mat. teatru