Oswajanie Brechta (herb brecht)

Czy Brecht//Remix rzeczywiście spełnia obietnicę dwuznacznego „wyczerpania” sztuki? Jeżeli tak, to jak wygląda realizacja tego procesu? W projekcie Komuny//Warszawa dzieje się dużo, chaotycznie, infantylnie, jazgotliwie. Czy tak prezentuje się pokłosie ruchu Fluxus? No i co na to Brecht?

Pokaz tradycyjnie rozpoczął się przemową, tym razem Grzegorza Laszuka, menadżera Komuny, który dokonał wprowadzenia, lub raczej przypomniał sylwetkę Bertolda Brechta, niemieckiego dramaturga i krytyka teatralnego. Na scenie, w oddali, leżał materac z czerwoną pościelą, bliżej reflektor rzucający czerwone światło, mikrofon na stojaku został umieszczony tuż przy widowni. Minimalizm, jakże charakterystyczny dla Komuny, sprowokował do myślenia nad sensem tej wściekłej czerwieni. Czy to symbol komunizmu, czy zapowiedź jakiejś krwawej zemsty?

Akcja jest, fabuły nie ma, co ułatwia zobrazowanie brechtowskiej idei – widza jako obserwatora, a nie widza jako osoby wewnątrz akcji. Jak nazwa wskazuje, remix jest pewnego rodzaju kolażem nie tylko sztuk, lecz także treści. Trzy postaci będą więc ukazywały się widzom jako niezwiązane ze sobą, prowadzące chaotyczny, pozbawiony struktury ciąg wydarzeń, ułożony względem siebie w dysharmonii. Kiedy zaczątki konsonansów ujawniają jakiś porządek, postaci odbijają się od siebie, uciekają w atrofię. Tak więc wszyscy widzowie zjednoczeni są w małym widowisku nieporządku, a aktorzy toną w przypadkowości ruchów, wypowiedzi, ironii. Tym samym ukazują dobrodziejstwa ruchu artystycznego Fluxus, który podbił środowiska artystyczne w drugiej połowie XX wieku.

Podobnie jak w poprzednim remixie (Dario Fo przesłał instrukcje, 2012), akcja zaplanowana jest tylko częściowo, większością rządzi przypadek. Szczerze mówiąc szkoda, że publiczność nie weszła w głębszy dialog z twórcami – wówczas wyczerpałyby się wszystkie postulaty owego awangardowego stylu. Prócz estetycznej warstwy, którą zaliczył już Michał Libera w opisie cyklu do wspomnianego ruchu Fluxus, spektakl opiewał także temat efektu obcości. I owszem, na scenie nie było tej magii, której można się spodziewać po zamaszystym ruchu kurtyny. Jest za to życie, co prawda przemielone przez taniec, schowane pod śpiworem czy rzucone z projektora na ścianę. Taniec ukazuje rzeczywisty ruch, mający swoje konsekwencje w prawdziwej, spoconej skórze aktora. Nie znajdziesz w tym magii, to fizjologia. Człowiek u Brechta nie jest istotą znaną, jak w klasycznym dramacie. Stanowi obiekt badań. Stąd ten niemal rytualny taniec – potraktujmy go jako ruchome studium człowieka. Analizę momentów jego zasapania, wyczerpania, chwil słabości, zużycia. Ten sam aktor dystansuje się do swojej roli, nie pozwalając się przez nią doszczętnie pochłonąć – nie zna tekstu, wyczytuje go z kartki. Nawet nie stara się jej schować. Brecht nie spodziewał się prawdopodobnie, dokąd postęp cywilizacyjny zawiedzie świat teatralny, ale z kolażu Cecki/Garbaczewskiego byłby raczej zadowolony. Tutaj „potrzeba sensu i ciągłości to fiasko”, songi grane są na wirtualnej gitarze z iPada, personel techniczny wchodzi na scenę kiedy chce. Każdy impuls wygenerowany ze sceny dezintegruje odbiór. Każdy wybieg rozprasza, utrudnia odszukanie sensu.

Brecht uczy widzów krytycznego myślenia, zakłada kontakt z publicznością i wierzy w dialektykę między nim a dramatem czy aktorem, tak jak w dialektykę w społeczeństwie. Sprzeciwia się mieszczańskim ideom, koterii, pruderii, sztuczności i filisterstwu na rzecz autentyczności. Spektakl jest, jakby życzył sobie tego Brecht, protagonista ideologiczny, autoironią. Czyli ironią aktorów wobec siebie, widzów wobec siebie, twórców wobec sztuki i sztuki wobec Brechta. Wspomniana przez aktorów „kategoria bełkotu jako określony pogląd estetyczny” pozwala zaśmiać się ironii prosto w „twarz” wysokiej sztuki mieszczańskiej.

Aleksandra Pyrkosz, Teatralia Warszawa
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 73/2013

KOMUNA// WARSZAWA

herb brecht

Cecko/Garbaczewski

obsada: Tomasz Bazan (Bertolt Brecht), Marcin Cecko (Bertolt Brecht), Krzysztof Garbaczewski (Bertolt Brecht)

muzyka: Joanna Duda

premiera: 25 maja 2013 w ramach cyklu RE//MIX

fot. mat. teatru